piątek, 10 września 2021

Telefon jako przenośny odtwarzacz

Telefon komórkowy do odtwarzania muzyki nadaje się... różnie. W zależności od tego jaki to jest telefon. Ale do telefonowania także nadaje się różnie.

Fotka poniżej jest dość kiepska, gdyż trudno jest zrobić dobre zdjęcie czegoś błyszczącego i czarnego jeśli się nie ma do dyspozycji profesjonalnego sprzętu. Konkretnie filtru polaryzacyjnego.




Od lewej: Ten telefon jest najstarszy i do odtwarzania muzyki i słuchania czegokolwiek nadaje się słabo. Można sobie włączyć radio, ale tylko w mono. Drugi telefon też daje tylko możliwość włączenia radia, tym razem już prawdopodobnie w stereo. Nie działa, więc nie sprawdziłem. W każdym razie nie da się do nich wgrać swoich plików ani odtwarzać czegoś z sieci. Ten trzeci, niebieski, ma radio FM stereo i oczywiście można sobie też słuchać radia internetowego i wgranych czy ściągniętych plików, gdyż to już jest prosty smarkfon. To samo, nawet lepiej, bo ma szybsze połączenie z internetem potrafi ten ostatni. Uważniejsi zauważą oczywiście, że to tylko sam pobity panel. "Resztą" z nowym wyświetlaczem zrobiłem zdjęcie tej kolekcji.

Te gorsze telefony w teorii nadają się lepiej do słuchania, jako przenośne odtwarzacze, bo są mniejsze i lżejsze. Mały to znaczy dobry, poręczny, lekki, prawdziwie przenośny.

Te starsze telefony poza tym są lepsze jako... telefony. Ten duży i dość nowoczesny jako telefon sprawdza się najgorzej. Jest niewygodny w obsłudze, ma kształt niepasujący do ręki, jest ciężki. W sumie jest dowodem, że my zwyczajnie dajemy sobie wciskać coraz bardziej beznadziejny sprzęt, który ponoć ma być coraz lepszy. Wzięcie do ręki nowego smarkfona, który jest ciężki i nie pasuje do ręki oraz starego, lekkiego wywołuje refleksję, że rozwój sprzętu polega często na tym, że staje się karykaturą samego siebie.

Te mniejsze nigdy nie zaliczyły gleby. Natomiast ten nowy jeden jedyny raz strzelił o beton i się potłukł. Wyśliznął się z kieszeni z ogrodniczek podczas odpalania kosiarki. Inna kieszeń ma suwak, ale kto by wpadł na myśl, że coś takiego się może wydarzyć. Mogło, więc się wydarzyło.




Nowoczesny smarkfon nie sprawdza się ani jako telefon, ani jako przenośny odtwarzacz. Mam przenośny odtwarzacz mp3, który czyta wszystkie formaty, ma wielkość znaczka pocztowego, waży tyle co komar i ma klips, żeby go przypiąć do kieszonki, na przykład. Nowoczesny smarkfon nie mieści się w kieszeni spodni, takich zwykłych dżinsów. Trzeba uważać, żeby nie upadł, a ma do tego jakieś szczególne predylekcje. Źle się go trzyma w ręce. Jest ciężki.

Postęp postępem, ale albo coś jest telefonem, albo przenośnym komputerem, albo aparatem fotograficznym czy kamerą. Nie da się połączyć wielu funkcji w jednym urządzeniu, bo wszystkie będą spełnione źle. Praktyczny test polegający na upakowaniu w dżinsach aparatu fotograficznego, odtwarzacza mp3 i tego najmniejszego telefonu wypadł pozytywnie. Cały kram mieści się bez problemu, kieszenie nie są wypchane i z takim ekwipunkiem można swobodnie usiąść. Jak już to zostało napisane duży smarkfon w kieszeni się nie mieści, a jeśli się usiądzie z tym cudem techniki, to jest spora szansa, że wyświetlacz pęknie.

Najbardziej irytujące dla audiofila jest jednak to, że przetwornik DA w smarkfonie jest tak dobry, że nie da się odróżnić czy gra telefon, czy stacjonarny odtwarzacz. Oczywiście kiedy już gra, bo podłączony do wzmacniacza zanim się włączy odtwarzanie może buczeć. Ale mimo wszystko zagra tak samo dobrze jak odtwarzacz za, powiedzmy, kilkadziesiąt tysięcy.

Postęp może być, i jest, irytujący. Z wielu względów.

wtorek, 13 lipca 2021

DVD - warto obejrzeć starsze filmy tak, jak zostały zrealizowane

We wcześniejszym poście zostały wspomniane niektóre problemy z płytami DVD-wideo. Dla przypomnienia: filmy kinowe są na tych płytach zapisane z prędkością 25 klatek na sekundę, a film oryginalnie sfotografowany na taśmie ma 24 klatki na sekundę. W związku z tym akcja jest za szybka, a dźwięk podwyższony. Niektóre utwory brzmią na ścieżkach dźwiękowych filmów DVD wyjątkowo "piskliwie". Szczególnie te, które są śpiewane w wyższych rejestrach. Niskie głosy nie brzmią tak okropnie kiedy są przyśpieszane, ale wysokie już niestety tak. Generalnie wszystko jest za szybkie, co robi wrażenie jakiejś groteski. Jeśli ktoś widział dany film w kinie wyświetlany z klasycznej taśmy i potem obejrzał to samo z DVD, to zapewne doświadczył jakiegoś niesprecyzowanego wrażenia, że z tym filmem coś jest nie tak.

Zanim przejdziemy dalej trzeba wspomnieć, że nie wszystkie DVD są odtwarzane za szybko. Mianowicie te realizowane kamerami telewizyjnymi są odtwarzane prawidłowo. Tu problemem może być przeplot, gdyż jeśli ktoś jeszcze wciąż ma jakiś prosty odtwarzacz i stary telewizor, to niekoniecznie poradzą one sobie z tym dobrze, podobnie jak z ewentualnym przeskalowaniem.

Płyty DVD z filmami były swego czasu bardzo popularne i są osoby mające spore kolekcje. Jeśli się teraz ktoś dowie, że wszystko oglądał w wersji przyspieszonej może sobie zadać pytanie czy powinien kupić wersje na innym nośniku, które będą odtwarzane z prawidłową prędkością, czy też może jest jakiś sposób, żeby tą właściwą prędkość mieć z posiadanej płyty DVD?

Jeśli chodzi o różnego rodzaju odtwarzacze, to być może są i takie, które dają możliwość zmienienia liczby klatek na sekundę, tzn. z 25 na 24. Ale odtwarzacz, który ma autor bloga takiej opcji nie ma.

Pomocny będzie tu jednak komputer. Odtwarzacze programowe mają często opcję zmiany prędkości odtwarzania. Żeby uzyskać tą właściwą trzeba film zwolnić do 96%, bo zwiększenie ilości klatek z 25 do 24 daje właśnie 4%. Ale jednak nie jest to takie proste. Odtwarzacze programowe mają tą funkcję prawdopodobnie po to, żeby coś obejrzeć szybciej, jak się nie ma czasu. I żeby to miało jakiś sens, to dźwięk jest też przyspieszany, ale bez podwyższania brzmienia. Czyli wszystko jest krótsze, ale ma tą samą wysokość.

W takim razie, jeśli się film spowolni w ten sposób, to ten za wysoki dźwięk się nie obniży do właściwej tonacji. Trzeba dokładniej przejrzeć ustawienia i wybrać taką opcję, żeby dźwięk był przyspieszany i zwalniany na takiej zasadzie, jak to się odbywa np. w gramofonie. Niektóre gramofony mają takie suwaki, żeby przyspieszyć obroty lub zmniejszyć je. Natomiast większość starych polskich gramofonów miała tą regulację robioną potencjometrem. I daje to zmianę wysokości dźwięku w ten sposób, który jest tu potrzebny. Jeśli się w programie do oglądania filmów wszystko ustawi właściwie, to zarówno szybkość akcji będzie poprawna, jak i wysokość dźwięku, co ma dla nas większe znaczenie, obniży się o te 4% i film odzyska swe oryginalne właściwości.

Można nawet odnosić wrażenie, jeśli DVD jest odtwarzane za szybko, że to wygląda trochę tak, jak kiedyś były pokazywane w TV stare nieme filmy. Teraz je już pokazują z normalną prędkością. W początkach kinematografii standardem była mniejsza liczba klatek niż teraz, czyli 24. Kiedyś było od 16 do 20 klatek na sekundę.

Jest jeszcze jeden problem. Kamera TV pracuje z częstotliwością powiedzmy 25 kl/sek. czyli raczej 50 półobrazów, bo mamy 50 klatek na sekundę, ale z przeplotem. W takim razie z jakim klatkażem będzie odtworzony film z blu-ray'a? Chodzi o filmy kinowe 24 klatkowe. Bo są też blu-ray'e 50 klatek z przeplotem. Natomiast te kinowe mają 24 klatki progresywne. Więc czy my w TV oglądamy filmy kinowe za szybko, jeśli się odtwarza z blu-ray'a, czy jest jakiś sposób na dopasowanie tych niekompatybilnych standardów? Bo z DVD film w TV będzie odtworzony oczywiście szybciej, bo i odtwarzacz DVD odtwarza z szybkością 25 klatek, jak i standard TV też ma 25 klatek.

Na koniec wspomnieć trzeba o jeszcze jednej rzeczy. Załóżmy, że mamy film na blu-ray'u z filmem 24 kl/sek. Jeśli w odtwarzaczu mamy włączone 24 kl/s to film będzie wyświetlony poprawnie. Ale jeśli ktoś nie ma tego włączonego, to na wyjściu dostanie 60 Hz. Ale z jakim tempem będzie wyświetlony film? Przyznam, że zacząłem drążyć temat praktycznie, ale film zaczynał się scenami beż muzyki i trudno było rozstrzygnąć czy tempo po włączeniu i wyłączeniu 24 kl/s ulegało zmianie. A akurat Gwiezdnych ojen nie mam na blu-ray, a tu by nie było wątpliwości. Muzykę znam na pamięć, także i tą z czołówki. Sprawę pozostawiam do sprawdzenia. Jednak jeżeli ktoś z Czytelników ma temat rozpracowany, to proszę to opisać w komentarzu.

poniedziałek, 5 lipca 2021

DVD - nośnik, który ma swoje zalety.

DVD ma sporo zalet i trochę wad. Audiofile żadnych wad nie zauważyli, oczywiście. A dlaczego nie zauważyli? Bo nikt im o nich nie powiedział. W takim razie trzeba te braki wskazać.

Wady, o których tu jest mowa, nie biorą się z właściwości samego formatu, ale z tego, że na płycie DVD możemy mieć coś, co oryginalnie miało format inny. Ale zacznijmy od DVD-audio.

DVD-audio nie ma żadnej przewagi nad CD-audio. Wynika to z ograniczeń słuchu. Mianowicie nie można usłyszeć częstotliwości wyższych niż 20 kHz, a w praktyce w przypadku osób dorosłych, czyli tak powiedzmy czterdziestolatków, to nawet 15 kHz. Większy odstęp od szumu nic nie zmienia, bo w pomieszczeniach, w których słuchamy panuje całkiem spory hałas, a poza tym w uszach nam też dość mocno szumi. I nie dotyczy to tylko osób starszych. W otoczeniu bardzo cichym szumi czy dzwoni w uszach nawet dzieciom.

Jeśli chodzi o obraz na płycie DVD, to jest on całkiem dobry. Autor bloga zatrzymał się na 1080p, bo taki ma sprzęt zakupiony dekadę temu. W porównaniu do HD to SD na DVD wygląda dość przyzwoicie.

Zdarza się, że z obrazem na DVD jest jakiś problem wtedy, gdy linia ukośna porusza się w pionie. Przykład pierwszy:




I jeszcze przykład drugi:



 Takie linie występują dość rzadko, ale się zdarzają.

Ale z punktu widzenia bloga mamy jeszcze jeden problem z filmami kręconymi na taśmie. Dotyczy on dźwięku. Mianowicie film kinowy ma 24 klatki na sekundę. Natomiast DVD będzie mieć już 25 klatek. Mówiąc najprościej taki film będzie odtwarzany za szybko, czas odtwarzania się skróci, a dźwięk przyspieszy. Tonacja lekko się podwyższy.

Przyspieszony dźwięk to realne zniekształcenie. Ale mało kto to zauważa. Drżenie obrazu to też zniekształcenie. Także i na to mało kto zwraca uwagę. Ale o różnicy pomiędzy flac i WAV o już napisano bibliotekę, chociaż różnicy nie ma żadnej.

Wnioski można sobie wysnuć samemu.

A jeśli ktoś ma wydania wspomnianych filmów zarówno na DVD jak i Blu-ray, to warto pooglądać, posłuchać i porównać. Przynajmniej same początki tych filmów.
 

niedziela, 16 maja 2021

Różnica pomiędzy adaptowanym i nieadaptowanym pomieszczeniem

 

Ilu Czytelników bloga może usłyszeć taką różnicę? Trudno jest przenieść sprzęt z pokoju, który ma adaptację akustyki do takiego, który jej nie ma. Ale można bez problemu posłuchać czegoś w jednym i drugim pomieszczeniu. Nawet muzyka odtwarzana przez głośniczki w telefonie brzmi inaczej w pomieszczeniu o dobrej i słabej akustyce. Najprostszy test na różnicę wywoływaną przez akustykę to klaśnięcie w dłonie. Różnica, którą słychać na żywo jest nawet większa niż ta w filmie.

PS. To nie jest reklama producenta paneli, ale zachęta do pracy na akustyką swojego pomieszczenia do słuchania muzyki i oglądania filmów.

środa, 12 maja 2021

Kolumny krytyczne w ustawieniu

Jakiś czas temu znalazłem na fejsubeku 10 zasad teorii manipulacji społecznej autorstwa Noama Chomskiego. Jeśli kogoś takie rzeczy interesują może się zapoznać, jeśli jeszcze tego nie zna. Czy te zasady są słuszne, czy nie – to odrębna sprawa. Ciekawe jednak jest to, że niektóre z nich, w jakimś sensie przynajmniej, można odnieść do małej grupy, którą są osoby interesujące się sprzętem i jakością dźwięku.

Zasada nr 2 jest taka: „Wygeneruj problem i zaproponuj rozwiązanie”. I tę zasadę można odnieść do tematyki, którą tu omawiamy wręcz dosłownie. Mianowicie słuch nie jest wrażliwy na przesunięcia fazy, ale można powiedzieć ludziom, że jest i że to jest problem oraz jednocześnie zaproponować rozwiązanie, które go eliminuje. A mianowicie są to specjalnie skonstruowane kolumny, które mają zredukowane zniekształcenia „fazowe”.

Po co to wszystko? Po to, żeby skłonić klienta, by nabył nowe kolumny. Z pewnością jakieś już ma, ale biznes polega na tym, żeby sprzedawać. Zatem nabywca musi się w jakiś sposób pozbyć starych kolumn, gdyż po tym jak mu powiedziano, że są jakieś zniekształcenia fazowe on zaczął je słyszeć i one mu przeszkadzają. A jak wiemy realizatorzy dźwięku masakrują go w sposób tak kompleksowy, że można usłyszeć wszystkie zniekształcenia, gdyż jest ich tam tyle ile się dało tylko zmieścić, a nawet i takie, których się nie słyszy lub nawet nie istnieją.

Krótka dygresja. Jakież to są zniekształcenia, które nie istnieją, a które ludzie słyszą? Przykładem, najlepszym zresztą nie tylko dla ilustracji zjawiska, ale i dla wykazania manipulacji, są słynne „schodki” w dźwięku cyfrowym. Żadnych schodków oczywiście nie ma, a sam dźwięk cyfrowy jest dokładnie taki sam, jak analogowy, z tą różnicą, że jest pozbawiony zniekształceń. Ale audiofile „słyszą” te schodki, gdyż pokazano im je na rysunkach.

Wróćmy do kolumn i rzekomych zniekształceń fazy, które jakoby słychać. Na rysunku poniżej mamy przykład takiej zoptymalizowanej pod tym względem konstrukcji.





Prawda, że te kolumny wyglądają okropnie?

Jednak w jakiś sposób trzeba wykazać, że są jakieś zniekształcenia i te szkaradnie się prezentujące meble dźwiękowe je eliminują. I tu dochodzimy do kolejnej manipulacji, ale to już bez nawiązania do tych technik wspomnianych na początku.

Żeby wykazać, że kolumny powodują jakieś zniekształcenia i można je wyeliminować producent przedstawia następujące wyniki pomiarów:




Manipulacja polega na tym, że do wykonania testu użyto sygnału prostokątnego. Z takim sygnałem nie poradzi sobie żaden głośnik, ani żadna kolumna, co zresztą widać. Nawet te zoptymalizowane kolumny przetwarzają taki prostokątny sygnał dość kiepsko. Jednak w rzeczywistości kolumny nigdy nie muszą przetwarzać takiego - prostokątnego - sygnału. Naturalne źródła dźwięku go nigdy nie emitują. Można go uzyskać sztucznie, ale nie ma to wiele sensu. Na płycie analogowej takiego sygnału nie da się zapisać, także na taśmie magnetofonowej. Sygnał prostokątny ma bardzo szerokie spektrum, które sięga w teorii do nieskończoności. Jeśli ktoś ma dobry sprzęt i przede wszystkim magnetofon, to może sobie wygenerować sygnał kwadratowy i nagrać go na taśmę, a następnie sprawdzić, co udało się nagrać. A nagrać uda się składowe tylko do około 20 kHz, a zatem z sygnału kwadratowego, który został nagrany na taśmę analogową zostanie coś, co niespecjalnie kwadrat przypomina. Zatem problem jest wygenerowany sztucznie i zilustrowany w nieodpowiedni sposób.

Teraz jednak wypada wykazać, że problem zniekształceń fazowych jest sztuczny. Mianowicie kolumna, która ma specjalnie skonstruowaną zwrotnicę może zmniejszyć przesunięcia fazy, ale w praktyce nie ma to żadnego znaczenia. Jeśli się siedzi dokładnie na osi kolumny, to fazy będą się zgadzały. Jeśli jednak kolumna będzie stać na podłodze, albo na za niskim stojaku i będziemy ją widzieć, a właściwie to słyszeć, w ten sposób, jak to wskazuje strzałka na pierwszym zdjęciu, czyli poza osią, to cały wysiłek konstruktora spełznie na niczym. Fazy się rozjadą. Efekt będzie bardzo podobny do zwykłych konstrukcji. To samo będzie, jeśli się kolumnę ustawi za wysoko.

Eliminowanie przesunięć fazy, chociaż to sztuka dla sztuki, ma sens tylko dla konstrukcji głośników umieszczonych koncentrycznie. Jednak przesunięć fazy nawet w zwykłych konstrukcjach się nie słyszy. Także innych powodowanych przez nie skutków. Można się o tym przekonać w ten sposób, że się słucha siedząc w fotelu, a więc w domyśle na osi, oraz słucha siedząc na podłodze oraz stojąc, a zatem poza osią. W ten sposób można usłyszeć zmianę barwy, ale nie zniekształcenia fazy. Słuch ignoruje przesunięcia fazy. Owszem, można je usłyszeć, ale gdy inne są dla kanału lewego i prawego. A inne są wtedy, gdy realizator dźwięku zastosuje taki efekt lub sprzęt się popsuje.

Kolumna będzie mniej przesuwać fazę jeśli, przykładowo, zastosuje się filtry 6 dB na oktawę i odpowiednio ustawi głośniki. Widać to, tzn. przesunięcie głośników, na pierwszym zdjęciu, jak i na poniższym rysunku.






Rysunek pochodzi z czasopisma radioelektronik 1/86. W artykule można znaleźć też źródła opisujące ten rzekomy wpływ zniekształceń fazowych na jakość odbioru. Warto by je odnaleźć i zobaczyć co tam jest napisane. Jednak sprawdzić, że te zniekształcenia nie są słyszane można już tu i teraz. Można to na pewno zrobić w lepszy sposób niż ten przeze mnie opisany.

Załóżmy teraz, że ktoś chce jednak zrobić kolumny, które mają małe przesunięcia fazy, ale nie chce, żeby wyglądały tak szkaradnie jak to widać na powyższych przykładach. Można przesunąć głośniki względem siebie zachowując płaski front pochylając całą kolumnę w tył. Wydawać by się mogło, że w ten sposób piecze się dwie pieczenie na jednym ogniu: kolumna wygląda dobrze, a zniekształcenia są mniejsze, oczywiście na przewidzianej osi odsłuchu.

Ale nie zawsze siedzimy dokładnie an osi. Można zaryzykować stwierdzenie, że przeważnie nie. A już dla takich pochyłych kolumn to prawie nigdy. I dodatkowo pochylony front powoduje, że taka kolumna jest bardzo krytyczna w ustawieniu. Ale przede wszystkim w odsłuchu.

We wcześniejszym poście zajmowaliśmy się charakterystyką promieniowania głośników przy wyższych częstotliwościach. Teraz musimy do tego wrócić. Popatrzmy na rysunek.


 

Jeśli dla pewnej częstotliwości charakterystyka będzie wyglądać w taki sposób, to osoba wyższa lub niższa będzie poza osią, którą przewidział konstruktor. W praktyce prawie zawsze się będzie siedzieć poza osią. Szczególnie zbyt niskie miejsce odsłuchu skutkuje wyraźnym spadkiem głośności dla tej częstotliwości.

Dlatego pochylenie obudowy nie jest dobrym pomysłem. Lepiej, jeśli się już wybiera taką konstrukcję zwrotnicy, która wymusza przesunięcie, a właściwie to cofnięcie, głośników względem tego, który przetwarza niskie tony, zastosować konstrukcję obudowy jak na zdjęciu czy rysunku.

A co by było, jeśli pochyła obudowa jest tylko skutkiem wizji plastycznej? Wtedy lepiej wybrać zwykłe konstrukcje, gdyż prawdopodobieństwo, że się znajdzie w osi promieniowania głośnika wysokotonowego będzie większe. A skutkiem tego szanse na dobry odbiór wzrosną.

Żeby zilustrować problem dokładniej potrzebny by był rysunek w trzech wymiarach. Wtedy można by zobaczyć, że wyjście poza oś pionową i jednoczesne wyjście z osi poziomej daje wyraźne spadki. Tzn. większe niż ten pokazany na powyższym rysunku.

I warto przypomnieć, że monitory zawsze trzeba ustawiać tak, aby głośnik wysokotonowy był na wysokości ucha. Zamontowanie go wyżej i pochylenie w dół daje problem z odległością odsłuchu. Jeśli się usiądzie za blisko lub za daleko, to barwa wyraźnie się zmieni. A za słabe lub za silne skręcenie do wewnątrz to spotęguje.

Czy rzeczywiście kolumny o pochylonej do tyłu obudowie są na tyle krytyczne w ustawieniu, że warto o tym pisać? To zależy. Przede wszystkim od właściwości pomieszczenia. Takie, które ma dobrze zrobioną adaptację akustyki spowoduje, że mała ilość dźwięku odbitego będzie skutkować za małą ilością wysokich tonów jeśli się wyjdzie z osi kolumny. Gdy pomieszczenie jest "twarde" i odbić jest dużo, to nie będzie tak wyraźnie odczuwalne. W nowocześnie urządzonym pokoju problem jest mały i być może nie każdy go zauważy.


środa, 28 kwietnia 2021

Audio BS - przykładowy egzampel

 Na początek - wyjaśnienia.

Co to za dziwny tytuł posta? Audio to wiadomo. BS to skrót używany przez ludzi mówiących po angielsku. Co on oznacza, wiadomo. Przykładowy egzampel, to mniej więcej to samo co masło maślane lub też dzień dzisiejszy, który jest dzisiaj. Wicie, rozumicie. W dniu dzisiejszym cofniemy się do tyłu. Tyle „w tym temacie” czyli o tytule w kontekście poprawnej polszczyzny. Słuchając radia jakoś zbyt często zdarza się trafić na dzień dzisiejszy, który prawdopodobnie ma być bardziej uroczysty i oficjalny niż zwykłe dziś, a jest niepoprawny, niestety.

A teraz przykładowy BS z działki audio. Oczywiście chodzi o reklamę, ale niestety reklamę pisaną bezmyślnie przez kogoś, kto nie ma pojęcia o pojęciu pojęcia. Mianowicie:

„Gramofon *** jest wyposażony w*** oraz w***. Ma wbudowaną firmową wkładkę ***, której stożkowa igła z ogromną precyzją ma odczytywać wszelkie szczegóły zapisane na płycie winylowej.”

Otóż każda osoba, która interesuje się techniką analogową, a w szczególności gramofonami wie, że są produkowane różnego rodzaju wkładki wyposażone w różnego kształtu igły. Chodzi o szlif igły.

Najtańsze i najprostsze w wykonaniu igły mają szlif stożkowy, a po „naszemu” sferyczny. Jeśli ktoś ma dzieci, a te dzieci mają kredki, a do tych kredek temperówkę, może wziąć jedną kredkę i ją zatemperować. Trzeba temperować w szpic, a następnie ten szpic lekko zaokrąglić. W ten sposób uzyskuje się dokładnie taki kształt, który ma igła stożkowa. Prawda, że kształt niewyszukany.

Jest kilka innych, bardziej zaawansowanych szlifów igieł gramofonowych. Na grafice mamy pokazane różne warianty poczynając od kształtu ostrza nacinającego rowki płyty. Na samym dole znajdziemy sferyczny szlif, który najgorzej wpisuje się w kształt rowka.

 

Grafika pochodzi ze strony vinylengine. Można się tam zapoznać z wieloma ciekawymi materiałami o tej tematyce.

Teraz biorąc zatemperowaną kredkę można próbować uzyskać któryś z bardziej zaawansowanych szlifów. Żeby to zrobić trzeba najpierw trochę poszukać, żeby dokładnie wiedzieć co się powinno uzyskać. Naśladowanie tych najbardziej zaawansowanych szlifów naprawdę nie jest proste. Dlatego są one znacznie droższe – w ten sposób wykonane igły.

Igła sferyczna, mówiąc krótko najbardziej toporna, nie jest w stanie poprawnie odczytać wysokich częstotliwości, szczególnie pod koniec strony. Zapis jest zbyt gęsty, a wymiary igły za duże, aby się w taki gęsty zapis wpasować. Zamieszczona grafika tego nie pokazuje zbyt dobrze. Zapewne jednak zainteresowani tematem znają odpowiednie informacje.

Wracając do wspomnianej reklamy. Widzimy, że została sformułowana ładnie, ale wprowadza w błąd. Dodana wkładka w rzeczywistości nadaje się tylko do tego, żeby szybko sprawdzić, że gramofon działa. Ale chcąc sobie posłuchać płyt z naprawdę dobrą jakością, a więc bez spadku wysokich tonów, trzeba kupić jakąś lepszą wkładkę. Igła musi być co najmniej ze szlifem eliptycznym. Sferyczne nadają się do skreczowania w dyskotece. Taka igła jest wytrzymała i tak samo dobrze działa w obu kierunkach. Można ustawić większy nacisk, więc nie będzie wyskakiwać z rowka i nie ulegnie przy tym uszkodzeniu. Nie można jednak powiedzieć tego samego o płycie.

Czy w reklamie były jeszcze inne kwiatki – nie wiem. Nie czytałem uważnie. Gramofon ma być dostępny wkrótce, chciałem tylko się czegoś dowiedzieć i zobaczyć jak będzie wyglądał.

A wygląda bardzo ładnie. Szkoda, że jest tak drogi. Uwzględniając konieczny wydatek na lepszą wkładkę ponownie się okazuje, że słuchanie winyli jest bardzo kosztowne.

I jeszcze raz na koniec. Igła sferyczna jest najgorsza jeśli się weźmie pod uwagę jakość dźwięku. O żadnej precyzji odczytu nie ma mowy.

sobota, 10 kwietnia 2021

Rynek sprzętu audio o wysokiej... cenie

Rynek wygląda tak, jak klient. Potencjalnym klientem jest każdy, chociaż raczej mężczyzna. Nawiasem mówiąc dziwnie się to pisze, kiedy jedni mówią, że nie ma płci, inni z kolei twierdzą, że jest ich kilkadziesiąt. Strajk kobiet wydaje się przemawiać za tym, że płcie(?) jednak istnieją. A przynajmniej jedna - płeć strajkowa. Kluczowe jest tu pytanie czy takiego potencjalnego klienta w ogóle interesuje jakaś tam jakość dźwięku? Przecież ma w domu radio, jak włączy to coś tam słychać. Ma też telewizor, który po włączeniu także gra, czyli poza tym, że jest obraz, to również coś słychać. Więc po co ktoś miałby kupować nowe radio? Po co miałby dokupować do telewizora zestaw kina domowego? I po co w ogóle miałby kupować zestaw stereo? I już w naprawdę nie wiadomo z jakiego powodu miałby jeszcze do tego wszystkiego dokupić jakieś "fensi" kable oraz mebelki, żeby wszystko ładnie poustawiać? O stojakach na monitory (czyli kolumienki) nawet nie wspomnę.

Potencjalnego klienta, któremu zwisa kalafiorem jakość dźwięku oraz sprzęt należy urobić i wytworzyć w nim pewien stan, którego nie nazwę, aby mu zaczęło zależeć i na tym i na tamtym. Można go doprowadzić do takiego stopnia rozedrgania, aby zaczął się obawiać czy np. położenie kabla na podłodze spowoduje zubożenie sceny lub jakieś inne groźne, aczkolwiek w jakimś sensie magiczne, zjawisko.

Do urobienia klienta służy marketing, tak to nazwijmy. Nie będę się wdawał w szczegóły, wspomnę tylko o tzw. "szczepionkach". Te preparaty nazywane dla niepoznaki szczepionkami, które zostały wyprodukowane w nieprawdopodobnym pośpiechu i nikt nie wie jak działają, są ludziom tak samo potrzebne, jak sprzęt Hi-end. A na dodatek potencjalnie są szkodliwe i mogą nawet prowadzić do śmierci osoby, które to przyjęły.

Normalny człowiek nie będzie się chciał szczepić czymś co nie zostało przebadane i co potencjalnie może go zabić. Ale jeśli się wywrze na niego presję, np. sugerując, że jak się nie zaszczepi, to zachoruje, będzie zakażał innych i w ogóle w ten sposób stanie się rozsadnikiem zarazy itd. itp., to nabierze chęci. Ryzyko utraty zdrowia i życia wskutek przyjęcia nie wiadomo czego i nie wiadomo jak działającego preparatu w obliczu silnej presji schodzi na dalszy plan.

Jak widać można upiec klienta, wystarczy wiedzieć jak i mieć po temu możliwości. Zakup sprzętu nie szkodzi zdrowiu, najwyżej można ogłuchnąć, jeśli się do sprawy podchodzi ze zbyt wielkim entuzjazmem.

Przydałoby mi się trochę marketingu. Wtedy udałoby się rozmontować rynek sprzętu audio o wysokiej... cenie. Plan dobry, bo podstępny.

środa, 31 marca 2021

Uszczęśliwianie na siłę

Uszczęśliwianie na siłę nie jest niczym nowym, ani też nie jest wyjątkiem. To raczej zjawisko powszechne i znane od tysiącleci. Polega ono na tym, że ktoś podejmuje decyzję za kogoś innego. Ostatnio obserwujemy zamykanie gospodarki, z zamykanie ludzi w domach, żeby się nie pozarażali nawzajem. W praktyce oznacza to niszczenie wielu firm, utratę pracy i możliwości utrzymania się. Zamknięcie kogoś w domu nie różni się wiele od zamknięcia w więzieniu. Ale rządzącym udało się ludzi zamknąć w więzieniach domowych i zniszczyć ich firmy oraz pozbawić możliwości zarobkowania. Żeby byli szczęśliwi, oczywiście. Naturalnie szczepienia też są po to, żeby ludzi uszczęśliwić. Są one dobrowolne, ale jeśli się ktoś nie zaszczepi to go zwolnią z pracy, nie dostanie kredytu w banku, bo nie będzie miał już pracy, nie wpuszczą do urzędu, kina, teatru, samolotem nie poleci, na ulicę nie będzie mógł wyjść. Pełna dobrowolność, a jak nie to...

Wcześniej komuniści zdecydowali za wszystkich pozostałych, że nie będą mieć prawa posiadać czegokolwiek, bo własność powoduje nieszczęścia. Natomiast, gdy wszystko jest niczyje, tzn. państwowe, to wtedy jest ok.

Ale żeby nie odbiegać za bardzo od tematu bloga, to okazuje się, że nawet producenci sprzętu, a tak naprawdę to jego konstruktorzy, też podejmowali czasem, i nadal podejmują, decyzje o uszczęśliwieniu nabywców na siłę. Mianowicie nie tak dawno temu skonstruowali filtry kontur, których się nie dawało wyłączyć. Taki wynalazek - nie włączysz i nie wyłączysz, bo nie ma włącznika i zarazem wyłącznika - cały czas jest włączony. Sytuacja ta została pokazana w filmie, który jest udostępniony we wcześniejszym poście. I taka sama sytuacja dotyczy też Amatora stereo. Film można znaleźć na kanale tego samego autora, który nagrał materiał o Zodiaku.

Podobnych decyzji o uszczęśliwianiu na siłę mamy więcej. Dobrym przykładem będzie tutaj taki wykres:


 

Pokazuje on charakterystykę kolumn głośnikowych. Producent zdecydował, że konsument będzie szczęśliwy, gdy wysokich tonów będzie mniej. Tutaj co prawda rzecz jest nieco inna, bo po prostu można ich nie kupować, ale nie każdy klient wie, że te kolumny mają za mało wysokich tonów.W czasach Amatora i Zodiaka było inaczej. Albo kupisz to, albo wcale, bo alternatywy nie było. Z dzisiejszej perspektywy rynkowa abstrakcja.

Zupełnie skrajnym przykładem uszczęśliwiania na siłę jest silna kompresja dynamiki. Od tego się nie da uciec inaczej niż nie kupując płyty lub wyłączając odbiornik radiowy i telewizyjny. Jednak nie dla wszystkich alternatywą dla ryczącego radia, telewizora czy wrzeszczącej płyty będzie śpiew ptaków na spacerze.

Osobiście wolałbym mieć możliwość włączenia kompresora pomiędzy odtwarzacz i wzmacniacz, gdybym uznał, że to jest potrzebne, niż słuchać czegoś, co jest nie do zniesienia dla osoby, która ma nieuszkodzony słuch.

Ale rzeczywistość jest taka, że musimy siedzieć w więzieniach, tzn. we własnych mieszkaniach i słuchać tej skompresowanej papki. Tak czy inaczej to chociaż możliwość, żeby nie włączać telewizora i nie słuchać radia daje przynajmniej namiastkę wolności.

Wolność, okazuje się, polega na prawie, żeby nie dać się uszczęśliwiać na siłę. Wtedy są jakieś szanse na szczęście.

 

środa, 17 marca 2021

Źle ustawione kolumny głośnikowe

Już kilkakrotnie był tu poruszany temat ustawienia kolumn głośnikowych. Chodziło jednak o odległość od ściany. Jeśli kolumna stoi za daleko od ściany, to pogarsza się jakość odtwarzania niskich częstotliwości.

Okazuje się jednak, że równie ważne jest dobre nakierowanie kolumny na słuchacza. Żeby odbiór był optymalny, to muszą one być dość mocno obrócone do wewnątrz, aby oś była skierowana dokładnie na słuchacza. Ale tutaj okazuje się, że bardzo często na różnych zdjęciach reklamowych kolumny są ustawione „na wprost”. Faktycznie, w ten sposób wszystko wygląda ładniej, ale odbiór już nie jest taki „ładny”. Niestety taki sposób ustawiania jak w reklamach jest kopiowany w domach, a wtedy rozczarowanie jest pewne. I może jest w tym jakaś metoda. Kupiłeś kolumny, które nie grają, bo to nie był topowy model. A jak był, to może coś innego nie jest topowe.

Ethan Winer napisał o tym więcej w swojej książce, a także w newsletterze, który można znaleźć tu. Można w nim znaleźć następującą ilustrację.

 

Źródło ilustracji: http://realtraps.com/Newsletter_21-03-11.htm?fbclid=IwAR1a3-jmM_qz3uYqp46xWnnkh6tKGfOdFcrwvTjXDmVVuXY6bHmCWGaiYfA

Jak widać promieniowanie nie przypomina wcale czegoś jednorodnego. Dlatego właśnie tak ważne jest ustawienie kolumny w ten sposób, aby oś promieniowania głośnika wysokotonowego była nakierowana na uszy odbiorcy.

Tu pojawia się inny problem. Istnieje sporo typów kolumn, które można skręcić do środka tak, że oś kolumny będzie celować na nas, ale dlatego, że głośnik wysokotonowy znajduje się np. pomiędzy dwoma głośnikami, albo pod nisko-średniotonowym, to jego oś promieniowania trafi raczej na klatkę piersiową niż na uszy słuchacza.

Tego typu kolumny należałoby odchylić jeszcze w tył, aby znaleźć się w osi promieniowania tweetera. Ale są też kolumny, które w ogóle mają pochyloną w tył obudowę.

W takim przypadku słuchacz nie może się znaleźć w osi głośnika wysokotonowego o ile się jej nie pochyli do przodu, co jednak jest wbrew zamysłowi konstruktora. Skutek tego jest taki, że odbiorca siedzi na skraju któregoś listka. Nie jest to korzystne, bo przesunięcie się nieznacznie w dół oznaczać może bardzo duży spadek albo nawet wyjście poza listek.

Problem w tym, że nie znamy tego wzoru promieniowania i nie wiemy w jaki sposób taką pochyloną "fabrycznie" w tył kolumnę ustawić. Dlatego prościej jest wybrać taki model, który ma zwyczajną konstrukcję, tzn. obudowa jest „prosta”, a nie pochylona do tyłu. Nawet jeśli głośnik wysokotonowy nie będzie na samej górze, to można ją będzie bezpiecznie pochylić. Jeśli kolumna jest pochylona fabrycznie, tego raczej nie powinno się robić, bo konstrukcja zwrotnicy uwzględnia różnicę w odległości pomiędzy głośnikami biorąc pod uwagę oczywiście odległość nie pomiędzy nimi tylko do słuchacza. Jeśli się będzie słuchać poza kierunkiem wyznaczonym przez konstruktora takiej pochylonej konstrukcji, to przesunięcia fazy dla częstotliwości podziału mogą się nie zgadzać i dojdzie do zaburzenia charakterystyki. A ten zakres jest dość ważny, bo często przypada na dużą czułość słuchu.

 

czwartek, 4 marca 2021

Był sobie audiofil

Kiedy wchodzę na strony producentów sprzętu wysokiej klasy, a także oglądając różne (archiwalne) relacje z targów nachodzą mnie pewne refleksje. Zastanawia mnie czy oni (branża) naprawdę mogą nie wiedzieć, że produkują rzeczy, które tak naprawdę są materializacją złudzeń ich nabywców. Nikt nie potrzebuje sprzętu aż tak dobrego. Z całą pewnością nikt nie potrzebuje sprzętu aż tak drogiego, może z wyjątkiem ludzi, którzy mają za dużo pieniędzy. Pewnie są tacy, którzy w salonie samochodowym mówią, że takie auto ich nie interesuje, bo jest za tanie. Albo kupują kolejny dom, żeby jakoś ulokować kasę.

Jednak istnienie sprzętu Hi-end uzasadnia się przecież jakością dźwięku, a nie możliwością wydawania na niego fortuny, po to, żeby ją wydać. Zawsze się mówi, że to tak pięknie gra. Przynajmniej ja nigdy nie spotkałem się z reklamą typu „nasz sprzęt jest najdroższy i dlatego trzeba go kupić”.

Producenci muszą wiedzieć, że nie da się usłyszeć różnicy w jakości pomiędzy najtańszym wzmacniaczem i najdroższym, który jest w ich ofercie. Różnica jest w tym, jak one potrafią głośno zagrać i jak się zachowują, kiedy się je przesteruje. Ale to już jest poza granicami cywilizowanego sposobu słuchania.

Wszyscy sprzedają złudzenia. I strasznie dokładnie pilnują, żeby nikt się tych złudzeń nie pozbył. Ale co by się stało, gdyby ktoś podał wreszcie jakiś dowód na to, że to są tylko złudzenia? Co się stanie z tą całą branżą? Abraham Lincoln powiedział: „Można oszukiwać wszystkich (ludzi) przez pewien czas, a część ludzi przez cały czas, ale nie da się oszukiwać wszystkich przez cały czas.”

Ten czas się kończy, bo wspomniany dowód jest już gotowy. Napisałem to z myślą, że może z tego być książka, a właściwie to książeczka. W tej postaci, która istnieje teraz, ma to niecałe dziewięćdziesiąt stron i zawiera kilkanaście rysunków.

W każdym razie rzecz jest niemal gotowa. Trzeba ją jeszcze tylko jakoś opublikować. Brakuje w tej chwili właściwie dwóch rzeczy. Okładki i redakcji tekstu. Ale to są szczegóły, które trzeba dopracować. Ważniejsze jest jednak przede wszystkim to, jak się poczują ludzie, którzy w ten cały marketing uwierzyli? Ktoś ich wyprowadził na manowce i pilnował, żeby nie wrócili na prostą drogę. Jak oni na to zareagują? Niektórzy pewnie wyparciem, ale większość powie... Można się domyśleć, co powie.

Piszę to z ciekawości czy nie zagląda tu jakiś wydawca, który chciałby się także przekonać, co się stanie, jak się ludzie dowiedzą? A muszą się dowiedzieć. Lincoln ma rację.

 

wtorek, 23 lutego 2021

Płyta winylowa wynaleziona na nowo

Wadą tradycyjnej płyty jest malejąca prędkość liniowa, która powoduje spadek jakości wraz ze zbliżaniem się do końca strony. Może więc utrzymać ją na stałym poziomie? Z technicznego punktu widzenia jest to możliwe. W ten sposób na nowo "wynaleziona” płyta analogowa mogłaby zagrać trochę lepiej. Problem z tym wynalazkiem polega na tym czy jest możliwe uzyskanie takiej prędkości liniowej, która pozwalałaby na lepszą jakość przede wszystkim w odniesieniu do tego, co jest na końcu strony, a jednocześnie czas, który mógłby być pomieszczony na stronie nie uległby skróceniu.

Prędkość odtwarzania takiej płyty musiałaby być regulowana na podstawie jakichś dodatkowych informacji zapisanych na niej. Gramofon, a właściwie to układ sterujący obrotami talerza, musiałby wiedzieć z jaką prędkością dany rowek został nacięty. Mógłby to być jakiś sygnał pilotujący lub inny patent.

Tego typu płyta zadowoliłaby na pewno Zdzisława Beksińskiego, który utyskiwał na jakość dźwięku na wydawnictwach z operami. Finał mianowicie brzmi zawsze kiepsko, bo jest głośny a przecież jest zapisany pod sam koniec strony. A tak zagrałby czysto. Nawet Bolero Ravela nie trzeba by nacinać od środka płyty, jak to się czasem robi.

Pomysł chyba jest dobry, produkt będzie atrakcyjny. Być może znajdą się chętni, żeby na nowo zakupić swe płytoteki w nowej technice winyla o stałej prędkości liniowej. Oczywiście gramofony też trzeba kupić nowe. Koniecznie z ramieniem tangencjalnym. Szansa na niezły biznes. A przecież o to chodzi.

czwartek, 11 lutego 2021

W mixie dużo zależy od tego jak się definiuje sprzęt końcowego odbiorcy

Poniżej zdjęcie, jedno z wielu znajdujących się na wewnętrznej kopercie płyty wydanej w 1989 roku. I to jest zupełnie przypadkowa zbieżność z zawartością pewnej audycji. Chodzi o wykonawcę, a nie płytę. I ja tej płyty nie będę rozdawał, chociaż jest moja, a i testamentu jeszcze nie napisałem.

 
 

Ten fragmencik został pokazany tak, że na podstawie rastra drukarskiego można określić, jak mały to kawałek. To uwaga dla tych, którzy nie mieli płyty w rękach, chociaż muzykę na pewno znają. I co tam widać?

Panowie słuchają sobie czegoś z radiomagnetofonu. A czemu to i po co? Otóż takie rzeczy się robi, żeby wiedzieć jak to co zostało nagrane zabrzmi u słuchacza. A słuchacze w tamtych czasach dość często używali takiego sprzętu jak na obrazku.

I płyta brzmi w ten sposób w jaki brzmi, bo ten odsłuch miał jakiś tam wpływ na efekt końcowy. Ale to nie znaczy, że wznowienie zagra tak samo. Do momentu wydania wznowienie zostały wyprodukowane nowe wersje kompresorów przez które trzeba było mix przepuścić, bo ten stary był już za cichy.

A że produkuje się w oparciu o takie odsłuchy to wiadomo przede wszystkim na podstawie radia. Kompresja czasem jest zrobiona pod auta jadące 140 po ałtobanie. O tych, którzy słuchają w domach jakoś się nie myśli. A powinno.