czwartek, 19 kwietnia 2018

Na marginesie: Radiowcy w sosie własnym

Marnego radiowca można poznać przede wszystkim po tym, że nie potrafi nawiązać kontaktu ze słuchaczem. Ktoś, kto tego nie umie ma kontakt ze sobą samym i mówi sam do siebie, monologuje, albo ma kontakt z kimś innym, co w tym radio razem z nim jest. Może to być jakiś drugi czy trzeci prowadzący albo gość, ale także np. ktoś za szybą w reżyserce. Tylko, że nawet ktoś za szybą nie chce tego słuchać. Żeby było bardziej zrozumiale trzeba obejrzeć, albo sobie przypomnieć, film "Good Morning, Vietnam". Świetny przykład dobrego radiowca, który ma kontakt ze słuchaczami i marnego, który mówi sam do siebie, którego śmieszą własne dowcipy i tylko jego śmieszą. Ale mimo wszystko uważa, że jest dowcipny, czuje to w sercu. No i też czuje, że ma talent radiowy.

Marnych radiowców jest sporo. Czasem audycje są tak słabe, że słuchacz w ogóle nie wie o czym mowa, bo prowadzący coś do siebie mówią i to coś jest tylko im znane, ale słuchaczowi już nie, bo nie widzi co ktoś przyniósł do studia, albo o czym oni wcześniej rozmawiali, albo co oglądali zanim się zapaliła lampka on air.

Brak pomysłów i osobowości czy pustka w głowach redaktorów skutkuje często dość charakterystyczną manierą prowadzenia programów. Mianowicie redaktorzy zachęcają słuchaczy do kontaktu z nimi, że niby mają coś im pisać, przysłać. Więc mówi taki redaktor, że "a niech mi państwo napiszą co o tym i tamtym uważają, na ten i siamten temat".

Słuchacze mają do dyspozycji różnego rodzaju formy kontaktu elektronicznego. Można i trzeba im podać adresy itd. Ale od tego momentu trzeba się zająć prowadzeniem audycji. Jeśli ktoś ma osobowość, wiedzę i predyspozycje do bycia w radio, to audycje wychodzą mu ciekawe i ludzie spontanicznie będą coś pisać, bo po prostu będzie o czym. No ale jak ktoś ma pustkę w głowie i brak mu pomysłów, no to musi wymusić na ludziach, żeby coś przysłali. Wtedy będzie czym zapchać program. Nie mam nic do powiedzenia, to przynajmniej przeczytam na antenie, co słuchacze napisali.

A słuchacze zachęceni piszą, owszem. Miło jest usłyszeć na antenie coś, co się napisało, a co prowadzący odczytał. Ale żałosna jest audycja, której słucha garstka ludzi, którzy coś napisali do radia i teraz czekają aż to usłyszą. Wtedy sporo jest ludzi zawiedzionych, że nie przeczytali im ich maila na antenie. Pewien rekordzista potrafił przeczytać kilkadziesiąt wpisów z pewnego portalu społecznościowego i właśnie tylu miał słuchaczy swojej audycji - kilkudziesięciu. Poza tym był zajęty sobą i za chińskiego boga nie mógł zrozumieć dlaczego coraz mniej ludzi go słucha.

No ale po co ja się żołądkuję? Przecież nikt nie ma takiego obowiązku, żeby słuchać radia. Ja takiego obowiązku nie mam. Nikt nie ma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz