poniedziałek, 25 sierpnia 2025

Jak się traci słuch i jak się to racjonalizuje uzupełnienie 2 - kopiowanie winyli

Gramofon kupiłem, tzn. ten ostatni, jakoś trzy lata temu. I postanowiłem zgrać swoje winyle do komputera. Płyty zostały umyte bardzo starannie w myjce podciśnieniowej z użyciem porządnego środka i wody destylowanej, więc nie tak, jak to robią niektórzy handlarze, że potem płyta robi się szara i matowa i nadaje się tylko do śmieci.

Stanowisko do zgrywania było w pokoju bez żadnej adaptacji, głośniki ustawione obok stołu. Poza tym, grały bardzo, bardzo cicho, żeby nie zaburzyć jakości, bo przy głośnym graniu dźwięk z głośników może spowodować drgania gramofonu itd. W ogóle to najlepiej używać słuchawek.

Podczas tego zgrywania wszystko brzmiało bardzo marnie, czyli bez wysokich tonów, co sobie tłumaczyłem właśnie złą akustyką, złym ustawieniem kolumn, cichutkim odsłuchem itp. Ale do edycji nagrań, czyli właściwie to tylko do podziału na pojedyncze utwory, żadne tam podrasowywanie brzmienia, używałem słuchawek. I przez słuchawki wszystko brzmiało ok. Ale te słuchawki były bardzo "litościwe". Kiedy posłuchałem tego, po roku może, na innych słuchawkach, to już była niestety katastrofa.

Porównanie słuchawek wygląda tak:

Rys. 1.Źródło obrazu:https://www.rtings.com/. Tamże jest narzędzie do porównywania wyników testów słuchawek.
 

Nawiasem mówiąc, na jednych i drugich słuchawkach jest napisane, że to są monitory studyjne. Jak widać skontrolować wysokich tonów na słuchawkach w zasadzie się nie da (o ile je ktoś jeszcze słyszy). W ogóle to na słuchawkach miksować się da pod warunkiem, że się je wcześniej skalibruje. 

Trochę czasu na degradację słuchu i spora różnica w charakterystyce słuchawek, no i jest błoto. "Dziękujemy" przy okazji sałnd indżiniłom. A przecież stare płyty dają się słuchać normalnie. Te z lat sześćdziesiątych i starsze, bo sałnd indżiniły nie miały wtedy narzędzi do dewastowania dźwięku, tylko raczej go nagrywały, jak jest. Tylko, że ja mam takich płyt z lat sześćdziesiątych i starszych kilka...

Do nagrywania przygotowałem się bardzo starannie i miałem nawet wzorzec do naśladowania:

Rys. 2.


Nie będąc świadomym tego w jaki sposób słuch się degraduje oraz destrukcyjnego wpływu realizatorów dźwięku ma nagrania, zaczęło się kombinowanie z kablami i zakup nowej, lepszej wkładki. Wyniki technicznie były lepsze, ale co z tego?

I na koniec o CD, które widać na rys. 2. Brzmi bardzo dobrze z jednym wyjątkiem. Najpierw popatrzmy na daty wydania. Są to m.in. następujące lata: 1962, 1957, 1958, 2013, 1959, 1962, 1958, 1959, 1964, 1962, 2013. Okazuje się, że wszystkie stare nagrania brzmią bardzo dobrze. A w odniesieniu do tych z 2013 r. to jedno brzmi dobrze, a drugie źle. To brzmiące dobrze to klasyka, konkretnie Maurice Ravel, natomiast źle brzmi nagranie z muzyką rozrywkową. I dokładnie takie samo wrażenie miałem 12 lat temu. Muzykę rozrywkową nagrywa się źle i coraz gorzej w miarę jak realizatorzy mają coraz więcej narzędzi do dewastowania brzmienia.

I w tą pułapkę, którą zastawili realizatorzy dźwięku wpadnie każdy, to tylko kwestia czasu.

Czas ucieka, błoto czeka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz