sobota, 29 sierpnia 2020

Kiedyś była technika, a teraz jest emocjonalna technika akustyczna

Gdyby trzeba było wymyślić jakąś spiskową teorię dlaczego w sprawach sprzętu grającego dzieje się tak, jak się dzieje, to byłaby ona następująca. Najpierw producenci wabili klienta jakością, którą można było pokazać w postaci wyników pomiarów, parametrów, tabel, wykresów itp. W pewnym momencie, gdzieś pod koniec lat siedemdziesiątych, zauważono, że parametrów jakościowych już za bardzo nie da się poprawić, a nawet jeśli się da, to i tak nikt tego nie usłyszy. {Oczywiście mowa jest o latach siedemdziesiątych, kiedy w użytku domowym nie był dostępny zapis cyfrowy. Ale o klęsce jakościowej wywołanej przez technikę cyfrową warto napisać osobny tekst. Tu tylko trzeba wspomnieć, że ta technika, która umożliwia osiągniecie dźwięku o doskonałej jakości została wykorzystana do tego, by tą jakość totalnie zniszczyć.} Więc wymyślono subiektywną ocenę jakości i zaczęto od wpływu kabli na brzmienie. Już w latach siedemdziesiątych pewien redaktor pewnego magazynu audio wpadł na pomysł, że on słyszy wpływ kabli na dźwięk. A jak ktoś "usłyszał" brzmienie kabli, to już dalej wszystko poszło tak, jak to wszyscy wiemy.

Ale jeszcze jakiś czas temu, czyli w latach osiemdziesiątych, w instrukcjach sprzętu można jeszcze było znaleźć dane techniczne, bo producenci wciąż chcieli się nimi pochwalić. A często było się czym chwalić. Weźmy na przykład pewne kolumny.

Tak dobrej charakterystyki, jak na rysunku niżej, dzisiaj się raczej nie widzi zbyt często. O ile w ogóle te dane można zdobyć. Zresztą jest to zrozumiałe, do pewnego stopnia, bo gdyby producenci dbali o jakość i dążyli do wyrównania charakterystyki, to wszystkie dobre kolumny grałyby bardzo podobnie, a do tego przecież oni dopuścić nie mogą. Przede wszystkim produkty tego samego producenta muszą grać inaczej, w przeciwnym razie wytwarzanie kilku serii różnych kolumn grających podobnie lub prawie tak samo nie miałoby sensu. Tak mają teraz raczej studyjne monitory. Jedna podziałka w pionie to 1 dB, a to pokazuje jak dobre są te kolumny. I są to kolumny do użytku domowego.


A studyjne monitory tej samej firmy miały taką charakterystykę:




Tak dobre kolumny w wystarczająco dużym pomieszczeniu o korzystnych proporcjach wymiarów i dobrze zrobionej adaptacji akustyki dawały realny obraz tego co robi realizator. Szkoda tylko, jak to ktoś stwierdził, że większość nagrań została zrobiona na monitorach firmy na literę"Y", takich z białymi głośnikami zrobionymi z papieru po prostu sklejonego w stożek.

Wracając do tych pierwszych "cywilnych" kolumn, to odsłuch też był pokazywany w sposób rzeczowy, to znaczy jego organizacja czyli ustawienie głośników itd.



A) opisano, że kolumny mają stać przy ścianie w odległości około 5 cm, co jest o tyle ciekawe, że z tyłu jest otwór. B) oznacza, że kolumny mają stać na czymś solidnym i z dala od gramofonu. C) zwraca uwagę na akustykę. Grube kotary na tylnej ścianie na pewno pomogą, chociaż dodanie takiej adaptacji akustycznej, jak została opisana na blogu na pewno nie zaszkodzi. W porównaniu z kotarami będzie skuteczniejsza.

Tak było kiedyś. A teraz ten sam producent, który wyprodukował w latach osiemdziesiątych te wyżej wzmiankowane kolumny mówi coś o emocjonalnej technice akustycznej. I oczywiście charakterystyki i innych parametrów nie podaje. Ktoś, kto zakupi te nowe kolumny musi ulec emocjom wywołanym przez technikę akustyczną - emocjonalną. Wykresy i dane techniczne mu są niepotrzebne. To znaczy dane jakieś tam są, ale nic z nich nie wynika. Ich sposób podania jest taki, że mogą oznaczać wszystko i mogą też nie znaczyć nic. Producent podał "Zakres częstotliwości" 40 Hz - 100 kHz (-16 dB), 45 Hz - 80 kHz (-10 dB). Właściwie to są zakresy częstotliwości, ale nikomu one nic nie mówią. Co komu po informacji, że głośnik odtwarza nawet sto kHz ze spadkiem 16 dB? Tyle nikt nie słyszy. Ważne jest jak głośnik zachowuje się w zakresie słyszalnym, ale tego to się już nie dowiemy. Po co? Przecież lepiej się emocjonować stoma kilohercami(sic!).

Czy na pewno 100 kHz potrzeba, żeby głośnik był dobry? Jest taka firma, która robi wysokotonowe głośniki z tekstylnymi kopułkami i twierdzi, że tak jest najlepiej. I te głośniki nie dają rady przenieść 100 kHz. A na pewno są bardzo dobre, tak dobre, że lepszych nie potrzeba, a prawdopodobnie to lepszych się w ogóle zrobić nie da.

Ale i to może być też tylko chwytem marketingowym. Przecież trzeba klienta ogłupić, wytrącić z równowagi, nakłaść do głowy kretynizmów i wyprać mózg. Wtedy kupi drogi sprzęt, który może być nawet dobry, ale nie będzie dawał lepszego dźwięku niż dobry, ale znacznie tańszy.

Jeśli ktoś kupił te emocjonalne kolumny firmy na T, albo te z kopułkami firmy na D, bo uległ emocjom, to niech przynajmniej się nie jara tym sprzętem teraz i nie gra za głośno, bo ogłuchnie. Wtedy już nie ma odwrotu, a na emocje to wiemy: "na głowę wody kubełek".
 

2 komentarze:

  1. Jednym zdaniem: "Feel the rich emotions expressed in music!". Można się z tego śmiać ale marketing naprawdę działa, nie na darmo wkłada się w niego tak ogromne finanse. Znacznie większe niż w badania ;) Jednak tak działa ludzki umysł i to się raczej nie zmieni. Poza tym przyznam się, iż hasło: "Emocjonalna akustyka" to wreszcie coś świeżego. Sądziłem już, iż jakoś dziwnie irytujące mnie stwierdzenie: "Zgodnie z intencjami artysty" pozostanie już swoistym kanonem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wpis! Dużo przydatnej wiedzy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń