sobota, 21 listopada 2015

Na marginesie o marginesie

W dzisiejszych czasach radio jest najbardziej dokuczliwym ze wszystkich istniejących środków masowej manipulacji. Z prostej przyczyny. Widzisz coś, co cię irytuje - odwracasz głowę i masz to poza polem widzenia, przestaje cię irytować. Przed dźwiękiem nie da się tak łatwo uciec.

Najbardziej drażni mnie podczas zakupów, że w sklepie wciąż gra takie sklepowe radio - jakiś beznadziejny i kiczowaty muzak przeplatany reklamami. Nie wiadomo, co z tym zrobić. Zatkać sobie uszy zatyczkami? Na pierwszy rzut oka pomysł dobry, ale czasem jednak warto słyszeć co ktoś do nas mówi. Oczywiście nie przez radio. Może więc zmienić sklep na taki, gdzie jest mniej irytujący i denny muzak? Albo przynajmniej ten hałas jest puszczany ciszej?

Podczas oglądania telewizji z kolei najbardziej irytują reklamy. Nie są one jednak tak dokuczliwe jak sklepowe radioreklamy. Wyłączając dźwięk zyskuje się duży komfort. Wiadomo, że reklamy potrwają jakiś czas, więc wyciszywszy dźwięk można zająć się czymś innym, przykładowo zaparzyć herbatę.

Reklamy w radio są czymś zupełnie nie pozostawiającym żadnego pola manewru. Nie wiadomo kiedy się skończą, dlatego słuchając jakiejś ważnej audycji można przegapić jej fragment, jeśli się wyłączy dźwięk na ten przykry czas promocji, auto promocji, sponsoringu, korupcji i prania mózgu. Tradycyjny odbiornik radiowy nie ma opcji pauzy lub nagrywania. Nie da się więc reklam przeskoczyć. Albo wyłączasz dźwięk i możesz stracić fragment ciekawego programu, albo cierpiąc słuchasz reklamowego bełkotu i czekasz na ciąg dalszy. Problem w tym, że im ciekawsza audycja tym więcej reklam. Wobec tego im więcej reklam tym większa szansa, że po kolejnym seansie słuchania o zbawiennym wpływie lekarstw na organizm dzieci i niemowląt i trosce banków o najlepszą dla klienta pożyczkę dzięki której zakupi sobie środki antykoncepcyjne i dużą ilość fast-foodów, które go utuczą jak wieprza oraz następnie środki na odchudzanie, żeby wyglądał jak człowiek oraz o jakości papieru toaletowego, może cię trafić szlag i w ogóle niczego już w życiu nie posłuchasz. Chyba, że marsza pogrzebowego nad własną trumną. Ale to już z zaświatów.

Dlatego słuchanie radia jest zajęciem dla męczenników i masochistów. Nawet internet, który jest przecież jedną wielką reklamą, mniej dokucza. Radio pozbawi ostatnich nerwów każdego, kto ma skórę cieńszą niż nosorożec. I potrzebuje do tego naprawdę tylko i wyłącznie reklam, które zasmradzają miłą atmosferę domowego zacisza lub nawet skądinąd nie aż tak złą aurę supermarketu. Co gorsza niektóre sieci sklepów mają własne stacje radiowe, które puszczają swoje reklamy i własne piosenki, które tworzy jakiś Janko-muzykant, wielbiciel kiczu i koneser buractwa, wytwarzający melodie na zasadzie: a przycisnę ten klawisz i tamten i zobaczymy co wyjdzie, a coś wyszło, fajnie.

O ile jednak na zakupy można wysłać kogoś innego, wysyłania żony nie radzę, gdyż grozi to ogołoceniem konta i przekroczeniem limitu na karcie, ale jednak da się uniknąć słuchania sklepowego radia. We własnym domu uniknąć radiowych reklam można wyłącznie w ten sposób, że przestajemy słuchać radia. Słuchać na żywo. Większość stacji radiowych nadających na wszelkie sposoby można nagrać. I wtedy wreszcie można przeskoczyć reklamy.

Dlatego pytanie "czy ty słuchasz radia na żywo?" może być tym, które obnaży brak szacunku do własnej osoby. Ja słucham radia na żywo, ale wyłącznie w pracy i w sklepie. W domu już nie. Albo nagrywam program, który mnie interesuje, albo słuchając ot tak, trzymam w rękach pilota i przełączam stację na inną kiedy zaczynają się reklamy lub usłyszę słowo "polecam". Nawiasem mówiąc "polecam" jest według mnie synonimem "popierdzam" a ja nie znoszę jak ktoś pierdzi w moim towarzystwie.

Właśnie dlatego, że redaktorzy zaczęli coraz intensywniej w swoich programach popierdzać muzykę i płyty, a nawet popierdzać serdecznie, więc przestałem słuchać większości audycji. Programy się nagrywają, ale od kilku miesięcy nie mam odwagi, żeby przebrnąć przez te wszystkie popierdzenia. Właśnie dlatego, że naprawdę mam alergię na popierdzanie różnych towarów w radio supermarketowym i przez kasjerów kiedy stoję przy kasie, więc słuchając jakiegoś wydawać się by mogło normalnego programu radiowego, kiedy redaktor zaczyna mi coś popierdzać tak samo jak kasjerka w Stonce, zbiera mi się na pawia i nie ma rady - pilot migiem przełącza stację na inną.

Dlatego, że radiowe reklamy są właśnie tak nieznośne i prymitywni i naprawdę beznadziejnie naiwni marketingowcy, którzy uważają, że skuteczna reklama polega na użyciu słowa "polecam" i to najlepiej dwukrotnie i zrobili z reklam nawalanie ludzi w łeb przy użyciu bejsbola, przestałem słuchać radia. Przynajmniej na żywo. A jeśli już, to z pilotem od tunera w pilnym pogotowiu. Myślę, że nawet służby nie są tak czujne jak ja w kontekście popierdzającego nawalania reklamami po uszach.

Z tych wszystkich powodów ludzi słuchających radia bez ograniczeń i z upodobaniem uważam za prymitywów, którzy nie mają szacunku do siebie. Względnie mają skórę grubą jak ta na nosorożcu. Niestety słuchanie radia z zajęcia elitarnego i rozwijającego wyobraźnie stało się zajęciem dla bydlaków, których nie odstraszy kicz i obora.

Jednakowoż dlaczego ma szanować kogoś, kto nie ma dla siebie samego szacunku - ktoś inny? Dlaczego miłośnika kiczu, nachalnych reklam i permanentnego poierdzania wszystkiego ma szanować nadawca? Dlaczego ktoś, kto wie, że słuchacz mimo całej nieznośności radia uparcie pozostaje przy swoim i tego popierdzającego medium słucha, ma go szanować? Jeśli nadawca wie, że puszczanie badziewnej muzyczki, durne komentarze i reklamy są tym czego pragną słuchacze ma czuć do niego sympatię? Chyba tylko, jeśli sam jest prymitywem i miłośnikiem jeleni na rykowisku. Gdybym to ja był radiowcem i miał radio nadające chamski muzak, reklamy i zatrudniające durnych didżejów, to na pewno nie szanowałbym swoich słuchaczy. No i z całą pewnością miałbym gdzieś jakość dźwięku. Dla mnie problemem byłby duży zasięg i jak największa głośność, żeby rykiem się wybić ponad konkurencję.

Co prawda ostatnio jakość dźwięku w radio się poprawiła, ale nie ze względu na szacunek dla słuchaczy. Nasi nadawcy jak mieli słuchacza w głębokim poważaniu, tak mają go nadal. Już nawet nie myślę o otoczce, ale mam na myśli treść merytoryczną. Serwowanie papki dla idiotów przez publiczne radio nie świadczy o szacunku dla słuchacza. Wręcz przeciwnie. Serwowanie papki dla idiotów świadczy, że publiczny nadawca ma słuchacza za idiotę. A że nadawca publiczny ma słuchacza za idiotę świadczy chociażby przegląd prasy w jednym z programów PR. Zresztą może to zbyt daleko idące wnioski. Może osoba dokonująca przeglądu prasy jest postsowieckim sierotą o sformatowanym i wyparnym mózgu i ilorazie inteligencji szeregowego ubeka względnie ormowca?

Na koniec zatrzymajmy się jeszcze nad jakością dźwięku w radio. Jest lepiej, ale dlatego, że ten nowy "trynd" przyszedł do nas od innych. On przyszedł od światowych regulatorów, którzy zauważyli, że pranie mózgu przy maksymalnej głośności skutkuje odwracaniem się od radia. Ryk jest nieznośny w każdym zakątku świata. Nie tylko w Polsce, nie tylko w Europie, nie tylko w Ameryce i w Australii, wszędzie.

Kilkanaście lat temu kupiłem sobie nowy zestaw i jednym z elementów tego zestawu był tuner. Nie podobał mi się on wcale. Uważałem, że to był bubel, gdyż dźwięk był denny i beznadziejny. Teraz wiem, że tuner był dobry i grał tak jak powinien. To nadawcy sprawili, że dźwięk był nie do zniesienia. Tuner nie był bublem, ani nie był popsutym egzemplarzem, jak podejrzewałem. Audiofile w rozgłośniach radiowych zrealizowali swe marzenia o głośnym graniu.

Słuchanie radia kiedyś, kiedy rzęziło i charczało jak ofiara "loudness war" było nieznośne, chociaż reklam nie było tak dużo i jeszcze nie były tak popierdzające, tak jest nie do zniesienia również dzisiaj. Dźwięk jest lepszy, ale treść przyprawia o mdłości.


1 komentarz:

  1. Ja nie znoszę współczesnego radia. Pomimo, że od 10 lat mam amplituner stereo, to radio może włączyłem ze 2-3 razy na godzinę. Niemniej wiem, co się w nim dzieje, bo w pracy niektórzy słuchają. Oprócz durnych reklam atakujących co chwilę tekstami typu "tylko 999,99999 zł" i "polecany przez farmaceutów" wkurza mnie też inna rzecz.
    Współczesne stacje FM nadające głównie muzykę (jeśli akurat nie nadają reklam) zatrudniają chyba skończonych kretynów od układania playlist. Nowości, którymi w obecnych czasach jest np. 15 przeróbka utworu Axel F lub głupkowaty cover szlagieru Blondie (który w oryginale był dobry, a teraz jest na poziomie cepa i trwa jakieś 2 minuty) są puszczane po 4-5 razy dziennie. Stacje każą nam słuchać ich tak często, że w końcu zaczynają nas denerwować jeszcze bardziej. Czyli założenie radiowców jest takie – słuchaj tak często, aż zwymiotujesz i zapomnisz, bo w końcu przestaniemy puszczać.
    I druga rzecz. Stacje nadają też oczywiście starsze kawałki. Ale dlaczego codziennie przez cały tydzień słyszę ten sam utwór. Czy na litość boską nie można puścić np. Another Day in Paradise raz na 2 miesiące i jednocześnie dlaczego od 10 lat nie słyszałem w radiu żadnego kawałku z albumu Invincible Michaela Jacksona. Dochodzi do tego, że Genesis zaczynam mieć szczerze dość, pomimo, że ich lubię, a o niektórych kawałkach z Invincible zwyczajnie zapominam. Głupota do potęgi. W swojej prywatnej plikotece mam 3500 utworów, które po prostu lubię (nie zbieram bez sensu muzyki, której nie lubię, żeby bić jakieś głupie rekordy), a każdego utworu słucham nie częściej niż raz na miesiąc. Te, które lubię mniej odtwarzam może raz na pół roku. Gdybym słuchał nawet ulubionych kawałków codziennie przez cały tydzień, szybko miałbym ich dość.

    OdpowiedzUsuń