niedziela, 2 października 2022

czwartek, 15 września 2022

Bitrate ma jednak większe znaczenie

Do niedawna uważałem, że utyskiwania na niską przepływność formatów stratnych są nieco przesadzone. Było to spowodowane pewnym błędem w ocenie wpływu jaki ma bitrate na brzmienie audycji. Polegał on na tym, że oceniałem jakość materiałów kodowanych tylko jeden raz i na dodatek, a właściwie to przede wszystkim, z bezstratnego oryginału. Jednak w rzeczywistości nie zawsze tak jest, że koduje się do formatu stratnego bezstratne oryginały.

Okazuje się jednak, że przez radio, jak to piszą na pewnym forum, emisja w postaci cyfrowej polega na tym, że za źródło bierze się to, co idzie do nadajników UKF FM, a to coś jest już niestety w formacie stratnym. W TV dźwięk także jest w formacie stratnym, co może powodować pewne zaszłości, zresztą podobnie może być i w radio, bo nie zawsze źródłem materiału do emisji jest oryginał. Jaki to ma wpływ na odbiór?

Najpierw radio. Pomijamy tu kompresję dynamiki i inne sprawy dotyczące realizacji dźwięku. Włączając radio, taki zwykły tuner UKF, słyszymy dźwięk dosłany do nadajnika w formacie stratnym, ale w dość wysokiej przepływności. Jakość dźwięku jest ok. ale uwzględniając to, co zostało wcześniej powiedziane czyli nie zwracamy uwagi na poczynania realizatorów i sam materiał użyty do emisji. Co się stanie po włączeniu odbiornika DAB albo satelitarnego? Do nadajników DAB jest dosyłany sygnał w formacie stratnym, zatem emisja polega, jak to już zostało powiedziane, na powtórnym zakodowaniu do formatu stratnego. Na satelitę wysyła się sygnał zrobiony taką samą metodą jak w DAB czyli bierze się format stratny i znów koduje do formatu stratnego.

Problem z materiałem w formacie stratnym polega na tym, że trzeba go używać w takiej postaci, jak został zrobiony. Jak się to zakoduje do formatu stratnego drugi raz, to dźwięk sparszywieje, a jeśli się zakoduje do formatu stratnego trzeci raz to co było już kodowane dwukrotnie, to brzmienie stanie się już okropne.

Najpierw kodowanie razy 2 i wynikające z tego problemy.

Jakoś mało kto, albo nawet nikt, nie lubi dźwięku radiowego z DAB-u i tak samo nikt nie lubi słuchać z satelity. Przyczyna: dwukrotne kodowanie do formatu stratnego.
 
Teraz kodowanie razy 3 i wynikające z tego problemy.

Nie wszyscy mogą słuchać audycji radiowych na żywo, więc je sobie nagrywają. Nagrywanie do mp3 radia z ukf oznacza kodowanie stratne po raz drugi. A jeśli ktoś sobie nagra z DAB-u do mp3, to ma kodowanie stratne trzykrotne. A radio na przepływności w DAB strasznie oszczędza, więc jeśli ktoś sobie nagra mp3 128 i na dodatek stereo zamiast joint stereo, to już jest katastrofa. No i trzeba jeszcze odnotować taką sytuację. Ktoś w radio, czyli redaktor, nagrał reportaż w jakimś mp3 czy czymś podobnym. Teraz to jest słuchane w DAB-ie i nagrane znów do jakiegoś mp3. Jak ktoś, kto sobie posłucha tego nagrania ściągniętego z sieci może się nieco zdziwić czemu to tak siorbie i brzęczy…

Z telewizją jest trochę podobnie. Jeśli ktoś sobie nagrał film ze ścieżką dźwiękową w formacie stratnym i zrobił z tego divix-a, to też dźwięk może być kiepski jeśli audio sobie zakoduje np. w mp2 192 kbps.

I teraz już przechodzimy do tego, dlaczego powstał ten post. Zauważyłem, że w jednym odcinku serialu właśnie w jakimś divix-ie dźwięk jest jakiś bardziej kiepski. Okazało się, że tam jest w mp3 128 CBR, a inne odcinki mają średnio 128, ale już VBR. I to naprawdę robi zauważalną różnicę.
 
Ludzie z radia twierdzą, że w DAB-ie jakość jest porównywalna z tym, co jest na UKF. Ciekawe jaką metodą oni to oceniają? Jeśli by posłuchali czegoś, co jest już zrobione w jakimś mp3 to by ta różnica pomiędzy DAB-em i UKF-em była zauważalna. To samo z satelitą.

Dlatego okazuje się, że na bitrate nie powinno się oszczędzać, a podwójne kodowanie przez radio dla potrzeb BAB i satelitarnych jest dużym błędem. O ile tak faktycznie jest. Ale jak się tego posłucha, to jednak wychodzi, że tak jest. Na szczęście nie ma obowiązku słuchania radia.
 
PS. Jeśli już nagrywać program radiowy lub telewizyjny, to tylko tak, żeby mieć jakość "antenową", która niestety nie jest oryginałem. Czyli żeby samemu nie spaprać dodatkowo tego, co już inni spaprali.

czwartek, 8 września 2022

Komentarze odzyskane

Po przesiadce na inną przeglądarkę mogę znowu pisać komentarze jako autor bloga, bo ta nie każe mi się logować, mimo że jestem już zalogowany. Miałem mało miejsca na partycji systemowej i musiałem usunąć wszystko co niepotrzebne, żeby system jakoś dał radę się uaktualniać. Teraz na dysku jest już więcej luzu, więc i na dodatkową przeglądarkę nieco przestrzeni się znalazło.

Mam nadzieję, że blog zacznie działać jak dawniej, czyli będzie trochę więcej się działo.

piątek, 2 września 2022

Radio – teatr wyobraźni czy zwykła ściema?

Kiedyś pewien polski muzyk udzielił ciekawego wywiadu. Wracał na scenę po kilku latach przerwy. Pytany czy uda mu się osiągnąć sukces odpowiedział, że uważa, że tak, bo to co robi jest szczere, a odbiorcy to cenią.

Szczerość jest ważną sprawą. Odbiorca faktycznie ceni autentyczne intencje. To popatrzmy sobie na te dwa zdjęcia.


To są zrzuty ekranu ze stronu PR2.

Są zapowiedziami dwóch audycji. Jedna z końca czerwca, druga z końca sierpnia. Jak widać to jest to samo zdjęcie ale raz w oryginale, zresztą nie ma pewności i co do tego, a drugi raz z wmontowanymi okładkami innych płyt.

Wypada dodać, że z tego co czasem słychać wynika, że płyty nie są grane na żywo z oryginalnych nośników, ale są odtwarzane z komputera z takich „zgrywek”.

Nie chcę się wdawać w szczegóły ale z autentycznością i szczerością mi to się nie kojarzy. Jednak audycja ma swoich słuchaczy i są to mianowicie osoby, które do niej coś napisały i mają nadzieję, że ich teksty zostaną odczytane na antenie. Jest to jakiś sposób, trzeba przyznać.

PS. Jeśli PR uważa, że ma jakiś kopirajt do tych fotek, to niech mi dadzą znać, a je snadnie skasuję. zresztą nawet i cały post.

sobota, 13 sierpnia 2022

DVD na 24 fps: Enter the Dragon

Po czterdziestu latach od polskiej premiery nadarza się okazja do przypomnienia filmu „Wejście smoka”. Na pewno są tacy Czytelnicy bloga, którzy wtedy widzieli go w kinach. Autor był w kinie także. To był sierpień, a nie maj, jak to jest w pewnej znanej pieśni, kiedy spora grupa głównie młodych osób wybrała się do kina. Chodzi o ten konkretny seans. Weszliśmy inni niż wyszliśmy. Lub odwrotnie. To było coś co poruszało wyobraźnię i wywoływało emocje.

Dźwięk w kinie był głośny i robił wrażenie. Słyszalne były wszystkie ciche szczegóły, bo nikt nie gadał, ani nie szamał popcornu. Wtedy nikt nie jadał popcornu tylko prażoną kukurydzą o ile w ogóle.

Obraz z DVD  temu co widać było w kinie nie może sprostać z oczywistych względów. Jako, że jest to film akcji, często ktoś się na planie zraszał potem. I te drobniutkie krople były świetnie widoczne w kinie, a z płyty już nie za bardzo. Kolor jest też nie tak żywy. Jednak dla nas najbardziej interesująca jest ścieżka dźwiękowa.

Ten film koniecznie trzeba... posłuchać.

Ścieżka dźwiękowa jest rzeczą prostą do zrobienia tylko z pozoru. Niby wystarczy dobry mikrofon i po sprawie. W wyjątkowych przypadkach można właśnie tak, ale to są tylko wyjątki. Prościej jest całą ścieżkę zrobić w studio. Nie znaczy to, że nagrywa się wszystko od zera. Choć czasem bywa i tak.

Słuchając można się zastanawiać nad tym co i jak zostało zrobione w studio. A jest tego... sporo. Z całą pewnością nikt nie jest w stanie poruszyć ręką tak szybko, aby powstał taki dźwięk. I same odgłosy uderzeń też są spreparowane. Bardzo efektownie i świetnie brzmią.

Odtworzenie filmu z poprawną szybkością przywraca nie tylko oryginalne brzmienie, ale przede wszystkim sceny walki oglądane w normalnym tempie odzyskują naturalność i autentyczność. Także z tego względu, że po prostu łatwiej jest nadążyć za akcją.

Wszak nie należy przesadzać z głośnością. Kiedy aktorzy mówią, to mówią. A jak krzyczą, to krzyczą. Nie powinni krzyczeć, gdy mówią. Ale tego ostatniego nie zrozumie żaden realizator dźwięku.

sobota, 9 lipca 2022

Dym z papierosa na usługach akustyka

Wykonanie pochłaniacza nie jest takie proste. Do samodzielnej budowy wykorzystuje się wełnę skalną, która jakoby pyli. Wszyscy starają się jakoś temu pyleniu zapobiec, co w efekcie powoduje, że zamiast panelu szerokopasmowego otrzymuje się jakiś rodzaj pułapki basowej. Chodzi o to, że niektórzy owijają wełnę w folię, a następnie w tkaninę. Folia przepuszcza fale dźwiękowe tylko częściowo, podobnie jak zwykła tkanina. Do obicia panelu powinno się wykorzystać materiał w jakimś stopniu przezroczysty akustycznie, który dźwięku nie odbija. I nie powinno się stosować folii. Pułapek basowych  nie powinno się używać do wytłumienia miejsc pierwszych odbić. Pułapka basowa w miejscu pierwszego odbicia nie różni się wiele od ściany. W miejscu pierwszego odbicia należy użyć pochłaniacza szerokopasmowego. Natomiast pułapki basowe ustawia się w narożnikach, chociaż można wszędzie z wyjątkiem właśnie punktów pierwszych odbić.

Jeśli się śledzi co można kupić gotowego produkcji krajowej, to ich wytwórcy często deklarują, że ich ustroje są zabezpieczone przed pyleniem. A po obejrzeniu zdjęć wiadomo, że do obicia wykorzystano np. jakiś rodzaj materiału tapicerskiego. Czyli to są pułapki basowe.

Problem nie do rozwiązania? Materiał, który się nadaje na pochłaniacz nie zabezpiecza przed pyleniem, folii zaś nie powinno się używać.

Jeśli ktoś ma do wykonania ustroju wełnę, która nie pyli, to tkanina powinna zostać przetestowana na okoliczność przydatności do użycia tylko pod względem akustycznym. Materiał nadający się do obicia ustroju powinien być przewiewny, tzn. można przez niego dmuchać. Tylko co to tak naprawdę znaczy? Biorąc taki materiał można dmuchnąć na niego dymem z papierosa i ten dym przejdzie na drugą stronę. Dmuchać trzeba niezbyt mocno i z pewnej odległości. Co się dzieje z drugiej strony widać będzie w lustrze, ewentualnie można poprosić o pomoc osobę palącą. Wykorzystanie dymu z papierosa daje większe wyobrażenie o przepuszczalności tkaniny niż takie "zwykłe" dmuchanie czystym powietrzem. Aspekt medyczny dymu papierosowego, jak się wydaje, można tu pominąć.

Żeby mieć jakiś punkt odniesienia warto najpierw zobaczyć jak sprawa się ma z tkaniną, która faktycznie się nadaje, tzn. przepuszcza dźwięk. Można wziąć maskownicę od kolumny, jeśli jest materiałowa. "Przedmuchanie" tego materiału dymem daje pojęcie o tym czego szukać. Tkanina tapicerska w takiej próbie okaże się całkowicie nieprzepuszczalna.

Co jednak zrobić jeśli już ma się pułapki basowe tam, gdzie powinny być absorbery? Zdjąć tkaninę i folię, następnie obić siateczką, bo tym faktycznie jest materiał przezroczysty akustycznie, i zastanawiać się nad pyleniem?

Być może jakimś rozwiązaniem jest dodanie pianki akustycznej na te pułapki basowe. Wiele osób daje taką piankę w miejsca pierwszych odbić więc jeśli ktoś ma już jakieś ustroje trochę nieprofesjonalnie zrobione, to na pewno nic nie popsuje, a prawdopodobnie poprawi efekt ich działania.

Są jeszcze dwa sposoby. Jeden polega na dodaniu takich "łejf-gajdów", które dźwięk przekierują, a odbity rozproszą. Metoda być może mogłaby być naprawdę skuteczna, ale wykonanie takich ustrojstw ze względu na wymiary (długość i szerokość, nie muszą być głębokie, kilkanaście cm raczej już wystarczy) może być trochę kłopotliwe. Drugi sposób polega na ustawieniu ustrojów lekko ukosem, wtedy odbicie ominie słuchacza. Trzeba wykorzystać lustro do ustawienia. Metoda dość prosta, wypróbowana i skuteczna, chociaż tak ustawione ustroje nie prezentują się ładnie.

Jak Czytelnicy zainteresowani poprawianiem ustrojów to zrobią jest ich wyborem. Jednak żeby usłyszeć efekt trzeba posłuchać jeszcze raz ulubionej płyty, zrobić poprawki na wszystkich ustrojach, tzn. czterech, i nie zmieniając ustawienia głośności, fotela itd. posłuchać znowu. Różnica powinna być słyszalna, bo to jest różnica realna.

Jeśli ktoś ma profesjonalne ustroje, to może ze współczuciem westchnąć nad nami, którzy mamy samoróbki. Jednak te ostatnie po modyfikacjach będą, niemalże, równie dobre jak te zawodowe.

sobota, 2 lipca 2022

Czytanie magazynów audio

Przeglądając stare czasopisma motoryzacyjne trafiłem na coś takiego.

Dorysowany odcinek, czy nawet dwa odcinki, to droga hamowania "najgorszych" hamulców, a ten troszkę krótszy odpowiada wynikowi najlepszego auta.


Rysunek pokazuje drogi hamowania kilku aut. Wykresy są dwa, bo i dla hamulców zimnych, i dla rozgrzanych. Tak naprawdę ważna jest dorysowana linia. Odpowiada ona drodze hamowania przy zimnych hamulcach, ale przedstawiona w sposób pozwalający na realną jej ocenę. Podobnie sprawa wyglądałaby dla hamulców gorących. Tu różnica nawet byłyby jeszcze mniejsza.

Chodzi o to, że jeśli się pokaże wykresy "obcięte" można odnieść wrażenie, że te różnice w skuteczności hamulców są bardzo duże. Ale gdy narysuje się odcinki o odpowiedniej długości, czyli całe, to te różnice z bardzo dużych stają się relatywnie niewielkie.

Czyli jak jest z tymi hamulcami? Warto kupować auto, które w teście wypadło pod tym względem lepiej czy to może ma tak naprawdę małe znaczenie? W praktyce różnice w skuteczności hamulców nie mogą być bardzo duże, bo wtedy dany pojazd nie spełniałby norm bezpieczeństwa i nie mógłby być sprzedawany. Producenci czasem starają się zrobić lepsze hamulce niż wymaga norma, bo to ładnie wygląda w reklamach. Ale każdy nowy samochód ma dobre hamulce i te różnice w testach nic nie znaczą jeśli się do sprawy podejdzie od strony praktycznej.

Paradoksalnie kierowca mający auto, które w tym teście wypadło najlepiej, czyli teoretycznie ma najlepsze hamulce, jeśli będzie przekonany, że ono świetnie hamuje, może mieć większy kłopot niż kierowca, który na testy nie zwraca uwagi, może nawet w ogóle ich nie czyta, ale za to ma duże doświadczenie i umiejętności kierowania pojazdem.

Wiedząc, że ma się dobre auto, które ma świetne hamulce, prawdopodobnie pojedzie się trochę szybciej. A to trochę może być już za dużo nawet dla super hamulców.

Droga hamowania, ta zmierzona w teście, ma niewiele wspólnego z tą realną. Mierzy się ją na suchym, nawierzchnia jest bardzo przyczepna, równa, opony w bardzo dobrym stanie itd. W praktyce przyjdzie nam hamować np. na mokrym i śliskim asfalcie. Mogą być koleiny pełne wody.

Jeśli kierowca nie oceni sytuacji w odpowiedni sposób i nie będzie jechał tak, że będzie się mógł zatrzymać dokładnie tam, gdzie to wcześniej zaplanował, to nawet wyczynowe hamulce nie pomogą. Na śniegu skuteczność hamulców ma małe znaczenie, a na lodzie już żadne. Tzn. im jest bardziej ślisko, tym skuteczność hamulców jest mniej ważna.

Jadąc trochę za szybko, ufni w sprawność hamulców, jeśli nie przewidzimy, że coś się zdarzy, to nie unikniemy tego zdarzenia konsekwencji. Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć, ale to już inna sprawa.



A na powyższym zdjęciu mamy pokazane jak się tworzy fakty. To nie jest śnieg czy szron. To jest prawdopodobnie jakaś piana z mydła czy czegoś. Szronu normalnie nie powinno być na wewnętrznej stronie klapki wlewu, także na pistolecie, a jest nawet na rękawiczce...

Poza tym można trafić na takie ciekawe sztuczki retoryczne jak ta. Jest jakiś test małego samochodu z najsłabszym silnikiem. Czyli osiągi tego auta są bardzo skromne. Jednak w autor pisze, że samochodzik ma zacięcie rajdowe. A ma on zacięcie rajdowe dlatego, że silnik brzmi trochę jak rajdówka, co w praktyce znaczy, że producent zaoszczędził na tłumiku. Ale nabywca ma sobie wyobrażać, że ma rajdowe auto, choć ani ono jest dynamiczne ani elastyczne, bo ma ma głośno. Czyli klienta formatuje się w ten sposób, że się go wabi recenzją i jednocześnie kształtuje jego wyobrażenia o produkcie.

Czytanie magazynów motoryzacyjnych musi być bardzo uważne. Jeśli ktoś lubi auta może czytać. Ale niekoniecznie trzeba brać wszystko dosłownie i z entuzjazmem.

A jak to jest z magazynami audio? Tam można znaleźć testy kabli USB, które wykazują, że one wpływają na brzmienie. Czytanie magazynów audio musi się odbywać raczej z takim podejściem do treści, jakie mamy do wiadomości w środkach masowej dezinformacji, tzn. nic nie jest prawdą z wyjątkiem daty i godziny.

Z gazet się wiele nie dowiemy. Szczególnie z tych o sprzęcie grającym.