piątek, 20 lutego 2026

Iluzje na kostki

W dokumentalnym filmie o pewnym muzyku można zobaczyć coś takiego:

Fragment kadru.

Na te "kolumienki" można trafić dość często w różnych materiałach zajmujących się muzyką, jej nagrywaniem itd.

W sieci jest test tych głośniczków:  https://www.audiosciencereview.com/forum/index.php?threads/avantone-pro-mixcube-monitor-review.42817/

Autor testu napisał tak: " I have not see such a bad response from any other speaker. Not only does it lack any kind of flat response, there are clear resonances after natural response of the driver starting at 5 kHz."

W komentarzu znajdujemy natomiast: "double yuck".

Teraz proszę sobie poczytać co pisze o tych głośnikach producent na swojej stronie.

Mówi się o tych głośnikach zazwyczaj, że są one zrobione tak, że można wychwycić błędy w miksach itp. ponieważ nie mają zwrotnicy, która jakoby coś przeszkadza w ocenie "średnicy" i takie tam inne bajędy.

Jakim cudem realizator dźwięku ma faktycznie coś usłyszeć używając czegoś tak okropnego?

Ale może ja podchodzę do tematu źle? Może nie chodzi o to co jest, tylko o coś zupełnie innego? Przecież są ludzie, którzy wierzą, że kabel coś zmienia, wtyczka też, a nawet kabel cyfrowy wpływa na sałnd. Może chodzi o złudzenia, które są fajne i lubiane. A że się chodzi w zimie w trampkach to co? Wszyscy chodzą.

A jakie jest największe złudzenie w audio? Że się wszystko świetnie słyszy. Fajno jest. A jak ktoś myśli mając sześć czy siedem dych na karku, że wszystko świetnie słyszy przez te kosteczki, to ma dwa złudzenia na raz i dlatego podwójnie dobry humor.

Szokuje jednak, że tym audioiluzjom ulegają także zawodowcy. Może gdyby nie ulegali, to płyty nadawałyby się do słuchania nawet w wieku emerytalnym.

czwartek, 5 lutego 2026

I’m 68, my hearing is great

Jeżeli się przejrzy komentarze na temat artykułu "24/192 Music Downloads ...and why they make no sense", który jest dostępny w tłumaczeniu na blogu, to można znaleźć np. coś takiego: 

I’m 68, my hearing is great up to 12.4kHz, and I can hear improvement in each increase in resolution up to DSD256. People so often stress the high frequencies, but 99% of music is under 6kHz, and I can hear perfectly an octave above that, so differences are easy for me to discern. For me, each increase in resolution improves noticeably the transients and decays, and the ambience of the music. Things like imaging have minor improvements too.

Wypowiedź ma już swoje lata, podobnie jak i sam artykuł. Przyjrzyjmy się jej bliżej.

Przede wszystkim charakterystyczne jest przekonanie o tym, że się słyszy świetnie. W wieku 68 lat to jest iluzja, ale miła. Poza tym znamienne jest to, że autor komentarza jest przekonany, że świetnie słyszy do 12,4 kHz. Najpewniej obejrzał sobie film z "testem" słuchu i zauważył, że słyszy 12,4 a potem już nie. Taka metoda badania słuchu jest fajną ciekawostką, ale nic nie mówi o faktycznej jego kondycji. Prowadzący blog też tyle usłyszy, a nawet trochę więcej, w końcu jest dziesięć lat młodszy, jednak ton testowy będzie bardzo głośny. Składowe muzyko o tych częstotliwościach są o wiele cichsze. I dlatego prowadzący blog nie słyszy w nagraniach nic powyżej 10 kHz czy nawet 8, w zależności co i jak zostało zrealizowane (zdewastowane).

Faktycznie czegoś można się dowiedzieć o swoim słuchu wykonując profesjonalne badanie progu słyszenia. Ale to i tak tylko wstęp do odkrywania stopnia pogorszenia się słuchu. Ale zmilczmy o tym, żeby nikogo nie dołować.

Następnie autor wypowiedzi pisze, że 99% muzyki jest poniżej 6 kHz. To się zgadza. Ale to, że on jest przekonany, że świetnie słyszy jeszcze oktawę wyżej jest, jak już napisałem, iluzją. On był w świetnym nastroju, jak to pisał, ale dlatego, że nikt nie wie czego nie słyszy. Pomaga tu czasem pamięć, ale jak ktoś myśli, że dźwięk jest świetnej jakości i "ciepły", to jest ok., że on nie słyszy nic z wysokich tonów głośnych jak tornado odtwarzanych na niewyszukanym sprzęcie trzy dekady wcześniej.

Iluzją jest też przekonanie, że wraz ze zwiększeniem częstotliwości próbkowania on słyszy różnice w transjentach, wygasaniu i w atmosferze czy przestrzeni. Plik 192/24 nie różni się niczym od takiego 44/16 w treści do powiedzmy 20 kHz. Różnica jest powyżej granicy słyszenia nastolatków, więc tego nikt nie usłyszy. Może nietoperze.

Ktoś, kto ma swoje lata, a pomimo tego jeszcze dość dobrą pamięć i pamięta jak co brzmiało dawniej, nie chce słuchać płyt, bo go to stresuje. Są źle zrealizowane i nie nadają się do słuchania przez starszych ludzi. Z filmami też nie jest lepiej. Tam też sałnd indżiniły poczyniły wiele złego.

Naprawdę ignorancja jest błogością. 

 

środa, 28 stycznia 2026

Spytajmy realizatora dźwięku

Realizatora dźwięku zapytamy, ale na sam koniec. Żeby zrozumieć czy jest sens pytać trzeba obejrzeć ten film:


I jeszcze przeczytać ten artykuł: Save Star Wars 

Jak można zobaczyć i przeczytać GL z tylko sobie znanych powodów zrobił z tymi wznowieniami to, co zrobił. Tłumaczenie tego jako decyzja artystyczna i że to środek wyrazu nie ma wiele sensu.

Mam te wznowienia z 2004 roku i do przedwczoraj nie zauważyłem żadnych problemów z obrazem. Tylko, że zawsze oglądałem te filmy na monitorze LCD, który nie wie, co to kontrast. I tak samo z telewizorem LCD, który też nie wie, co to jest kontrast.

Jak ktoś to zobaczy na czymś, co ma kontrast stwierdzi, że jest problem. Ale na LCD nie ma. Na LCD nie ma czegoś takiego jak czerń. Coś, co w oryginale jest czarne i tak na LCD jest najwyżej ciemnoszare.

Więc może GL przygotował to pod telewizory i monitory, które nie mają kontrastu? Warto obejrzeć kilka fragmentów tych filmów na LCD i OLED.

W artykule wspomniano też o pewnych problemach z dźwiękiem, ale dajmy spokój.

Te filmy, w wersjach "cyfrowo poprawionych" są świetnym przykładem na to, że dyskusja o miksach, remiksach, masterach i remasterach w audio nie ma wiele sensu, jeśli w ogóle. Przecież jak ktoś się przy czymś uprze, co widać, że jest zrobione nie tak, to jak wytłumaczyć, że jest problem, którego nie widać? Można usłyszeć, ale i to nie każdy usłyszy. A jak udowodnić komuś, że coś słyszy albo, że nie słyszy? Przecież się uprze. I nie ma szansy czegoś pokazać, bo dźwięk jest niewidoczny. Wykresy nie przekonują, a na ślepy test nikt się nie zgodzi. A podwójnie ślepy test to jest przedsięwzięcie. Nie da się tego zrobić ot tak. To jest przecież przedsięwzięcie naukowe. Żmudne i trudne.

Trzeba dodać, że na tych wznowieniach, przynajmniej DVD to mają, są testy (tiejczeks optymizer), które służą do regulowania telewizorów. Cóż za ironia...

Czyli może jednak nie spytamy. Bo dyskusja będzie podobna jak z GL tylko trudniejsza. Dźwięku przecież nie widać. Dlatego w tej branży przejdzie naprawdę wszystko.

sobota, 17 stycznia 2026

Klan - Mrowisko

Płyta została wydana w 1971 roku. "Mrowisko" zespołu Klan jest płytą wyjątkową. Prowadzący blog posiada jedynie wznowienie, a trochę szkoda, bo okładka płyty też jest wyjątkowa.

Rys. 1. Okładka wznowienia.


Oryginał okładki jest pomniejszony i na domiar złego pokazany krzywo. Po co, na co?

Ta płyta jest wyjątkowa również pod względem technicznym. Mianowicie nadaje się do słuchania przez osoby starsze, które mają gorszy słuch niż miały w chwili ukazania się płyty. A przecież minęło już ponad pięćdziesiąt lat.

Popatrzmy sobie w tabelki z wcześniejszych postów. Badania progu słyszenia są różne, tabelki też. Ale skoro w momencie pojawienia się płyty na rynku ktoś miał lat osiemnaście, młodsi chyba nie interesowali się taką muzyką, bo jest bardzo ambitna, to wypada popatrzeć na tabelkę z progami słyszenia dla siedemdziesięciolatków. Jest w tym poście: "Jak się traci słuch i jak się to racjonalizuje oraz inne normy progu słyszenia".

W wieku siedemdziesięciu lat 8 kHz słyszy się tak 50 dB słabiej niż jak się było osiemnastolatkiem, a i to tylko wtedy jak się unikało hałasów i ma dobre zdrowie (po "wyzerowaniu" będzie jakieś 40, ok. w tabelce jest 38 dB). 10 kHz? O tej częstotliwości lepiej zapomnieć, a co do wyższych to chyba najlepiej udawać, że w ogóle nie istnieją ;)

Dlaczego ta płyta nadaje się dla ludzi w każdym wieku widać na wykresach.


Rys. 2. Przykład pierwszy. Utwór pierwszy, strona pierwsza.

Rys. 3. Przykład drugi. Utwór drugi, strona pierwsza.

Tutaj uwaga: to jest wersja CD. Winyla autor nie zgrał, bo karta muzyczna odmówiła współpracy. Trudno w to uwierzyć, ale się popsuła. A ta "pokładowa" z komputera się nie nadaje do zgrywania.

Jak widać na rysunkach płyta jest zrealizowana w taki sposób, że spektrum instrumentów odpowiada temu rzeczywistemu, słyszalnemu na żywo. Pokazane to jest w odniesieniu do hi-hata, ale w ogóle talerze perkusji są zrealizowane w ten sposób, a zatem czytelne.

Jak to jest już napisane na rysunkach, a dokładniej we wcześniejszym poście "Dlaczego audio to ciemna strona księżyca?", taka realizacja brzmi co najmniej dobrze, a przede wszystkim czytelnie na każdym sprzęcie i w każdym rodzaju emisji radiowej, w szczególności AM.

To jest przykład dobitny na to, że tak realizowane płyty, a przecież tak powinny być realizowane wszystkie płyty, z zachowaniem oryginalnego i naturalnego, a więc niezmanipulowanego brzmienia, byłyby zabójstwem dla tej całej fonograficzno-sprzętowej mistyfikacji. Naprawdę trudno by było przekonywać ludzi do kupowania wymyślnego sprzętu, skoro na całkiem zwyczajnym muzyka by grała wystarczająco dobrze.

A jak się pomajstruje w studio, to o na AM muzyka nie zagra dobrze, ani na słabym sprzęcie, który nie odtwarza góry pasma. Góry pasma? Powyżej 5 kHz, faktycznie.

A że starsi ludzie nie są w stanie słyszeć wiele więcej niż daje radio AM? Kogo to interesuje, poza osobami starszymi?

Wypada dodać na koniec, że spektrum czyneli zaczyna się faktycznie trochę powyżej 100 Hz. Proszę się zastanowić przez chwilę nad tzw. jakością dźwięku na takich płytach, gdzie realizatorzy dźwięku usunęli ze spektrum czyneli wszystko do np. 10 000 Hz. Jest tam jakaś jakość? A takich płyt jest multum.

czwartek, 18 grudnia 2025

Sing-Sing

Tym razem o płycie z 1976 roku, a właściwie albumie, zatytułowanym sing-sing. Nie będzie to zatem post o Sing Sing Correctional Facility.

Moje wydanie prezentuje się tak: 


Płyty nigdy nie słuchałem... bo mam też wersję na CD. Jednak stan wydania widocznego na zdjęciu jest całkiem niezły. I tu się nic nie zmieni.

Kiedy piosenki z tego albumu były nowościami, autor bloga chodził do drugiej klasy podstawówki. Z racji pacholęctwa niewiele rozumiał z tego o czym Pani Maryla śpiewa. W każdym razie strasznie działało mu na nerwy podśpiewywanie piosenki tytułowej przez jedną z koleżanek z klasy. A przy okazji podśpiewywania przez koleżanki. Inna koleżanka, to było już jakieś dziesięć lat później, podśpiewywała sobie coś takiego: "Jerzy Julian Kalibabka z dziewczynami się nie papka". Później jeszcze, jej facet zostawił ją z dzieckiem. Takiego sobie wyśpiewała. Nie wiem jakiego sobie wyśpiewała koleżanka podśpiewująca sing-sing i prawdę mówiąc mnie to nie interesuje. Nie lubiłem jej, a jeszcze bardziej nie lubiłem jej matki, która była naszą wychowawczynią, a poza tym miała ogromną nadwagę, tzn. mama-wychowawczyni miała.

W odniesieniu do płyt w ogóle, winyli w szczególe i konkretnie do tego albumu, to często warto je mieć. Dopóki nie kupiłem sobie tej płyty nie miałem pojęcia co mogą znaczyć słowa "czy ja nie jestem lepsza niż..." I dopiero od momentu nabycia wydawnictwa drogą kupna, czyli od jakichś trzech lat wiem, że Pani Maryla była lepsza może nie od całego wyżu, ale tak od 99,9%. Widać to wyraźnie na zdjęciu wewnątrz. Poza tym są jakby wskazówki co do tego o jakie damy chodzi. Oczywiście traktujemy to nie całkiem poważnie.

No a jeśli chodzi o Sing Sing Correctional Facility i realizatorów dźwięku rozumianych jako grupa zawodowa, to...

środa, 3 grudnia 2025

Shakin' Dudi "Złota płyta"

W teście z wcześniejszego postu jest fragment utworu, a właściwie część fragmentu, bo same wysokie tony, z płyty o tytule "Złota płyta", którą Shakin' Dudi wydał w 1985 roku. Teraz mamy 2025 rok i słuch gorszy o lat 40. Może to wywoływać strona druga utwór czwarty. Jednak powinniśmy zamiast tego strona druga utwór pierwszy, a tak naprawdę siódmy, czyli ostatni.


 

Utwór jest zatytułowany „To ty słodka” i jest czwarty na pierwszej stronie bez względu na to w którą stronę się liczy liczy się... Widmo fragmentu tego fragmentu wygląda tak:

 

Litery "S" i "Ł" są na tych głoskach w słowie "słodka". To jest zgrane z winyla i oś czasu nie będzie się zgadzała w wydaniem cyfrowym.

Nie będę się wypowiadał na temat realizacji dźwięku na tej płycie z dwóch powodów. Szanuję muzyków z zespołu, szczególnie lidera, więc się nie będę czepiał, a przede wszystkim lepiej jeszcze raz posłuchać muzyki i zastanowić się nad słowami. A jeśli jednak ktoś naprawdę chciałby coś o realizacji płyty przeczytać, to mieliśmy tu przypadki dużo gorsze.

Dla przypomnienia widmo całego testu:


W odniesieniu do samego testu, to owszem, słychać zniekształcenia. Lektorka jest w dość marnym mp3, a tykanie zegara zostało nagrane telefonem też w marnej jakości. Ale nie o to przecież chodzi. 

sobota, 22 listopada 2025

Utwory dla upartego audiofila

W poprzednim poście jest link do pobrania pliku z testem. Plik można sobie ściągnąć i posłuchać, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił. I przeczytać ten wcześniejszy post, bo wszystko będzie niezrozumiałe. Można zresztą zobaczyć ile było pobrań tego testu. Prawie nikt tego nie słuchał.

Znajomego nie udało mi się przekonać, że tylko mu się wydaje, że dobrze słyszy. Czytelnicy bloga też są bardzo niechętni, żeby się sprawdzić. Wyjście z matriksa jest bardzo przykre i mało kto chce spróbować.

Jednak w tym wcześniejszym poście obiecałem, że napiszę jakie utwory zostały wykorzystane. Zatem te: "To ty słodka" Shakin’ Dudi oraz "Owner of a Lonely Heart" Yes.

Z pierwszego utworu został wzięty fragment z samego początku. Dokładnie ten, kiedy padają słowa "To ty słodka jak miód". A z piosenki Yes również fragment początkowy, mniej więcej od czternastej sekundy do dwudziestej szóstej (od momentu, kiedy pojawia się perkusja, do tej chwili zanim Jon Anderson zacznie śpiewać, czyli w roli głównej jest gitara).

Oczywiście wszyscy to odgadnęli, tzn. usłyszeli, no nie?

Załóżmy teraz, że ktoś będzie chciał dochodzić praw autorskich, bo ja to wykorzystałem w sposób naruszający jakieś reguły akwizycji. Weźmie ten mój plik i pójdzie do sądu. I co tam powie? Gdyby sędzia był nastolatkiem, to by coś usłyszał, ale i tak nie byłby tego w stanie skojarzyć z muzyką. Muzyki powyżej 5 kHz nie ma. Jednak sędzia będzie mieć pewnie najmniej pięćdziesiąt lat i z tego powodu usłyszy kilka "cyknięć" w pierwszym fragmencie. Potem będzie już tylko lektorka i zegar.

Ale niech ktoś wykorzysta Tekturowy Spryt, czyli ostatni krzyk mody, do zidentyfikowania tych piosenek. Nic z tego, bo Tekturowy Spryt opiera się, jak się domyślamy, raczej na tym, co można usłyszeć. Tzn. co człowiek może usłyszeć, a nie nietoperz. To, co słyszą ludzie można zapisać nutami i słowami. W tym moim teście nie ma ani jednej nuty, nie pada też żadne słowo. Owszem, jest rytm, ale nie jest tożsamy z tym, co byśmy spisali z oryginałów. Nie ma bębnów, nie ma kontrabasu czy gitary basowej.

Złota płyta" jest nagrana lepiej niż 90125, oczywiście z mojego punktu słyszenia. Wtedy, tzn. w latach osiemdziesiątych, każdy by z tym polemizował. O "Złotej płycie" będzie osobny post.

Wszyscy się zastanawiają ile to kiloherców potrzeba, żeby jakość wysokich tonów była dobra? Na CD tych kiloherców jest za mało, co nie? Na SACD jest więcej, bo tam są już megaherce. Wprawdzie jednobitowe, więc zaszumione, ale co z tego? Kto ten szum jest w stanie usłyszeć? Chyba nawet dziecko nie da rady. Ale to jest oczywiście lepiej, jak są megaherce, co nie? Tylko, że tak naprawdę my (starszawi panowie) mamy problem, żeby w ogóle coś z tych wysokich tonów usłyszeć. A przecież perkusista gra przy pomocy drewnianych pałek i nie dotyka leciuteńko tych talerzy, tylko w nie uderza. Oczywiście gdyby sałnd indżinił nagrał te talerze normalnie, to byśmy je wyraźnie słyszeli, ale przecież nie nagrał. Na "Złotej płycie" jednakowoż zostało ich trochę więcej, więc coś tam od biedy jeszcze słychać.

Większość ludzi tego (wysokich tonów) nie słyszy, bo jest już za stara. Ale zastanawiają się jakie to wzmacniacze im potrzebne, a jakie przetworniki? Albo czy może głośnik wstęgowy zamiast kopułkowego? Taki jeden producent kolumn robił je tak, że grały(by) do 100 kHz. Gdyby istniały jakieś instrumenty mające takie szerokie widmo. Z tych "prawdziwych" to widmo sięga najwyżej kilkunastu.

Tylko, że jak ktoś słyszy 8 kHz 50 dB słabiej niż jak był dwudziestolatkiem, to problem nie polega na tym czy taki wzmacniacz i taki głośnik lepiej coś odtworzy, tylko czy coś się w ogóle uda usłyszeć. A przecież jakieś zniekształcenia i szumy będą jeszcze kilkadziesiąt dB niżej.

Absurd jest gigantyczny. Siwowłosi audiofile (albo tacy z bardzo wysokimi czołami) piszą teksty albo nagrywają filmy o rzeczach, które od dziesięcioleci są poza ich zasięgiem. I powtórzmy, nie chodzi o jakieś niedoskonałości sprzętu czy nagrania, ale poza zasięgiem jest połowa pasma akustycznego, a zazwyczaj to nawet więcej niż połowa.

Jakie były kolory tych pigułek z matriksa?