piątek, 9 października 2015

Kable sieciowe


W świecie hi-end drut ma status obiektu kultowego. Przedmioty zrobione z drutu nabierają właściwości magicznych. Ale, co jest dla osoby znającej światek hi-endu dość szokujące, nie wszystkie.

Magiczne, wręcz niesamowite znaczenie, dla hi-endowca ma się rozumieć, ma kabel sieciowy. Podczas gdy prąd do gniazdka sieciowego w ścianie płynie przez nierzadko setki kilometrów ordynarnych drutów, a w samej ścianie tkwi pospolity i byle jaki kabel aluminiowy, który położył Pan monter jakieś 30 lat temu, to ostatni metr "audiofilskiego" kabla sieciowego rzekomo potrafi zdziałać cuda. Co się z prądem w tym kablu dzieje nikt nie potrafi wytłumaczyć, ale są tacy, którzy dadzą się pokroić za to, że coś się dzieje.

Według mnie nic się nie dzieje, bo nie ma co się dziać. Ale najpierw popatrzmy jak wygląda przykładowe urządzenie do którego ten sieciowy kabel jest podłączony. A tym czymś jest zasilacz.

Na przykład taki przykład



Popatrzmy sobie na powyższy schemat. Ktoś, kto ma jakiekolwiek rozeznanie, jak się czyta schematy powinien zauważyć, że nasz kabel sieciowy będzie podłączony do tych takich dwu kółeczek z lewej strony, akurat pomiędzy tymi kółeczkami mamy na schemacie napisane 230V. Patrzymy, patrzymy i widzimy, że nasz kabel w ogóle nie ma żadnego fizycznego czyli elektrycznego połączenia ze wzmacniaczem. Nawet nie jest połączony z układem zasilacza. Kabel sieciowy ma elektryczne połączenie wyłącznie z pierwotnym uzwojeniem transformatora.

No tak, dziwne. Więc jak niby ma wpłynąć na pracę wzmacniacza kabel, który nie jest elektrycznie połączony ze wzmacniaczem, ani nawet zasilaczem, jeno wyłącznie z uzwojeniem pierwotnym transformatora? No dobrze, zgadujemy!

Może przez to, że prąd w sieci jest "skażony" jakimiś zakłóceniami i kabel w jakiś cudowny sposób (cudowny, bo parametry tłumienia czegokolwiek w kablu o długości metr czy półtora metra są zerowe) "tłumi" jakieś zakłócenia? Pewnie będą to zakłócenia wysokich częstotliwości. Ale nie pytajcie żadnego inżyniera jak przy pomocy metra prostego drutu stłumić zakłócenia wysokich częstotliwości, bo będzie na was patrzał dość dziwnie, a jak go zagadniecie na drugi dzień, to da nogę tłumacząc się, że zapomniał wyłączyć żelazko.

Więc możemy stwierdzić, że kabel sieciowy nie stłumi żadnych zakłóceń. Nie stłumi, choćby był zrobiony nie wiadomo z jak cudownego drutu.

Ale popatrzmy znów na nasz schemat. Widzimy, że prąd z kabla popłynie przez uzwojenie transformatora. Uzwojenie transformatora to taki bardzo długi kawałek drutu nawinięty na rdzeń. Ze szkoły podstawowej pamiętamy, że drut zwinięty w spiralę tworzy cewkę indukcyjną. Pamiętamy (może ktoś jeszcze pamięta), że cewka indukcyjna charakteryzuje się tym, że im wyższa częstotliwość prądu, który przepływa przez cewkę tym ten prąd ma gorzej, bo jest coraz mocniej tłumiony.
A ile zwojów ma to nasze pierwsze uzwojenie? Nie mam pojęcia! Ale przypuszczam, że może mieć tak... 5 tysięcy zwojów. Pięć tysięcy zwojów w cewce to masakra dla wysokich częstotliwości. Wszystkie zakłócenia wysokich częstotliwości zostaną w tym pierwszym uzwojeniu zabite na śmierć. A przecież mamy jeszcze i drugie uzwojenie. Zwojów tam będzie mniej, zależy to od przełożenia trafo i od tego jakie napięcie chcemy mieć w zasilaczu, ale ta druga cewka też się obejdzie brutalnie z wysokimi częstotliwościami. Więc nawet te nie zabite na śmierć składowe napięcia sieci o wysokich częstotliwościach zostaną poddane eksterminacji...

Jak już napisałem na wstępie w świecie hi-endu jedne druty mają kultowe znaczenie, a inne nie. Metr drutu w kablu sieciowym ma jakiś magiczny wpływ na prąd, ale 5 tysięcy zwojów drutu w transformatorze już z jakiegoś powodu nie.

No dobrze. Ale co z trzecim drutem w kablu sieciowym? Cóż, to naprawdę czysty przypadek, że tam jest ten trzeci drut.

Ten trzeci drut to uziemienie. Wzmacniacz i zasilacz da sobie radę bez niego i często tak jest faktycznie. A jednak zazwyczaj mamy ten trzeci przewód. Po co on jest? Najczęściej jest po to, żeby producent wzmacniacza nie musiał płacić za certyfikaty bezpieczeństwa, że nas prąd nie trzepnie, jak dotkniemy obudowę. Zasilacz i wzmacniacz (czy cokolwiek) jest tak skonstruowany, że obędzie się bez uziemienia. Ale, że producent zaoszczędził na certyfikatach, to dodał dla świętego spokoju (i spokoju urzędników) uziemienie.

W gruncie rzeczy możemy przeciąć (czego nie radzę jednak robić!) przewód od uziemienia w naszym kablu sieciowym i połączyć jakiekolwiek miejsce z masą z naszego wzmacniacza z bolcem uziemienia w gniazdku w ścianie i efekt będzie dokładnie taki sam.

Dlaczego ja nie piszę w ogóle o brzmieniu? A jak ma wpłynąć na brzmienie coś, co nie ma żadnego kontaktu ze wzmacniaczem? Telepatycznie?

Na koniec uwaga. Kabel ma znaczenie. Dla naszego bezpieczeństwa. I musi spełniać wymagania pod względem natężenia prądu, jaki ma być podawany do zasilacza. Po prostu musi mieć dostatecznie duży przekrój.

1 komentarz:

  1. byłem na targach audio video w Wawie w 2017r. Sprzętu co niemiara naprawdę fajnego i te grube kable na ostatnim metrze tuż przed zasilaniem CD, Wzmacniacza, Gramofonu oraz innych fajnych zabawek.
    Fakt jest taki że tylko to co jest w tych magicznych pudełkach jest w stanie podnieść jakość dźwięku.
    Cała otoczka dotycząca kabli do głośników przedłużaczy do zasilania urządzeń to zwykły marketing że nie wypada po prostu kupić sobie dobrej jakości kabla za 200 zł tylko trzeba wydać przy wartości sprzętu rzędu kilkadziesiąt tysięcy zł także full kasy na kable. I jak wspomniał celnie auto blogu kable po prostu muszą być odpowiedniej grubości o odpowiednim przekroju i dodam od siebie zakończone dobrej jakości złączami i koniec. Resztę robi elektronika i finał. Ale marketing będzie mnie teraz gnoił za to że mowie prawdę. Cóż :) prąd płynie zawsze tak samo:) Karol

    OdpowiedzUsuń