piątek, 28 kwietnia 2017

Na marginesie: zrozumieć audiofila

Zrozumieć audiofila - zadanie niewykonalne dla nie-audiofila. Jeśli się jednak poczyta co o audiofilach piszą zwyczajni ludzie, a przede wszystkim, co piszą sami audiofile, sytuacja trochę się klaruje. Wiadomo co siedzi w głowie audiofila, chociaż zrozumienie tego jest niemożliwe.

Audiofil przede wszystkim się czegoś obawia. Czego? Wszystkiego co jest związane z dźwiękiem i sprzętem. A dlaczego audiofil się wszystkiego boi? Dlatego, że nie przyjmuje do wiadomości realnej postaci dźwięku, ale wyobraża go sobie jako coś niewyobrażalnego(sic!), niezrozumiałego i niezmiernie skomplikowanego, przypuszczalnie nadnaturalnego. Mało tego, bo zamiast brać dźwięk takim jakim fizycznie jest, audiofil koncentruje się na wrażeniach słuchowych, które dźwięk wywołuje. Nic dziwnego, że dochodzi do takich paradoksów, kiedy audiofilowi nie mieści się w głowie jak przykładowo wzmacniacz może spowodować, że on się boi albo w jakiś sposób wzrusza. Albo w jaki sposób kodek audio może wywołać w nim jakiś nastrój. No bo przecież jak on słucha, to wpada w jakiś nastrój i inżynier najpewniej zawarł algorytm wywoływania nastroju u audiofila w tym kodeku.

Give me a break!

Jeśli ktoś odrzuca świat realny i pogrąża się w jakichś lękach i zabobonach, to nie da się za tym nadążyć. Ale lęki i obawy są tak silne, że ludzie są w stanie wydać naprawdę duże pieniądze, żeby tylko przestać się bać o dźwięk. Najgorsze w tym jest to, że wydanie dowolnie dużej sumy nic nie pomaga, audiofil wciąż jest niespokojny i gotów wydać jeszcze więcej, żeby się przestać bać, a kiedy to zrobi stwierdza, że lęk pozostał, więc będzie od nowa zbierał kasę na coś jeszcze innego.

Nie ma sensu o tym pisać, bo wszyscy wiedzą jak jest. Warto wspomnieć, że te lęki są wykorzystywane przez ludzi chcących zarobić na audiofilach. Mechanizm jest prosty. Ktoś pisze w jakimś magazynie audio o tym, że jest coś, co psuje dźwięk i o sposobie w który to popsucie można wyeliminować. Wyeliminować popsucie dźwięku można tylko w jeden sposób - należy coś kupić. Jednocześnie ktoś inny produkuje to coś, co "poprawia" dźwięk i sprzedaje za astronomiczne sumy.
Lęk pozostaje, więc można napisać o innym sposobie poprawy dźwięku, a ktoś inny to urządzenie lub jakiś gadżet wyprodukuje i sprzeda. I w ten sposób błędne koło się kręci już jakieś pół wieku. Jedni wciąż wynajdują w jaki sposób dźwięk się psuje inni sprzedają rozwiązania problemu, a audiofile wciąż i od nowa to kupują i się boją.

Ludzi znerwicowanych nie trzeba szukać, takich którzy interesują się muzyką i są znerwicowani jest mnóstwo. Ale same lęki nie wystarczą do tego, żeby kogoś skłonić do wydania absurdalnych pieniędzy na sprzęt. Trzeba mu wmówić, że ma tak wspaniały słuch, że wszystko usłyszy, nawet jak trawa rośnie.

Niestety to wszystko nieprawda, człowiek ma słuch dość marny, inaczej być nie może. Ale o tym już było. O sprzęcie i akustyce również. Paradoksalnie sprzętu się nie słyszy, a akustykę można i to bez problemu. U audiofilów jest odwrotnie, bo niesłyszalny sprzęt słyszą, a słyszalnej akustyki nie. Ale o tym też już było.

Czego nie było? Nie było nic o przetwornikach analogowo-cyfrowych i cyfrowo-analogowych. Zrozumienie jak one działają i w ogóle zrozumienie cyfrowego dźwięku pomaga na nerwice. Dlatego postaram się napisać coś o przetwornikach. Bez technikaliów i matematyki, bo to jest łatwe do znalezienia, ale o tym o co w tym naprawdę chodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz