wtorek, 11 listopada 2025

Uparty jak audiofil

Ostatnio wdałem się w dyskusję o możliwościach słuchu i meandrach fonografii ze swoim znajomym. Chodziło o to, że z wiekiem słyszy się coraz gorzej, a płyty są realizowane akurat w ten sposób, jakby ludzie do późnej starości słyszeli świetnie.

Jeśli chodzi o znajomego, to jest on zagorzałym anty-audiofilem i ma już prawie 80 lat. Jest byłym zawodowym muzykiem, więc nie wierzę, że ma super zdrowy i nieuszkodzony słuch. Ale niech będzie, że jak na swój wiek słyszy świetnie. Ja natomiast słyszę trochę gorzej niż powinienem. Mimo to zakładając, że mój słuch jest nieco gorszy, jak na moje lata, a znajomy słyszy tak, jak to wynika z najostrzejszych norm, to i tak ja mam słuch „lepszy” o dziesięć lat niż on ma.

Dyskusja byłaby śmieszna, gdyby nie była tragiczna. Wyglądało to, w skrócie, w taki sposób.

Ja: płyty są nagrywane źle i nie słyszę wysokich tonów, a w szczególności czyneli.

On: a ja słyszę dobrze i czynele też.

Ja: to posłuchaj tej płyty.

On: w tym utworzy z twojej płyty słyszę hi-hat w tej minucie i w tej sekundzie.

Problem polega na tym, że w tej minucie i w tej sekundzie w tej piosence nie ma hi-hata. Owszem w ogóle jest i on powinien usłyszeć go tak ze sto razy do „tej minuty i tej sekundy”. Tylko, że go nie słyszał, a „usłyszał” w takim momencie, w którym go nie ma. Żeby było jasne, to niestety słuchaliśmy każdy w swoim domu. W każdym razie mogłem mu pokazać wykresy na tym blogu właśnie z tego utworu, którego słuchał. Ale co z tego? I tak się upierał, że słyszy. To nic nie daje, ze się pokaże na rysunku coś, co jest w nagraniu.

Wróćmy do dyskusji.

Ja: płyty są nagrywane źle.

On: nie rozumiem o co ci chodzi.

Ja: nie słyszę talerzy perkusyjnych, bo są podcinane.

On: a ja słyszę.

Ja: ja jestem zdruzgotany swoim słuchem, bo nic nie słyszę z góry pasma.

On: a ja jestem zadowolony ze swojego słuchu i z tego jak słyszę wysokie tony.

Tylko, że faktycznie on wysokich tonów nie słyszy kompletnie, co już wskazałem. Rozmowa zahaczyła jeszcze o to jak głośno się słucha i kilka innych tematów. Ale zawsze wracaliśmy do punktu wyjścia. On słyszy wszystko, a ja nie.

Gdybym był bardzo złośliwy, to dałbym mu do posłuchania test, który przygotowałem. Można, a raczej trzeba, go sobie POBRAĆ i posłuchać. Wygląda tak:

Rys. 1. Spektrum pliku testowego.


Test składa się z zapowiedzi i sześciu fragmentów, które są podcięte w ten sposób, jak to realizatorzy dźwięku często robią z talerzami perkusyjnymi.

Fragment od pierwszego do czwartego jest trochę krótszy niż piąty i szósty. To dlatego, że do zrobienia tego testu wykorzystałem dwa utwory. Na poniższym rysunku widać, że w tym pierwszym powyżej 12 kHz robi się dość cicho. Dlatego potrzebny był inny, gdzie w tym zakresie jest głośniej.

Rys. 2. Szczegóły testu. (Znajomy słuchał i dyskutował o "fragmencie piątym". Oczywiście słuchał normalnej wersji i upierał się, mając prawie 80 lat, że słyszy to, co jest faktycznie powyżej 12 kHz.)

W teście (co widać na rys. 1.), te fragmenty są odcinane przy 5k, 6k, 7k, 8k, 10k i 12k. Ten odcięty przy 5kHz ja słyszę nawet przez głośniki monitora do komputera, ale tylko osiem najgłośniejszych dźwięków, a jest ich przecież ponad trzydzieści. Z tymi dalszymi jest już problem nawet przez słuchawki. Tzn. ja coś jeszcze słyszę w piątym, ale tylko kilka najgłośniejszych dźwięków, a i te bardzo cicho, na granicy słyszenia. Te wszystkie dźwięki na rysunku są policzone nie bez przyczyny.

We wcześniejszym poście pisałem o tym, że realizatorzy dźwięku praktycznie nie zostawiają nic z talerzy perkusyjnych poniżej 5 kHz, żeby muzyka brzmiała źle przez radio AM i w ogóle na kiepskim sprzęcie. Warto się zapoznać z tym postem, jeśli ktoś go nie czytał. Natomiast w tym teście możemy się przekonać czy to ma sens i jakie są tego konsekwencje.

Test jest adresowany do osób mających już swoje lata. Czterdziestolatkowie niekoniecznie zrozumieją o co chodzi, ale jak ktoś ma sześćdziesiąt lat i więcej, to owszem.

Proszę posłuchać kilka razy i wcześniej naprawdę dokładnie się przyjrzeć rysunkom. W teście dźwięk jest zrobiony trochę głośniej niż jest w oryginalnych utworach. Warto sobie plik otworzyć w edytorze, żeby go dokładnie przeanalizować. Oczywiście trzeba go też posłuchać w zwolnionym tempie. Dopiero wtedy można sobie uświadomić ile się już nie słyszy.

Rys. 3. Prościej by było 0,5x...

Na koniec dodam, że tykanie zegara zostało dodane po to, żeby powstał jakby zwyczajny dźwięk. Muzyka to przecież przede wszystkim dół pasma. Ale żeby tykanie nie maskowało za bardzo góry, to jest ciche i ni sięga 5 kHz. W następnym poście napiszę jakie utwory zostały wzięte do testu. Oba utwory są z lat osiemdziesiątych. Przypomnijmy sobie jak wtedy brzmiały te wysokie tony, a jak teraz. Ale już teraz mogę powiedzieć, że znajomy jest bardzo uparty i za nic nie udało się go przekonać, że pewnych rzeczy już nie słyszy.

PS. Możliwe jednak, że audiofile nie są uparci. I naprawdę nie powinno się słuchać za głośno tego testu. Głos lektorki powinien mówić, a nie krzyczeć.

2 komentarze:

  1. Jak wiemy słuch nie jest zmysłem obiektywnym i bezpośrednim. I tu bym upatrywał przyczyny. Ten znajomy muzyk najpewniej znał odsłuchiwane otwory i pamiętał je bardzo dobrze. Spodziewał się tych talerzy, zwyczajnie mózg mu je odtwarzał mimo, że ich nie słyszał. Do tego siła sugestii itd. Trzeba by zrobić próbę na jakimś wygenerowanym z sampli utworze testowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawy punkt widzenia, choć się nie zgadzam. Ten test, o którym tu piszę jest równie dobry jak coś zrobionego z sampli. Można przeoczyć link w tekście posta, więc dam go tu:
      https://megawrzuta.pl/0xzj1poz

      Usuń