niedziela, 18 grudnia 2016

Był sobie transjent

Transient jest słowem, które wywołuje wśród osób zainteresowanych dźwiękiem spore emocje. Co to jest transient wie raczej niewielu, znacząca większość przypisuje mu jednak wręcz magiczną moc. Od transientu ma zależeć wszystko, a nawet więcej, a jeśli chodzi o odtwarzanie i sprzęt, to już ponoć opisać słowami nie sposób.

Okazuje się jednak, że transient ma znaczenie takie samo jak reszta parametrów dźwięku, o ile nie mniejsze niż pozostałe. Wystarczy bowiem usunąć transienty z nagrania i okazuje się, że nadal brzmi dość zwyczajnie. Wszystko zależy od tego jak się je usunie. Wykasowanie całego transientu spowoduje dziwne "zaczynanie się" dźwięków, gwałtowne i nagłe, ale mimo wszystko dźwięki są nadal takie same pod każdym innym względem.

Jeśli ktoś ma chęć, może spróbować sam. Można kasować dużo lub mało, można też zastępować jeden transient innym. Najłatwiej jest zastąpić transient podobnie ukształtowanym szumem. Zabawa z transientami pozwala je oswoić i przekonać się, że nic w nich nie ma magicznego.

Głośniki stojące blisko ścian, które nie są wytłumione, albo stojące na podłodze, która mocno odbija dźwięk powodują, że te odbicia nałożą się na nieustaloną fazę dźwięku i zniekształcą transienty. Zresztą nawet jeśli fala odbita od podłogi kiedy monitor stoi na typowej wysokości opóźnienie jest rzędu dwie, trzy ms. Wobec tego czas jest wystarczająco krótki, żeby "wypaść" na niektórych transientach.

Dźwięk odbity może wzmocnić lub osłabić falę bezpośrednią, dlatego zawsze temu zjawisku będzie towarzyszyć zmiana obwiedni. I jak zawsze nikt tego nie jest w stanie usłyszeć.

Transient jest fazą nieustaloną i dlatego chaotyczną. Zmiana jego natury nic nie zmiana, bo nie może. Transient ma za zadanie przygotowanie do wywołania rezonansu w narządzie słuchu i "zaalertowanie" go do odbioru części zasadniczej, która niesie faktyczną treść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz