sobota, 2 maja 2026

Kolumny głośnikowe, czyli the dark side of the speaker

Głośnik wytwarza dźwięk obiema stronami membrany. Widzimy tylko jedną stronę, ale w większości przypadków słyszymy obie, niestety.

Żeby mieć dobry odbiór wykonuje się adaptację akustyki pomieszczenia odsłuchowego. Taka adaptacja polega na użyciu minimum kilkunastu, najczęściej jednak kilkudziesięciu dużych ustrojów akustycznych, o ile do tematu podchodzi się poważnie. Większa część tych ustrojów to absorbery wykonane z materiału dźwiękochłonnego.

Przód membrany wytwarza dokładnie tyle samo dźwięku, co tył, a we wnętrzu obudowy kolumny głośnikowej zachodzą dokładnie te same zjawiska falowe, co w pomieszczeniu. W pomieszczeniu do ich „okiełznania” mamy kilkadziesiąt ustrojów akustycznych z materiału dźwiękochłonnego, którego objętość najlepiej wyrazić w metrach sześciennych, a w obudowie? Ile materiału dźwiękochłonnego znajdziemy wewnątrz naszych kolumn głośnikowych? W tych, które widać na zdjęciu poniżej, był oryginalnie kawałek cienkiej maty, mniejszy niż kartka formatu A4.

Rys. 1. Wyłożenie wnętrza matą nie jest dobrym sposobem, bo działa ona na poruszające się cząsteczki powietrza. Przy samych ściankach ruch jest najsłabszy czy wręcz go brak.


Zdjęcie pokazuje przykładowy test, który można wykonać, aby się przekonać jaki wpływ na brzmienie może mieć i niestety ma wnętrze kolumny głośnikowej. Chociaż wykorzystanie telefonu komórkowego jako źródła dźwięku wydaje się śmieszne, wcale takie śmieszne nie jest. Jakość dźwięku użytego źródła nie ma bowiem żadnego znaczenia. Istotne są zmiany w brzmieniu.

Do wykonania testu nawet nie jest potrzebna kolumna. Odradzam rozkręcanie wartościowych i dobrze wykonanych kolumn. W ogóle odradzam rozkręcanie sprzętu. Ale posiadacze jakichś popsutych lub nawet sprawnych, ale mniej wartościowych kolumn,używanych w garażu czy warsztacie, mogą wykręcić z nich głośniki (o ile nie są przyklejone).

Do testu „zastępczego” można użyć naczynia o objętości odpowiadającej np. komorze głośnika średniotonowego. Żeby symulować całą obudowę potrzebna będzie objętość 10 litrów lub więcej.

Rys. 2.


Lepsze by było naczynie wykonane z tworzywa sztucznego. Komory dla głośnika średniotonowego raczej nie są robione ze szkła.

Okazuje się, że wpływ takiej czy innej częściowo otwartej objętości ma ogromny wpływ na dźwięk. W sytuacji z rys. 1. brzmienie telefonu trzymanego w „wolnej przestrzeni” i wewnątrz obudowy zmienia się diametralnie. Niestety te zmiany są nie tylko duże, ale przede wszystkim mają bardzo paskudny charakter.

Wpływ zjawisk falowych zachodzących wewnątrz obudowy na dźwięk z telefonu jest bardzo duży nie tylko wtedy, gdy jest ona prawie lub całkiem pusta. Ten wpływ jest zauważalny również wtedy, gdy się ją całkowicie wypełni materiałem dźwiękochłonnym. Można dosłownie użyć tyle maty, że trzeba ją dopychać na siłę, żeby telefon można było dać na miejsce głośnika, ale wpływ odbić i tak będzie słyszalny.

Brzmienie telefonu trzymanego jak na rys. 1. zmienia się bardzo mocno. Te zmiany są większe niż w przypadku realnych głośników. Jeżeli się włoży telefon do obudowy i głośnik da na swoje miejsce, to i telefon będzie słyszalny słabiej, i podbarwienie dźwięku również. Membrana głośnika stanowi pewną izolację dla efektów zachodzących w obudowie. Mimo wszystko wciąż są słyszalne.

Są dostępne kolumny dobrze wytłumione, ale większość niestety nie jest. Zresztą nie mając świadomości problemu nie słyszy się go, a jeśli nawet słyszy, to nie potrafi wyjaśnić przyczyn. Poza tym trudniej jest usłyszeć problem powstający wewnątrz obudowy, jeśli ma się to samo w pomieszczeniu, w którym dźwięk zanika dwie sekundy, a mody dudnią bez żadnych ograniczeń. 

Podbarwianie dźwięku przez obudowę powodują odbicia. Konkretnie chodzi o rezonansy i tłumienie pewnych częstotliwości, gdy odległość źródła dźwięku od ścianki będzie odpowiadać ćwierci długości fali. Czyli jeśli w naszym teście telefon znajdzie się w odległości 10 cm od ścianek obudowy (tył, dół i boki), to częstotliwość mająca ćwierć długości fali 10 cm (około 860 Hz) zostanie silnie stłumiona przez trzy negatywne interferencje. Dodatkowo tłumione będzie 4300 Hz, (teoretycznie też 7750 itd.). Zazwyczaj jednak telefon będzie się znajdował w różnych odległościach od tych trzech ścianek, a w ogóle to od pięciu.

Telefon jest w jakimś sensie punktowym źródłem dźwięku, natomiast głośnik już nie, gdyż ma dość spore rozmiary, więc zjawisko nie wystąpi aż tak wyraźnie. Można zresztą celowo wybrać takie wymiary, które spowodują szczególnie wyraźne wystąpienie efektu. Będzie to obudowa sześcienna z głośnikiem dokładnie pośrodku.

Wyliczenie częstotliwości, która spowoduje tłumienie na ćwierć fali w przypadku głośnika nie jest tak proste, jak dla punktowego źródła dźwięku.

Rys. 3.

Chcąc obliczyć częstotliwość negatywnej interferencji z tylną ścianką można przyjąć jedną z trzech odległości zaznaczonych strzałkami. Można też liczyć dla wszystkich. Właściwie to powinno się też liczyć odległości od narożników. Głośnik ma dość spore wymiary w odniesieniu do obudowy. Dlatego zjawisko wystąpi w słabszym nasileniu. Mimo wszystko nierówna charakterystyka częstotliwościowa wielu kolumn w zakresie występowania tego zjawiska jest właśnie jego skutkiem. Oraz rezonansów.

Rezonansy powstają dla częstotliwości mających połowę długości fali odpowiadającą wewnętrznym rozmiarom obudowy i wielokrotności tej częstotliwości.

W pewnych warunkach ani jedno, ani drugie zjawisko nie wystąpi wcale.

Rys. 4.

Na rys. 4. są pokazane głośniki wysokotonowe. Nawiasem mówiąc zostały wyciągnięte z kolumny widocznej na pierwszym zdjęciu i w ogóle są bardzo niskiej jakości. Niemniej jednak w tych głośnikach i we wszystkich wykonanych na takiej zasadzie, gra tylko przednia strona membrany. Dzieje się to dlatego, że z tyłu membrany nie powstają żadne zjawiska falowe.

Głośniki ze zdjęcia mają lity magnes. Pewna objętość powietrza jest zamknięta pomiędzy kopułką i magnesem, ale skutek tego jest taki, że powstaje jedynie „poduszka powietrzna”. Przestrzeń pomiędzy membraną i magnesem jest za mała w odniesieniu do długości fal, które odtwarza taki głośnik i nie może powstać negatywna interferencja na ¼ długości fali, nie wspominając już o rezonansie na ½ długości fali.

Długość fali dźwiękowej dla 20 kHz Hz to około 1,7 cm natomiast wysokość czaszy kopułki tego głośnika to 7, może 8 mm. Co prawda ¼ z 1,7 cm to około cztery milimetry, ale w końcu to czasza i ma 8 mm wysokości w tylko jednym miejscu. Poza tym kto słyszy aż tyle? I jaki instrument wydaje tak wysokie dźwięki? W każdym razie o jakichkolwiek zjawiskach falowych z tyłu membrany głośnika kopułkowego nie ma sensu mówić.

Inaczej będzie, gdy magnes jest z otworem. Jeżeli teraz doda się komorę, która jest niezbędna, aby odizolować membranę od wpływu głośnika nisko/średniotonowego i dno tej komory znajdzie się w odległości kilku centymetrów od kopułki, to te niekorzystne zjawiska falowe będą występować. Żeby je stłumić producenci stosują różne metody. Najczęściej jest to materiał dźwiękochłonny, ale tych metod jest kilka.

Najprościej jednak wykonywać tweetery tak jak ten ze zdjęcia i problem ze zjawiskami falowymi powodowanymi przez tył membrany czy też „ciemną stronę głośnika” ma się z głowy.

W takim razie okazuje się, że można obejść problem poprzez wykonanie tak małej „komory” głośnika, że powstanie zjawisk falowych nie będzie możliwe. A co z niższymi częstotliwościami?

Są dostępne obecnie i były produkowane też wcześniej głośniki średniotonowe, duże kopułki, z własną, bardzo małą komorą. Jeśli będzie ona wystarczająco płytka, to nie wystąpi nawet interferencja na ¼ fali, a jeśli już, to przy wysokiej częstotliwości, gdzie i tak lepiej się sprawdzi głośnik wysokotonowy. Przykładowo żeby nie powstały negatywne oddziaływania przy 4 kHz, głębokość komory nie powinna być większa od około 2 cm.

Większość głośników średniotonowych jest wykonywana ze zwyczajną membraną i koszem. Tu komora będzie konieczna, jak również jakaś metoda na wyeliminowanie tłumień i rezonansów.

Weźmy teraz za przykład kolumnę z pierwszego zdjęcia. Ma ona wewnątrz mniej więcej 30 cm wysokości. W takim razie najniższy rezonans będzie mieć częstotliwość około 600 Hz. Aby stłumić ten rezonans należałoby użyć wełny skalnej o grubości minimum 10 cm. Współczynnik pochłaniania takiej grubości (10 cm) materiału wynosi około 0,9 w zależności o typu wełny. Oczywiście taki materiał na wygłuszenie kolumny nadaje się raczej słabo, niemniej jednak chodzi o uzmysłowienie sobie skali potrzeb.

W odniesieniu do głośników średniotonowych, to ilość materiału będzie mniejsza, bo i częstotliwości rezonansowe są wyższe. Wszystko zależy od zakresu przenoszonych częstotliwości i wymiarów komory. W każdym razie gdyby trzeba było tłumić rezonans przy 1 kHz, to 5 cm płyty z wełny skalnej (a raczej jej ekwiwalent) mogłoby być trochę za mało, bo dla 5 cm grubości współczynnik pochłaniania wynosi 0,8.

Co do głośników niskotonowych trzeba zauważyć, że mniejsza komora głośnika będzie lepsza niż większa. Gdyby ograniczyć pasmo odtwarzane przez głośnik do 300 Hz, a długość wewnętrzna nie przekroczy 57 cm, to żaden rezonans, przynajmniej w głównym zakresie pracy głośnika, nie powstanie. Pojawią się rezonansy o wyższych częstotliwościach, ale już powyżej częstotliwości podziału zwrotnicy, co ma dwie zalety. Głośnik gra ciszej, a wyższą częstotliwość rezonansu jest stłumić łatwiej.

Jednak jeżeli ktoś postanowi zrobić kolumnę z duża komorą na głośnik niskotonowy, powiedzmy o wysokości metr lub nawet więcej, to będzie mieć problem z rezonansami o znacznie niższych częstotliwościach. Przy kolumnie metrowej wysokości wystąpi rezonans poniżej 200 Hz. Żeby stłumić taką częstotliwość trzeba by użyć warstwy tłumiącej z wełny czy jakiegoś jej ekwiwalentu grubości 30 cm (o mniejszej gęstości). A jak się nie stłumi, co zresztą jest regułą? Oczywiście "testerzy" zachwycą się sałnd kłality basów...

Lepszym rozwiązaniem dla kolumn mających nagłośnić większe pomieszczenia wydaje się być wykonanie wysokiej kolumny z dwoma głośnikami, ale każdy w osobnej i niewielkiej komorze.

Wewnątrz obudowy występują odbicia bardzo szybkie, bo odległości są małe. Jednak chodzi o to, że mylące wydaje się to, że ich stłumienie w krótkim czasie można uzyskać stosunkowo małą ilością materiału dźwiękochłonnego. Chodzi o to, tak naprawdę, żeby do żadnego odbicia nie doszło, aby fala za głośnikiem trafiała jakby w próżnię. Jeżeli dźwięk tylnej strony głośnika nie zostanie stłumiony w wystarczającym stopniu, to kolumna będzie podbarwiać brzmienie w taki sposób, jak to można usłyszeć wykonując testy z obudową i telefonem czy z jakimś innym naczyniem i źródłem dźwięku. O basach - dwa akapity w górę.

Żeby się przekonać czy kolumna podbarwia w zauważalny sposób, czy nie, najlepiej porównać jej dźwięk ze słuchawkami. Jednak najpierw koniecznie trzeba zrobić jakiś test, a najlepiej kilka, żeby wiedzieć czego się szuka. Nie będzie to ślepy test, a tym bardziej nie podwójnie ślepy, ale jednak jakiś test.

Może się okazać, że kolumny używane w domu jednak podbarwiają dźwięk. A w czasie odsłuchu w sklepie okaże się, że niektóre z wystawionych kolumn też podbarwiają. Ciekawe, że największa szansa na podbarwianie brzmienia jest dla dużych kolumn trójdrożnych.

Szukanie podbarwień na słuch jest obarczone znanymi wszystkim problemami związanymi z nastawieniem, szukaniem pewnych rzeczy, oczekiwaniami itd. Lepszą metodą jest analiza pomiarów. Rezonanse będą widoczne, a bardzo mocno zafalowana charakterystyka w rejonach, w których może dochodzić do interferencji sugeruje, że coś może się za ich przyczyną dziać. Te pomiary trzeba jednak mieć. Wydłużenie czasu zanikania np. dla częstotliwości rezonansu na długość obudowy nie pozostawia wątpliwości.

Autor posiadał swego czasu kolumny z komorą na głośnik średniotonowy o wielkości trochę większej niż menzurka ze zdjęcia, a do jej wytłumienia producent użył kawałka maty o wielkości połowy tego, co jest w menzurce. Kolumny miały brzmienie „wyróżniające się i charakterystyczne”. Przyzwyczaić się do tego nie szło, dopiero dodanie trochę większej ilości wytłumienia poprawiło sytuację.

Czy producenci kolumn nie wiedzą tego o czym tu zostało powiedziane? Oczywiście, że wiedzą. Tak samo jak realizatorzy dźwięku wiedzą, że sztucznie tworzą problem. W przypadku kolumn nie jest to problem nie do rozwiązania, jak w wypadku realizacji dźwięku. Ale dlaczego kolumny są zazwyczaj wytłumiane źle?

Grają trochę głośniej, każda trochę inaczej, w sposób odróżniający od innych. Zresztą żeby wyróżnić się z tłumu i uzyskać specyficzny dźwięk celowo robi się złe zwrotnice, wiotkie obudowy itd. Brzmienie popsute jest inne, bo popsuć coś dwa razy tak samo jest trudne, wręcz niewykonalne. Obiektywnie jest to wadą, ale dla sprzedawcy w sklepie to zaleta, bo każdy może sobie wybrać kolumny popsute w taki sposób, który mu będzie się podobał.

Jest jeszcze jeden powód produkowania złych kolumn. Takie zrobione dobrze grałyby bardzo podobnie. Różnice polegałyby głównie na tym jak głośno i jak nisko schodzi bas. Z marketingowego punktu widzenia sytuacja bardzo trudna.

Najgorsze brzmienie mają oczywiście duże kolumny trójdrożne. Duża komora niskotonowa skutkuje niskimi rezonansami, które stłumić jest już bardzo trudno. Ponadto źle wytłumiona komora średniotonowa daje szerszy zakres podbarwianych częstotliwości od „góry”, co dokłada się do szerszego zakresu z podbarwieniami u dołu pasma. To wszystko w odniesieniu do kolumn półkowych, które będą mieć węższy zakres z podbarwieniami. W konkretnych liczbach kolumna półkowa będzie podbarwiać od 600 Hz do 3000 Hz, natomiast trójdrożna od 200 Hz do nawet 10 kHz.

I już na koniec taka anegdota. Jakieś dwie dekady temu w pewnych kręgach wręcz kultowe były naprawdę małe kolumny podstawkowe. Ludzie woleli często właśnie je, a nie duże podłogowe. Stawiam dolary przeciw kasztanom, że dlatego, bo podbarwiały minimalnie. Zresztą są na to pomiary, które to potwierdzają.

wtorek, 17 marca 2026

What Makes a Cartridge Good?

Niedawno miałem okazję posłuchać płyt odtwarzanych dwoma wkładkami, jedną z igłą diamentową i drugą łączoną, tzn. tytanowo-diamentową. Różnica w brzmieniu jest zauważalna nawet przez tak zniszczony słuch, jak mój. Dlatego warto obejrzeć (jeszcze raz) poniższy film.

Na filmie widać kilka różnych igieł. Można je podzielić na dwie grupy: małe i duże biorąc pod uwagę wielkość igły. Małe igły są zrobione z diamentu, a duże z tytanu i diamentu. Oczywiście te tytanowo-diamentowe grają gorzej.

Teraz proszę sobie sprawdzić jaki jest ciężar właściwy diamentu, a jaki tytanu. Skoro tytan jest cięższy od diamentu, a igła sporo większa, to tym samym ma też znacznie większą masę. I ta masa robi różnicę w brzmieniu, jak mi się wydaje.

Różnica w wielkości tych dwóch typów igieł zwróciła moją uwagę podczas pierwszego oglądania filmu. Jednak posłuchanie kilku płyt tymi igłami w krótkim odstępie czasu dało impuls do napisania posta.

Czy nie można zmniejszyć tych elementów tytanowych? Żeby miały rozmiary takie jak te diamentowe igły? Teoretycznie można by zmniejszyć ich wagę dodatkowo w ten sposób, że będą mieć postać "szklanek", tzn. byłyby puste w środku. Nie mogłaby to być rurka, bo trudno by się to łączyło z częścią diamentową.

Czy te łączone igły mają jakiś sens poza tym, że są trochę tańsze? A jaką igłę miała polska wkładka MF-100? Albo Mf-105?

Unitra Fonica Mf-105.

 Na poniższym fragmencie zdjęcia widać(?), że mamy do czynienia z igłą łączoną.

Prostą cyfrówką trudno jest zrobić lepsze zdjęcie czegoś tak małego. Mimo wszystko jednak wygląda to na tytan/diament, a nie na element jednorodny.

Kupując wkładki i igły do nich jednak chyba warto zainwestować w coś lepszego niż mieliśmy do dyspozycji cztery czy pięć dekad temu. Tym bardziej, że chociaż słuch już nie ten, ale i tak jest w stanie zauważyć różnicę.

Diamonds Are Forever, a poza tym grają dużo lepiej. Jednak warto też pamiętać, że igła gramofonowa wieczna nie jest i w końcu się zużyje.

 

czwartek, 12 marca 2026

Uchem weterana i uszami dziecka

Od pewnego czasu zajmujemy się tu problematyką utraty czułości słuchu spowodowanej starzeniem się. To proszę teraz spojrzeć na to:


Rysunek przedstawia audiogram ucznia szkoły podstawowej. To jest gorszy wynik badania niż mój, a do podstawówki chodziłem już ponad czterdzieści lat temu.

Wobec powyższego problemy spowodowane chorą realizacją dźwięku dotykają nie tylko osoby starsze. Ci młodzi mają nawet gorzej. Nie mogą usłyszeć muzyki w pełnej krasie, bo od dzieciństwa już słyszą źle. Nie usłyszą z płyt, bo na żywo nie jest wcale tak źle.

Czy ktoś czytający magazyny o sprzęcie audio znalazł tam jakieś wzmianki o tym, że nawet dzieci mogą mieć problemy ze słuchem? A może pisali o tym, że z upływem lat systematycznie maleją wymagania co do jakości sprzętu? A może ostrzegają, żeby nie słuchać głośno, bo może się zdarzyć tak, że jakość się usłyszy tylko raz? To może piszą o tym, że płyty są realizowane źle i nie nadają się do słuchania przez osoby starsze? Dodać trzeba, jak widać z rysunku, że także i niektóre młode.

Podwyższenie progu słyszenia o prawie 60 dB (dla gorszego ucha, tzn. prawego) powoduje, ze wszystkie płyty brzmią jak błoto. Z wyjątkiem tych decelitowych...

sobota, 28 lutego 2026

Neutralna charakterystyka jednak jest najkorzystniejsza

Najlepsze monitory mają charakterystykę neutralną, tzn. płaską

Realizator dźwięku nie może dobrze wykonać swojej pracy, jeśli nie słyszy tego, co robi - powiedział Andrzej Lipiński. Najlepiej zobaczyć to na przykładzie. Można też wykazać, że także audiofil usłyszy najwięcej na kolumnach z płaską charakterystyką

Rys. 1.

O tym „czymś” co pokazuje wykres była mowa w poprzednim poście.

Realizator dźwięku ma mix, w którym są dwa problemy. On oczywiście nie wie, że są jakieś problemy, musi sprawdzić czy wszystko jest ok. Problemy są zaznaczone strzałkami, które wskazujące ich częstotliwości (100 Hz i 4,5 kHz). Poza tym te problemy nie są jakieś ewidentne, ale subtelne, a więc ciche.

Z wykresu widać, że kolumny grają przy tych 100 Hz kilkanaście dB za cicho. W takim razie ten błąd mixu będzie o kilkanaście dB cichszy niż jest w rzeczywistości. A dlatego, że w ogóle jest cichy, to znaczy, że na tych kolumienkach będzie bardzo trudny do usłyszenia. Możliwe, że w ogóle nie do zauważenia.

Teraz problem przy 4,5 kHz. Też będzie bardzo trudny do wyłapania, bo jak widać na rysunku po lewej i prawej stronie (w kółeczkach) przy mniej więcej 2 kHz i 5,5 kHz jest głośno, wobec tego 4,5 kHz będzie skutecznie zagłuszane.

W odniesieniu do sprzętu audiofilskiego jest podobnie. Oczywiście w przypadku domowych kolumn obowiązuje zasada +/-3 dB. Właśnie z tego względu, że taka tolerancja gwarantuje, że żaden zakres nie będzie się wybijał kosztem innego.

Można to wyjaśnić opisowo w ten sposób, że słuchacz chciałby mieć wrażenie, że słucha zespołu tak, że wszystkie instrumenty i głosy są zrównoważone pod względem głośności a nie, że np. kontrabasista stoi dwa metry bliżej niż wokalistka i ją zagłusza. A przypadku tego czegoś z rysunku byłoby odwrotnie akurat, bo kontrabasista stałby parę metrów za wokalistką. Z kolei sama wokalistka, chociaż dysponująca pięknym głosem, byłaby słyszalna jak skrzecząca czarownica, z powodu tych rezonansów.

Ale to wszystko są rzeczy znane. Jeszcze inna rzecz jest powszechnie znana, ale warto ją przypomnieć. Mianowicie są ludzie, którzy będą się upierali, że jak by się zmieniło kable i bezpieczniki, to brzmienie tego czegoś z rysunku by się poprawiło. Więcej wymienić się nie da, bo to monitory aktywne. Ale faktycznie udałoby się znaleźć takich, co będą uważać, że wymiana kabli i bezpieczników wszystko poprawi i monitory będą grać o co najmniej dwie klasy lepiej. 


piątek, 20 lutego 2026

Iluzje na kostki

W dokumentalnym filmie o pewnym muzyku można zobaczyć coś takiego:

Fragment kadru.

Na te "kolumienki" można trafić dość często w różnych materiałach zajmujących się muzyką, jej nagrywaniem itd.

W sieci jest test tych głośniczków:  https://www.audiosciencereview.com/forum/index.php?threads/avantone-pro-mixcube-monitor-review.42817/

Autor testu napisał tak: " I have not see such a bad response from any other speaker. Not only does it lack any kind of flat response, there are clear resonances after natural response of the driver starting at 5 kHz."

W komentarzu znajdujemy natomiast: "double yuck".

Teraz proszę sobie poczytać co pisze o tych głośnikach producent na swojej stronie.

Mówi się o tych głośnikach zazwyczaj, że są one zrobione tak, że można wychwycić błędy w miksach itp. ponieważ nie mają zwrotnicy, która jakoby coś przeszkadza w ocenie "średnicy" i takie tam inne bajędy.

Jakim cudem realizator dźwięku ma faktycznie coś usłyszeć używając czegoś tak okropnego?

Ale może ja podchodzę do tematu źle? Może nie chodzi o to co jest, tylko o coś zupełnie innego? Przecież są ludzie, którzy wierzą, że kabel coś zmienia, wtyczka też, a nawet kabel cyfrowy wpływa na sałnd. Może chodzi o złudzenia, które są fajne i lubiane. A że się chodzi w zimie w trampkach to co? Wszyscy chodzą.

A jakie jest największe złudzenie w audio? Że się wszystko świetnie słyszy. Fajno jest. A jak ktoś myśli mając sześć czy siedem dych na karku, że wszystko świetnie słyszy przez te kosteczki, to ma dwa złudzenia na raz i dlatego podwójnie dobry humor.

Szokuje jednak, że tym audioiluzjom ulegają także zawodowcy. Może gdyby nie ulegali, to płyty nadawałyby się do słuchania nawet w wieku emerytalnym.

czwartek, 5 lutego 2026

I’m 68, my hearing is great

Jeżeli się przejrzy komentarze na temat artykułu "24/192 Music Downloads ...and why they make no sense", który jest dostępny w tłumaczeniu na blogu, to można znaleźć np. coś takiego: 

I’m 68, my hearing is great up to 12.4kHz, and I can hear improvement in each increase in resolution up to DSD256. People so often stress the high frequencies, but 99% of music is under 6kHz, and I can hear perfectly an octave above that, so differences are easy for me to discern. For me, each increase in resolution improves noticeably the transients and decays, and the ambience of the music. Things like imaging have minor improvements too.

Wypowiedź ma już swoje lata, podobnie jak i sam artykuł. Przyjrzyjmy się jej bliżej.

Przede wszystkim charakterystyczne jest przekonanie o tym, że się słyszy świetnie. W wieku 68 lat to jest iluzja, ale miła. Poza tym znamienne jest to, że autor komentarza jest przekonany, że świetnie słyszy do 12,4 kHz. Najpewniej obejrzał sobie film z "testem" słuchu i zauważył, że słyszy 12,4 a potem już nie. Taka metoda badania słuchu jest fajną ciekawostką, ale nic nie mówi o faktycznej jego kondycji. Prowadzący blog też tyle usłyszy, a nawet trochę więcej, w końcu jest dziesięć lat młodszy, jednak ton testowy będzie bardzo głośny. Składowe muzyko o tych częstotliwościach są o wiele cichsze. I dlatego prowadzący blog nie słyszy w nagraniach nic powyżej 10 kHz czy nawet 8, w zależności co i jak zostało zrealizowane (zdewastowane).

Faktycznie czegoś można się dowiedzieć o swoim słuchu wykonując profesjonalne badanie progu słyszenia. Ale to i tak tylko wstęp do odkrywania stopnia pogorszenia się słuchu. Ale zmilczmy o tym, żeby nikogo nie dołować.

Następnie autor wypowiedzi pisze, że 99% muzyki jest poniżej 6 kHz. To się zgadza. Ale to, że on jest przekonany, że świetnie słyszy jeszcze oktawę wyżej jest, jak już napisałem, iluzją. On był w świetnym nastroju, jak to pisał, ale dlatego, że nikt nie wie czego nie słyszy. Pomaga tu czasem pamięć, ale jak ktoś myśli, że dźwięk jest świetnej jakości i "ciepły", to jest ok., że on nie słyszy nic z wysokich tonów głośnych jak tornado odtwarzanych na niewyszukanym sprzęcie trzy dekady wcześniej.

Iluzją jest też przekonanie, że wraz ze zwiększeniem częstotliwości próbkowania on słyszy różnice w transjentach, wygasaniu i w atmosferze czy przestrzeni. Plik 192/24 nie różni się niczym od takiego 44/16 w treści do powiedzmy 20 kHz. Różnica jest powyżej granicy słyszenia nastolatków, więc tego nikt nie usłyszy. Może nietoperze.

Ktoś, kto ma swoje lata, a pomimo tego jeszcze dość dobrą pamięć i pamięta jak co brzmiało dawniej, nie chce słuchać płyt, bo go to stresuje. Są źle zrealizowane i nie nadają się do słuchania przez starszych ludzi. Z filmami też nie jest lepiej. Tam też sałnd indżiniły poczyniły wiele złego.

Naprawdę ignorancja jest błogością. 

 

środa, 28 stycznia 2026

Spytajmy realizatora dźwięku

Realizatora dźwięku zapytamy, ale na sam koniec. Żeby zrozumieć czy jest sens pytać trzeba obejrzeć ten film:


I jeszcze przeczytać ten artykuł: Save Star Wars 

Jak można zobaczyć i przeczytać GL z tylko sobie znanych powodów zrobił z tymi wznowieniami to, co zrobił. Tłumaczenie tego jako decyzja artystyczna i że to środek wyrazu nie ma wiele sensu.

Mam te wznowienia z 2004 roku i do przedwczoraj nie zauważyłem żadnych problemów z obrazem. Tylko, że zawsze oglądałem te filmy na monitorze LCD, który nie wie, co to kontrast. I tak samo z telewizorem LCD, który też nie wie, co to jest kontrast.

Jak ktoś to zobaczy na czymś, co ma kontrast stwierdzi, że jest problem. Ale na LCD nie ma. Na LCD nie ma czegoś takiego jak czerń. Coś, co w oryginale jest czarne i tak na LCD jest najwyżej ciemnoszare.

Więc może GL przygotował to pod telewizory i monitory, które nie mają kontrastu? Warto obejrzeć kilka fragmentów tych filmów na LCD i OLED.

W artykule wspomniano też o pewnych problemach z dźwiękiem, ale dajmy spokój.

Te filmy, w wersjach "cyfrowo poprawionych" są świetnym przykładem na to, że dyskusja o miksach, remiksach, masterach i remasterach w audio nie ma wiele sensu, jeśli w ogóle. Przecież jak ktoś się przy czymś uprze, co widać, że jest zrobione nie tak, to jak wytłumaczyć, że jest problem, którego nie widać? Można usłyszeć, ale i to nie każdy usłyszy. A jak udowodnić komuś, że coś słyszy albo, że nie słyszy? Przecież się uprze. I nie ma szansy czegoś pokazać, bo dźwięk jest niewidoczny. Wykresy nie przekonują, a na ślepy test nikt się nie zgodzi. A podwójnie ślepy test to jest przedsięwzięcie. Nie da się tego zrobić ot tak. To jest przecież przedsięwzięcie naukowe. Żmudne i trudne.

Trzeba dodać, że na tych wznowieniach, przynajmniej DVD to mają, są testy (tiejczeks optymizer), które służą do regulowania telewizorów. Cóż za ironia...

Czyli może jednak nie spytamy. Bo dyskusja będzie podobna jak z GL tylko trudniejsza. Dźwięku przecież nie widać. Dlatego w tej branży przejdzie naprawdę wszystko.