czwartek, 21 grudnia 2023

Najlepsza adaptacja akustyki pomieszczenia to taka, która nie działa

Adaptację akustyki pomieszczenia odsłuchowego można zrobić dobrze. Można też zrobić ją źle i wtedy zamiast poprawiać pogarsza brzmienie audycji. W internecie jest mnóstwo zdjęć i filmów pokazujących takie źle wykonane adaptacje. Paradoksalnie osoby, które je wykonały, albo ich posiadacze, twierdzą, że jest lepiej, choć faktycznie jest gorzej.

Obłożenie pomieszczenia cienkimi piankami jest szybkie, ale niestety dewastuje dźwięk. Problem polega na tym, że zmiana brzmienia jest łatwo zauważalna i choć jest to zmiana na gorsze, to uznaje się ją za zmianę na lepsze. No bo jak to, że jest gorzej? A poza tym wszyscy tak robią i najważniejsze, że to działa. Nie wszyscy tak robią, na szczęście, a poza tym niestety działa to źle. Wyglądają te pianki-piramidki efektownie. Nawet w Startreku mieli takie. Przynajmniej w telewizji to wygląda jak pianki.

Podobnie jak z piankami jest z "trójkątnymi" pułapkami basowymi. Wiele osób stosuje takie "pułapki", co skutkuje praktycznie zerową poprawą w niskich częstotliwościach, ale w wyższych zakresach zmiana jest zauważalna i niestety polega na pogorszeniu właściwości pomieszczenia. Taka pułapka mogłaby zdjąć troszeczkę energii z modów, ale skoro montuje się je w samym narożniku, to takiej opcji nie ma.

Wszystkie pianki powodują, że pogłos ulega skróceniu, ale tylko  dla średnich i wysokich częstotliwości. I właśnie dlatego, że pogłos dla wysokich tonów jest krótki, a mody wygasają tak samo długo jak bez pianek, to pomieszczenie brzmi martwo, a dźwięk jest zamulony, jak to się często pisze na forach.

Zamontowanie jednego czy kilku dyfuzorów, choć niewiele lub nic nie daje, to przynajmniej nie psuje brzmienia, jak to jest w przypadku pianek. Szczególnie zrobienie jednego dyfuzora i zawieszenie go pomiędzy kolumnami praktycznie nie wpływa na dźwięk. Natomiast w przypadku pianek nie kończy się na jednej. I stąd opinie, że dyfuzory są lepsze od absorberów, w tym kontekście są słuszne.

Można znaleźć nawet coś, co zostało nazwane "akademią", w której to "akademii" "pokazują te pianki na ścianach za przykład adaptacji akustyki. "Absolwent" takiej "akademii" obwiesza sobie pomieszczenia piankami, psuje brzmienie, ale ma dobre samopoczucie i zdanie o sobie.

W tym poście nie ma zdjęć, więc autor ma coś na myśli, ale nie wiadomo dokładnie co. Zdjęć nie ma, bo ich pokazanie byłoby jednak nietaktem. W każdym razie widząc pianki na ścianie i suficie powinno się to kojarzyć z zepsutym brzmieniem. Jeżeli któryś z Czytelników bloga te pianki ma, to powinien je zdjąć. Nie trzeba się ich od razu pozbywać, może przydadzą się do czegoś innego, niekoniecznie jednak do adaptacji akustyki. Chociaż mogą, ale to już dość zawiły temat.

W każdym razie pianka na biurku, która ma likwidować odbicie nie ma racji bytu. Tu pomóc może tylko pochylenie blatu, albo inne ustawienie monitorów. Pianki z biurka trzeba wywalić nie zawracając sobie głowy pomiarami.

Wykonanie adaptacji akustyki jest trudne z wielu względów. Jednym z nich jest to, że zajmuje to sporo czasu i nawet zdjęcie gąbek trwa na tyle długo, że zmianę brzmienia trzeba oceniać na pamięć. Niestety nie ma opcji porównania ABX. Pozostaje mikrofon i wykresy.

Sam tytuł posta nie powinien być rozumiany dosłownie. Bo faktycznie najlepsza adaptacja akustyki pomieszczenia to taka, która jest zrobiona dobrze. A jak ją zrobić będzie wkrótce.Dobra adaptacja nie może być też za dobra, a takie aż za dobre zdarzają się również dość często.

Jeśli Czytelnik zamierza wykonać adaptację, to niech się powstrzyma do nowego roku. A jeśli ma już zrobioną, to też niech chwilę poczeka. Już niedługo pojawią się tu informacje, które powinny pomóc zrobić naprawdę dobra adaptację, względnie poprawić taką zbyt dobrą.

czwartek, 23 listopada 2023

Trochę lepiej

Jakiś czas temu pokazałem tu jak wygląda sytuacja w moim pokoju do słuchania. Nie było źle, tylko głośniki były kiepskie. Po kilku zmianach udało mi się uzyskać coś takiego. Tym razem jednak już z lepszymi kolumnami.

Wykres wyjeżdża z korytarza, ale jest on narysowany z tolerancją troszkę mniejszą niż +/-3 dB, patrzymy tylko na to, co na dole.

Jest trochę za cicho od mniej więcej 1 kHz do 2 kHz, ale to jest spowodowane tym, że te kolumny "tak mają". Ktoś uznał, że będą ładniej grały, jeśli będzie właśnie tak. Biorąc studyjne monitory byłoby tu więcej.

Nie jest całkiem dobrze zrobione to brzmienie kolumn i aby pomiar wyszedł taki jak na rysunku, to jeszcze trzeba zdjąć 2 dB z wysokich tonów. Zwyczajnie, regulacją barwy. I właśnie tak słucha prowadzący bloga aktualnie. Słychać wszystko (prawie) bardzo dokładnie. Jeszcze trochę małych poprawek (i kilka dużych) i będzie ok.

Wykres RT60, a właściwie to RT20, też jest całkiem dobry. Pomieszczenie nie jest przetłumione, pogłos jest w okolicach 0,2 s, tylko sama góra basu i początek średnich tonów ma jeszcze troszkę za krótki RT60, ale z tym też da się coś zrobić.

Z wykresów nie jestem całkiem zadowolony, natomiast słuchanie jest bardziej satysfakcjonujące niż oglądanie pomiarów...

Ciąg dalszy nastąpi.

poniedziałek, 2 października 2023

Ocalić od zagłuszenia

Z pewnością część czytelników bloga kojarzy tytuł "Ocalić od zapomnienia". Z piosenką (Marek Grechuta), z wierszem, który jest tekstem tej piosenki (Konstanty Ildefons - Gałczyński) albo z audycją, która onegdaj była nadawana nocą w radio. Część programu ze starymi płytami była poprzedzana fragmentem wspomnianej piosenki.

Niestety  płyta kompaktowa nie jest równa płycie kompaktowej. Płyta winylowa też nie musi być równa płycie winylowej. Plik też nie musi być taki sam, jak inny plik.

Powiedzmy, że w 1983 roku komuś podobała się jakaś piosenka. Teraz w roku 2023 ten ktoś słyszy ją przez radio i postanawia sobie kupić np. CD, czyli nie-oryginał z 1983r. Po jakimś czasie, nawet tego samego dnia, zależy w jaki sposób sobie nabędzie to wydawnictwo, naturalnie drogą kupna, sobie go posłucha. Najszybciej będzie ściągnąć plik z muzyką. No i tu często jest problem. Coś z tymi piosenkami jest nie tak. Niby to samo, ale nie takie samo. Czemuś tego słucha się niefajnie albo w ogóle się nie daje słuchać.

Przyczyną jest taka: to jest wznowienie poddane kompresji dynamiki dźwięku. Dla niepoznaki nazywa się to nowy remaster, ale faktycznie chodzi o to, żeby dźwięk w odsłuchu był głośniejszy.

Komuś to się może podobać, że jest głośno, komuś innemu nie. Osoby z uszkodzonym słuchem wręcz poszukują tych nowych remasterów, bo oryginałów to już za bardzo nie usłyszą.

Nie tylko o gusta oraz kondycję słuchu tu chodzi, ale sprawy bardziej ogólne, nawet o kwestie prawne. Mianowicie wykonawca czy zespół, niech będzie, że w w roku 1983, nagrywa płytę, pracuje nad nią, najczęściej wraz z całym sztabem ludzi, i w końcu wydaje. Więc w pewnym momencie zapada decyzja, że praca nad płytą się kończy, bo uzyskany efekt jest najlepszy możliwy i po prostu się nie da nic poprawić. I teraz po kilkudziesięciu latach ładuje tu się ktoś nazywający siebie inżynierem dźwięku i robi z tymi nagraniami coś, czego muzycy i producenci nie zamierzyli. Przecież skończyli pracę w przekonaniu, że dołożyli wszelkich starań i nic się poprawić już nie da?

Czas robi swoje i analogowe nośniki mogą ulec różnym procesom, po prostu się degradują. Wtedy dźwięk trzeba ratować. Ale często te płyty były już nagrywane cyfrowo i nic się im nie mogło stać, poza uszkodzeniem nośnika. Ale to się raczej nie zdarza, a nawet gdyby się zdarzyło, to powinna gdzieś być zrobiona na taką okoliczność kopia zapasowa. Więc po co się ładować między wódkę i zakąskę i "poprawiać" brzmienie, tylko po to żeby było głośniej?

Może też być tak, że materiał został nagrany i przygotowany do wydania w jakimś słabym studio i dlatego ma jakieś wady. Realizator dźwięku nie słyszał dokładnie co robi ze względu na niedoskonałości studia. Wtedy można wykonać mastering w sensie retuszu czyli skorygowania pewnych wad. Ale to może się zdarzyć małym wytwórniom. Jeśli płyta była wyprodukowana przez najlepszych specjalistów w najlepszych studiach nagraniowych to poprawiane tego świadczy o jakiejś nadmiernej pewności siebie. Ego takiego realizatora dźwięku, który chce "poprawić" coś zrobionego przez ludzi, którzy w swoich czasach nie mieli równych sobie świadczy, że taki realizator "poprawiacz" ma ego wielkości stadionu Wembley.

Czy stara płyta z nowym masterem to jeszcze oryginał, czy już coś innego? Według mnie to coś innego. Nabywca ma prawo do wyboru: kupuje oryginał, albo kupuje nową i zmienioną wersję, ale to już nie jest oryginał.

Na opakowaniu zawsze powinna być informacja, że jest to wersja oryginalna, albo zmieniona. Często bywa tak, że informacja o remasteringu jest, ale gdzieś druczkiem i w opisie, więc w ogóle trudno na to trafić, trzeba dokładnie przeczytać wszystko. Czy każdy zawsze czyta wszystko w książeczce do kompaktu?

To dotyczy nie tylko płyt CD, ale również wznowień na winylach. Jeśli się posłucha oryginału winylowego i wznowienia, to różnice często są trudne do wychwycenia chyba, że ktoś zna płytę na pamięć, ale jak się zgra obie wersje do komputera, to różnice są bardzo dobrze widoczne już na pierwszy rzut oka.

Dlaczego muzyka jest takim wyjątkowym obiektem do zmieniania i "poprawiania"? Nie można tego zostawić tak jak jest?

Wydaje mi się, że powinna powstać inicjatywa "Ocalić od zagłuszenia", która by polegała na wykonaniu kopii pierwszych wydań płytowych, zarówno LP jak i CD, zresztą w niektórych wypadkach potrzebne by było zabezpieczenie innych nośników czyli np. DVD-audio, taśmy czy kasety.

Co konkretnie jest nie tak z tymi nowymi wznowieniami na sterydach, to już temat na osobny post.

Na zakończenie trzeba podkreślić, że stare płyty nie wymagają żadnej kuracji sterydowej (czyli nie potrzeba ich miażdżyć kompresorem), wystarczy tylko dać wzmacniacz trochę głośniej. Dobrze, czasem to "trochę głośniej" to 10 czy nawet 12 dB, ale to naprawdę wystarczy, żeby było tak głośno jak teraz, ale za to bez porównania lepiej i piękniej.

poniedziałek, 4 września 2023

Zrobienie dobrej adaptacji akustycznej jest trudne i czasem zaskakujące

Na poniższym wykresie widać to, co chciałby osiągnąć każdy, kto wykonuje adaptacje akustyki pomieszczeń. Nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla klientów.

Standard studyjny to +/- 3 dB z uśrednieniem do 1/3 oktawy, a tu brakuje już niewiele.

Oczywiście można lepiej, są tacy, którzy są w stanie zmieścić się w granicach +/- 2 dB. Z drugiej strony pewien producent ustrojów akustycznych pokazał wyniki adaptacji swojego pomieszczenia demonstracyjnego. Zmieścił się w tolerancji +/- 5 dB, dokładnie jest tam korytarz o szerokości 8,85 dB, pomijając częstotliwości poniżej 30 Hz, bo tak to będzie 9,4.

Na rysunku jest wynik prowadzącego blog. Te +/- 3 dB to nie jest tak do końca faktyczna tolerancja, bo z tego korytarza "wyjeżdża" 70 Hz i 11 kHz, ale to są detale i pomieszczenie do domowego słuchania, a nie pracy studyjnej.

Problem polega na tym, że to nie jest faktyczny rezultat, pomijając sposób w jako został ten korytarz narysowany. Tak jest jeśli się weźmie kolumny, które nie są używane do słuchania. One zostały kupione, żeby wzmacniacz miał obciążenie, no i w ogóle coś było słychać. Te kolumny to taniocha i badziewie. Zniekształcenia przy tym pomiarze wyszły 3% i nawet 5%, a to przecież tylko 80 dB. Do słuchania się za bardzo nie nadają, ale ze względu na swą badziewność charakterystyka wyszła bardzo dobra.

Autor bloga ma dwie pary dobrych kolumn, ale paradoksalnie wyniki z pomiarów nie są aż tak dobre, oczywiście w tym jednym aspekcie. Na profesjonalnych monitorach wychodzi +/- 5 dB, dokładnie to 9,75. Te profesjonalne monitory mają prawie identyczne wymiary jak te badziewia, głośniki o identycznej średnicy, ale ustawione w dokładnie tym samym miejscu dają wynik gorszy.

To jest o tyle zaskakujące, że warte odnotowania.

Na koniec napiszę dlaczego ja nie pokazuję swoich wyników. Dlatego, że moja adaptacja nie jest jeszcze skończona, więc wyniki nie są optymalne. A przede wszystkim głośniki stoją nie tam, gdzie powinny, tylko tam, gdzie muszą, bo to jest pokój do mieszkania i słuchania, a nie tylko do słuchania. Są w nim meble i cała adaptacja jest tylko pewnym kompromisem. Mimo wszystko rezultaty są dobre, nawet bardzo dobre.

Gdyby realizatorzy dźwięku wiedzieli jak dobrze wszystko słychać u ludzi w chałupach, to by się zastanowili dwa razy... Są jeszcze tacy co słuchają muzyki w domu, a nie tylko w aucie.

środa, 12 lipca 2023

Dlaczego wkładka jest dobra?

Ktoś interesujący się techniką analogową, a w szczególności gramofonami powinien sobie obejrzeć cykl filmów zatytułowanych tak, jak ten post. W oryginale jest "What Makes a Cartridge Good?", ale tłumacząc na nasze wychodzi właśnie jak w tytule.

Nawet jeśli ktoś "siedzi" w temacie od dawna i wie już bardzo dużo, powinien sobie te filmy obejrzeć. Na pewno, no prawie na pewno, dowie się czegoś nowego. Tym bardziej ja mogłem się dowiedzieć czegoś nowego. Mianowicie dwie igły eliptyczne r/R 8/18 µm tzw. nude i bonded mogą się trochę od siebie różnić kształtem. Chociaż oba promienie są podane takie same, to jednak szlif nie jest taki sam. Ta pierwsza jest bardziej smukła i dlatego lepiej odtwarza wysokie tony.

Wydawało mi się dość tajemnicze dlaczego producent podaje trochę szersze pasmo dla tej zrobionej z samego diamentu, no ale skoro szlif jest jednak inny, to sprawa jest wyjaśniona.

Mam akurat obie igły, zresztą dwie wkładki, ale to jest akurat mało istotne.

Ciekawe do jakich wniosków dojdą Czytelnicy bloga po obejrzeniu tych filmów?

A jeśli wszyscy już je obejrzeli to gratuluję. Ten ostatni jest z dzisiaj;)

PS. To jest w sumie reklama, chociaż nikt mi za to nie dał kasy. Wydaje mi się jednak, że lepiej poszerzyć swoje wiadomości oglądając filmy niżbym miał tu pisać posty i powtarzać wszystkie informacje. A jest ich naprawdę dużo.

czwartek, 29 czerwca 2023

32k dla FM jest ok

Pasmo dla emisji FM sięga do 15 kHz, natomiast przy transmisji internetowej i DAB mamy do czynienia z kodowaniem stratnym i dość małymi przepływnościami, więc tam też raczej nie ma czego szukać powyżej wspomnianych 15 kHz. Wobec tego ktoś nagrywający audycje z radia UKF FM powinien wybrać próbkowanie 32 kHz, bo to pozwoli zachować jakość oryginału, tzn. nie zostanie obcięta góra pasma bo jej nie ma, natomiast transmisje DAB i internetowe w ogóle powinny być nadawane z próbkowaniem 32 kHz zamiast 48.

Wybranie próbkowania 32 kH kHz dla transmisji i przy nagrywaniu ma taką zaletę, poza zmniejszeniem ilości danych, że dla DAB-u i emisji internetowej jakość wzrośnie. Przy tej samej ilości danych co dla 48 kHz albo 44,1 kHz, wszystkie bity zostaną wykorzystania na kodowanie, a nie na zapisywanie "pustego".

Na tym nagraniu powyżej 15 kHz jest pustka. Nie ma sensu marnować danych na kodowanie czegoś, czego nie ma.


Na rysunku jest właśnie takie nagranie z UKF mające próbkowanie 48 kHz. Nagranie tego samego przy 32 kHz dałoby ten sam dźwięk, ale już bez pustych bitów od 16 kHz.

Okazuje się, że producenci sprzętu czasem mają takie samo zdanie jak autor tego bloga, oczywiście na ten konkretny temat. Mam radyjko, które odbiera analogowy UKF i cyfrowy DAB. Jeśli się słucha tego z wyjścia analogowego, to wszystko wygląda zwyczajnie. Ale jeśli się weźmie sygnał z wyjścia cyfrowego, to okazuje się, że dla programów DAB próbkowanie jest 48 kHz, a dla UKF 32 kHz.

Czyli dla DAB-u ten odbiornik pracuje na takiej częstotliwości jak jest nadawany sygnał, ale jak ma zrobić sygnał cyfrowy z analogowego UKF FM, to pracuje już na 32 kHz. W ten sposób sygnał cyfrowy wzięty z UKF nie ma już tego całego śmietnika powyżej 16 kHz czyli przede wszystkim pilota.

A taki tam telefon smarkofon to pracuje na 96 kHz. Ale w komputerze mam już ustawione 48 kHz, a to dlatego, że DVD tak ma. Do słuchania w końcu CD służy odtwarzacz CD, a nie komputer.

Jeśli Czytelnicy mają jakieś doświadczenia odnośnie odbiorników radiowych z wyjściem cyfrowym, proszeni są o podzielenie się nimi w komentarzach.

czwartek, 1 czerwca 2023

Przepis na zupę realizatora dźwięku

Realizatorzy dźwięku żyją w swoim świecie, który rządzi się własnymi prawami. Ten ich świat jest inny niż nasz. Nawet jedzenie mają inne. Oto przykładowy przepis na zupę, którą jedzą realizatorzy dźwięku.

Litr wody, kilogram ziemniaków, kilogram soli, kilogram pieprzu.

Że nie da się takiej strawy uwarzyć w garnku? Pewnie, że się nie da. Taką zupę gotuje się w kompresorze.

Nie wierzycie, że oni to jedzą? To znaczy, że nic nie słuchacie. Posłuchajcie zwłaszcza radia, przekonacie się, że to jednak prawda.