czwartek, 26 lipca 2018

Ile lat mają twoje uszy?

Na tak postawione pytanie "Ile lat mają twoje uszy?" odpowiedź jest prosta: tyle samo co ty. Jednak chodzi nam o coś innego. Mianowicie w sieci można znaleźć strony, które są tytułowane podobnie do: sprawdź, ile lat ma twój słuch itp. Na tych stronach proponuje się odsłuchanie tonów o pewnych częstotliwościach i na podstawie tego, jaką częstotliwość można jeszcze usłyszeć określa się wiek słuchu.

Takie testy są bardzo mylące i poprawiają nastrój osobom mającym często bardzo duże niedomagania czy wręcz wady słuchu. Powody są dwa. Po pierwsze proponuje się zazwyczaj wykonanie takiego testu w słuchawkach, co ma być metodą lepszą niż użycie głośników.

Owszem, jeśli ktoś chciałby użyć głośników wmontowanych w monitor, to test się nie uda, bo takie głośniki nie przenoszą wysokich tonów. Wiele typów głośników komputerowych też nie jest pod tym względem dużo lepsza. Jednak testy trzeba wykonać używając głośników od domowego zestawy stereo, a te działają bezproblemowo do 20 kHz. Naturalnie wzmacniacz też powinien być od tego zestawu.

Użycie słuchawek powoduje często, że słuch potrafi odmłodnieć o 10 a nawet 20 lat. Powód jest banalny. Słuchawki często podbijają zakres 10-15 kHz i to nawet o więcej niż 10 dB. Jeśli zaprezentujemy naszym uszom sygnał 15 kHz głośniejszy o 10 dB, będziemy go w stanie usłyszeć. Natomiast rzeczywisty wiek słuchu możemy określić w miarę dokładnie tylko wtedy, gdy sygnał będzie mieć poziom względny 0 dB. Przyjmując za poziom zero zwykłą głośność odsłuchu i następnie podając ton testowy głośniejszy o 10 dB okłamujemy samych siebie, przy okazji poprawiając sobie samoocenę.

Odwrotna sytuacja też jest możliwa, bo są także słuchawki, które zakres 10-15 kHz dość wyraźnie osłabiają. Wtedy wynik testu będzie bardziej pesymistyczny, niż być powinien.

Kolumny głośnikowe są konstruowane w ten sposób, by tolerancja wynosiła +/- 3 dB, więc testowanie słuchu na głośnikach będzie bardziej miarodajne.

Największy problem polega jednak na tym, że o tym czy ktoś ma dobry słuch, czy nie nie decyduje górna granica słyszenia. Dobry słuch ma ten, który przede wszystkim nie cierpi na różnego rodzaju szumy uszne, a poza tym nie ma ubytku w zakresie tonów średnich.

U ludzi słuchających głośno muzyki na słuchawkach przez 3 godziny dziennie próg słyszenia dla częstotliwości 4 kHz jest podniesiony mniej więcej o 8 dB. Natomiast dla osób pracujących jako inżynierowie dźwięku dochodzi do permanentnego uszkodzenia słuchu już po 3–4 latach pracy. Po tym czasie próg słyszenia dla częstotliwości 500 Hz i 4 kHz podnosi się średnio o 16 dB.

Wobec tego wykonanie testu na górną granicę słyszenia z użyciem słuchawek prawdopodobnie niesłusznie poprawi humor reżyserowi dźwięku, który wprawdzie usłyszy 14, może nawet 15 kHz, ale przecież w odniesieniu do średnich częstotliwości jest niemal głuchy jak pień.

Na koniec chciałbym jeszcze raz podkreślić, że Loudness War była i wciąż trwa dlatego, że realizatorzy dźwięku nie słyszą tego, co robią, bo cały syf, który produkują chowa się przed nimi w średnich tonach. Więc jeśli czytelniku słuchasz płyt i one ci rzężą i chrypią, jeśli oglądasz telewizję i ona ci rzęzi i chrypi, i jeśli słuchasz rzężącego i chrypiącego radia - już wiesz dlaczego. A jeśli za dźwięk odpowiada twój znajomy, zaprowadź go do laryngologa na profesjonalny test słuchu. Ewentualna perswazja może być wskazana...

PS. Profesjonalne badanie słuchu odbywa się w słuchawkach, ale te słuchawki są referencyjne i skorygowane.

1 komentarz:

  1. Niestety, twierdzenie że Loudness War to sprawka głuchych realizatorów jest tylko częściowo prawdą. Dzisiaj realizator przy nagraniach nie ma nic do powiedzenia, wykonuje jedynie nakazy "producenta". A producent, jak sama nazwa wskazuje, produkuje nagrania jako produkt celem sprzedaży, i wie że najbardziej kasowy odbiorca wcale nie słucha muzyki z zestawu klasy hi-fi(no chyba że z jakiegośtam patefonu, ale to osobna historia), tylko na słuchaweczkach dousznych podłączonych do komórki, na jamniku stojącym w kuchni, w samochodzie lub ewentualnie na najtańszej miniwieży z głośnikami o możliwościach tych jakie jeszcze 30 lat temu dzierżoniowski potentat montował w kuchennych radiach. Biorąc to pod uwagę, producent wie, że ma być jak najgłośniej, że bas ma być konkretnie podbity aby dać złudzenie jego obecności w dousznych słuchawkach czy małych głośniczkach. A realizator to robi, zwykle wiedząc jakie to ma konsekwencje, ale nakaz jest nakazem a on też musi gdzieś pracować. Podobnie jest w stacjach radiowych, tam też realizator(o ile w ogóle jest) robi to co mu każą, a każą mu poustawiać orbana tak, aby muzyka była dobrze słyszalna na fabrycznym radiu i głośnikach typowego samochodu jak i na tandetnym radyjku w kuchni, tak aby przebijała się przez hałas otoczenia, a także by zagłuszała zakłócenia odbioru, tak aby nawet na granicy zasięgu było słychać bez większych szumów. A jednak jak się chce to można zrobić też porządnie, czego przykładem jest wiele powiedzmy "niszowych" wydawnictw, głównie remastery, no ale to dalej jest kropla w morzu

    OdpowiedzUsuń