niedziela, 1 kwietnia 2018

Wydanie specjalne magazynów audio Hi-Fi

Dziś na całym świecie ukazały się specjalne wydania, dostępne nieodpłatnie zresztą, wszystkich największych czasopism zajmujących się sprzętem grającym Hi-Fi. W tych wydawnictwach redakcję przyznają, że wszystkie recenzje wzmacniaczy, odtwarzaczy, słowem całości sprzętu grającego wysokiej klasy były humbugiem. Wszystko gra identycznie, a jeśli nie, to z tej przyczyny, że sprzęt jest popsuty lub nie spełnia wymagań jakościowych zawartych w normach.

Jednocześnie producenci sprzętu przepraszają nabywców za to, że wprowadzając standardy SACD, DVD Audio tzw. dźwięk o "wysokiej rozdzielczości" wprowadzali ich celowo w błąd mając pełną świadomość, że nie dają one żadnej zauważalnej poprawy jakości w porównaniu do CD audio.

Natomiast wytwórnie fonograficzne oferujące pliki o "wysokiej rozdzielczości" informują, że będą one dostępne w takiej samej cenie jak pliki w standardzie 44/16, a ta cena z kolei będzie obniżona do poziomu mp3, bo i tak nie ma żadnej poprawy w stosunku do tego ostatniego.

Natomiast małe firmy produkujące zestawy Hi-Fi o ekstremalnych cenach zadeklarowały, że zwrócą nadpłaty klientom, którzy za nie słono przepłacili. Niektórzy mogą się spodziewać zwrotów w wysokości kilku milionów, bo przyjęto poziom cenowy standardowego zestawu o wysokiej jakości, a ten nie jest przesadnie drogi.

poniedziałek, 5 marca 2018

Samochód - najgorsze miejsce do słuchania muzyki, ale za to bardzo lubiane

A może samochód nie jest takim złym miejscem, żeby sobie posłuchać muzyki? Zobaczmy.

Współczesne samochody nie są tak głośne jak stare kaszlaki. Mimo wszystko jednak hałas to hałas i on jest jednym z najważniejszych powodów, że realizatorzy z tak maniakalnym uporem dążyli do uzyskania DR0, tzw. Dynamic Range, co im się zresztą udało. Gdyby nie to, że samochód daje duży odsetek czasu, kiedy ludzie w ogóle słuchają muzyki, tzw. inżynierowie dźwięku nigdy nie pozwoliliby sobie na tak drastyczne podejście do masteringu, a przecież często właśnie w samochodzie klienci oceniają pracę realizatora. Do słuchania w aucie dynamika każdego naturalnego źródła dźwięku jest za duża, włączając w to młot pneumatyczny. Przy większych prędkościach jazdy i większym poziomie hałasu w aucie nie da się usłyszeć nawet wszystkich szczegółów uderzenia pioruna, o muzyce nie ma sensu wspominać.

Dlaczego ludzie jednak lubią słuchać w aucie? Poza tym, że jazda do pracy zajmuje np. godzinę i tyle samo w drugą stronę itp. więc jest na to czas. Dlatego, że właściwie tylko w aucie mogą usłyszeć dobry bas. Nie do końca dobry, bo pneumatyczny, ale auto jest tak małe, że nie powstaną w nim mody, w zakresie niskich częstotliwości oczywiście. A odsłuch niepodbarwionego przez mody i z tego też powodu "szybkiego" basu daje satysfakcję.

W samochodzie bas nie muli, nie wlecze się i nie zlewa szybkich nut. W domu nikt takiego basu nie ma poza nielicznymi osobami, które mają profesjonalne adaptacje akustyki pomieszczeń o wystarczającej kubaturze i dobrych proporcjach.

Jeśli ktoś zaprotestuje, że owszem, ma w domu świetny bas w takim razie może sobie odpowiedzieć na kilka pytań. A mianowicie: Czy brał kiedyś udział w dyskusji na temat jakie kolumny są lepsze, takie z dużym głośnikiem niskotonowym, a może z kilkoma mniejszymi? A może debatował nad subwooferem jaki by tu kupić? No i jeszcze przykładowo czy udzielał się w wątku w rodzaju, że niektóre nuty w basie nikną?

Problemy z basem trapią wielu użytkowników, można powiedzieć, że to jak z alergią, każdy ma, nie każdy wie.

Auto jest po prostu za małą puszką, jak już wspomniałem, żeby mogły się nabudować rezonanse w zakresie niskich tonów, a głośniki są "w ścianie" więc nie ma też możliwości powstania wycięć. Niestety na zakresie niskich częstotliwości kończą się zalety takiego samochodowego odsłuchu.

Tony średnie i wysokie są przerzedzone silnymi odbiciami od wszystkiego, zwłaszcza lewej szyby, jeśli wychodzimy z założenia, że słuchamy prowadząc i nie jest to wersja angielska auta. Oddziaływanie bliskich powierzchni zaburza barwę, która staje się dziwna. Nie każdy na to zwraca uwagę, bo niewielu ma słuch muzykalny, a w ogóle mało kto wie o co chodzi i na co zwracać uwagę. Sytuację ratuje właśnie bas, który ma duży potencjał do maskowania pozostałych braków dlatego, że jest pełny i bez wytłumień. Poza tym marketingowcy zapełnili już całe góry przeróżnych wydawnictw bajkami o dobrej jakości odsłuchu w aucie. Więc skoro napisano już tysiące razy, że jest jakieś "Car Hi-Fi", to znaczy, że jest.

Bliskość wszystkiego powodująca powstanie filtracji grzebieniowej jest bardzo dobrze znana realizatorom dźwięku, a właściwie tym osobom, które zajmują się masteringiem. Żeby sobie z tym jakoś poradzić i zrobić taki dźwięk, który sprawdzi się w aucie muszą brzmienie "podrasować". I to jest problem, bo taki podrasowany czyli spaskudzony dźwięk nie jest wadą w samochodzie, ale w domu w dobrych warunkach odsłuchu cała mizeria jest słyszalna aż za bardzo.

Jeśli się to doda do silnej kompresji, mamy odpowiedź czemu tak dużo muzyki nie daje się słuchać w domu. Realizacja dźwięku jest dostosowana do silnego hałasu i filtracji grzebieniowej, takiej samochodowej, a nie domowej.

Poza tym w aucie słyszy się wszystko skrzywione, bo naprawdę mało kto słucha jako piąty siedząc na środku tylnej kanapy. A przecież podstawą dobrego odbioru jest symetria bazy. Więc naprawdę trudno zrozumieć usiłowania nazywania odsłuchu w samochodzie "Car Hi-Fi". Jeśli ktoś nie dostrzega problemu niech przesunie fotel w domu na lewo, albo niech siądzie z boku na sofie. Czy taki odsłuch siedząc praktycznie na wprost jednego głośnika będzie faktycznie odsłuchem o wysokiej jakości?

Dużo by można pisać o odsłuchu w samochodzie. Zastanawiające jest to, że ten samochodowy odsłuch jest naprawdę marny i to daje się łatwo zauważyć, ale nikt o tym głośno nie mówi, wręcz przeciwnie. Dlaczego marketing i producenci o tym nie mówią jest jasne, nikt by nie kupował drogiego sprzętu do aut. Ale dlaczego tzw. zwykli ludzie nic nie mówią?

Naprawdę nie słyszą?

czwartek, 22 lutego 2018

Jak zrobić wodę z mózgu nie robiąc jej

Jak to jest możliwe, że gazety robią ludziom wodę z mózgu nie robiąc wody z mózgu? Otóż czytelnicy muszą sobie sami zrobić wodę z mózgu, gazeta musi im tylko podsunąć odpowiednio spreparowany materiał.

Przykład pochodzi ze stereop(l)ay numer 11/2003. Ze względu na prawo prasowe nie mogę tu zamieścić omawianego artykułu w oryginale, dlatego zostanie on tylko omówiony. Artykuł jest zatytułowany "Good Vibrations" i dotyczy rzekomego laboratoryjnego dowodu na to, że podkładki i kolce pod nóżki sprzętu działają(sic!). Chodzi o podkładki pod elektronikę czyli np. wzmacniacz czy odtwarzacz.

Co trzeba podsunąć czytelnikowi, żeby ten mógł - prawie - zupełnie samodzielnie zgłupieć.

Zaczyna się od trzęsienia Ziemi, żeby napięcie mogło wzrosnąć. Pada więc już w pierwszym zdaniu pytanie czy to voodoo te wszystkie kolce i podkładki? Czytelnik utożsamia się z wydawnictwem, zapłacił przecież, więc weźmie jego stronę i uzna, że żadne tam voodoo i piszą samą prawdę.

Że nie voodoo ma zaświadczyć laboratorium, bo wszystko zmierzone i udokumentowane. Mamy 10 wykresów z tego laboratorium, które coś na pewno znaczą i są prawdziwe. Rzeczywiście, są prawdziwe, ale znaczą nie to, co czytelnik ma sobie skojarzyć.

Za wszystko odpowiada Pan dyplomowany inżynier, który ręczy swym tytułem naukowym, imieniem, nazwiskiem i swą twarzą pokazaną w miniaturce.

Autor tekstu zaczyna swój wywód od tego, że urządzenia lampowe wykazują efekt mikrofonowy. Faktem jest, że lampy wykazują efekt mikrofonowy, jak się w nie puknie palcem albo śrubokrętem. Ale czym innym jest stukanie w lampy, a czym innym delikatne wibracje dźwięku, bo te są nieporównywalnie słabsze i prowadzą do odpowiednio słabszych skutków. W rzeczywistości wpływ fali dźwiękowej czy też wibracji wywołanych przez dźwięk na sposób działania urządzeń lampowych jest raczej trudny, jeśli w ogóle możliwy, do zauważenia.

Dlaczego trudno zauważyć wpływ drgań na działanie urządzeń lampowych? Czy ktoś był świadkiem naprawiania lampowego telewizora? Technik stukał i pukał coś tam robiąc w tym telewizorze, ale obraz się od tego nie zmieniał, podobnie jak i dźwięk, prawda?

Następnie autor artykułu sugeruje, że różne podzespoły elektroniczne mogą być podatne na wibracje. Różne elementy mogą wykazywać efekt mikrofonowy, ale w tekście nie podano jakie i w jakim stopniu. W praktyce żadne urządzenie wykonane na półprzewodnikach nie wykazuje zauważalnego efektu mikrofonowego, nawet na stukanie śrubokrętem, nie wspominając już o efekcie, który mogą wywołać słabiutkie wibracje fal dźwiękowych. Jeśli ktoś chce rozkręcić wzmacniacz, żeby stukać śrubokrętem w części wypada go ostrzec, że grozi to porażeniem prądem, popsuciem sprzętu i utratą gwarancji.

Opisywane przez autora efekty mikrofonowe, które jakoby mogą być słyszalne przez słuchawki trzeba przypisać raczej mechanicznemu sprzężeniu urządzenia z uchem poprzez kabel. Co prawda kabel musi być sztywny, a słuchawki tanie, bo lepsze modele są na takie rzeczy odporne, a miękki kabel słabo przenosi drgania. Trzeba przyjąć, że dobrze skonstruowane urządzenie zbudowane na półprzewodnikach nie wykazuje efektu mikrofonowego o ile nie jest popsute, a podłączanie słuchawek nic tu nie pomoże.

Wreszcie autor pisze, że w laboratorium prawie niemożliwe jest wykazanie, że wibracje w jakiś sposób wpływają na funkcjonowanie urządzeń. Jednak rzekomo sygnały testowe są inne niż muzyczne i dlatego w odtwarzaniu muzyki, którą cechuje rytm są jakieś różnice, które można usłyszeć. Jednakże dowodem na to, że coś można usłyszeć mają być pomiary z laboratorium, a nie jakiś test odsłuchowy, konkretnie aż 10 diagramów.

Sztuczka narracyjna polega na tym, że te diagramy pokazują drgania generatora taktu odtwarzacza powstałe wskutek wystawienia go na działanie głośnego szumu wytworzonego przez parę dużych kolumn i subwoofer. Wszystkie głośniki są ustawione w bezpośredniej bliskości odtwarzacza, który z kolei jest ustawiany na różnych podkładkach i kolcach.

Miernik wyłapuje mechaniczne drgania generatora i wartość tych drgań jest pokazana na wykresach, ale nie jest to przecież wykres pokazujący jak działa dany odtwarzacz.

Można to zilustrować w ten sposób, że ktoś mierzy drgania czajnika, jeśli się go wystawi na działanie głośnego dźwięki i faktycznie różne czajniki będą drgać różnie także wtedy, jak się je postawi na innym podłożu, ale to nie oznacza, że będą grzać wodę w różnym czasie i zużywać inną ilość prądu.

To, że miernik wyłapał inne drgania w jakimś odtwarzaczu jeśli się go postawiło na innym podłożu nie oznacza, że wykaże on, odtwarzacz, inne zniekształcenia, szumy, jitter, charakterystykę częstotliwościową itd. itp. Owszem, nie wykaże, co napisał ten sam autor już nieco wcześniej. Jednak na zakończenie sugeruje, że lepiej jest słuchać zamiast studiować, tzn. mierzyć.

A niestety jeśli ktoś chce usłyszeć różnicę, to ją usłyszy, a czy ona jest czy jej nie ma, nie ma żadnego znaczenia.

Pobieżne zapoznanie się z omawianym artykułem, a przecież typowy czytelnik nie wgłębia się i nie analizuje dokładnie, ma za zadanie wywołać skojarzenie takie, że podkładka daje zmianę w dźwięku, bo sugerują to wykresy pokazujące quasi charakterystykę częstotliwościową. Czytelnik powinien pomyśleć, że ogląda wykresy sygnału z wyjścia odtwarzacza, a przecież pokazują one tylko mechaniczne drgania jednego z elementów.

Wobec tego cały tekst nie zawiera sformułowań nieprawdziwych. Jest tylko tak skonstruowany, żeby czytelnik źle skojarzył fakty. A ma skojarzyć tak: to jednak działa, więc sięgam po telefon i zamówię jakieś podkładki. Ceny tych rzeczy, opisanych w tym samym wydaniu czasopisma, wahają się pomiędzy 19 a 500 Euro za komplet względnie nawet 230 Euro za sztukę.

wtorek, 30 stycznia 2018

12 profili słuchacza albo pięć profili słuchacza czyli "porad" ciąg dalszy

W nawiązaniu do poprzedniego posta kilka kolejnych ciekawostek. Wzmiankowany "tajemniczy" magazyn stereoplej wydawany za naszą zachodnią granicą wpadł na pomysł wymyślenia 12 profili słuchacza. I te profile są następujące:

1.  Der vernünftige - rozsądny
2.  Der Platzsparer - oszczędzający miejsce
3.  Der Leise Hörer - słuchający cicho
4.  Der Hi-Fi Purist - purysta
5.  Der Temperamentvolle - temperamentny
6.  Der Feingeist - subtelny
7.  Der Tonmeister - realizator dźwięku
8.  Der Genießer - smakosz
9.  Der Kinofan
10 .Der Rockfan
11. Der Individualist - indywidualista
12. DerPerfektionist - perfekcjonista

Wymyślenie aż 12 profili było zabiegiem dość śmiałym. Nie miało to obiektywnie wiele sensu z wielu powodów, ale to temat na inną obszerną opowieść.

Tak duża ilość profili była przesadna. Ktoś wobec tego wpadł na pomysł, żeby dodać typy pomieszczeń, w których słuchacze będą mieć te kolumny i dlatego kolejnym pomysłem redakcji było 5 plus 5. Siedem typów słuchaczy wymarło zapewne w wyniku selekcji naturalnej czy też może w komorach gazowych. Eee... bezechowych.

1.   Der Hi-Fi Purist
2.   Der Temperamentvolle
3.   Der Genießer
4.   Der Feingeist
5.   Der Individualist
I.   Kleiner Raum - małe pomieszczenie
II.  Großer Raum - duże pomieszczenie
III. Halliger Raum - pomieszczenie z pogłosem
IV. Altbau - stare budownictwo

Oba zestawy porad konsumenckich trzeba jednak rozpatrywać w kontekście wskazówek co do ustawienia względem ściany. A te były błędne i nie uwzględniały zasad akustyki.

Teraz kilka dat.

12 profili słuchaczy było publikowane co najmniej od stycznia 1998 roku. 5 plus 5 było publikowane co najmniej od czerwca 1999 roku. Koniec tych porad konsumenckich nastąpił od września 2016.

Wyciągnięcie wniosków pozostawiam czytelnikom. Wypada dodać, że czasopismo przestało podawać porady co do "ustawienia co najmniej 70 cm od ściany" nie ze względów merytorycznych, ale z powodu zmiany układu graficznego.

Skąd taki wniosek? Stąd, że bliźniacze czasopismo podaje podobne porady, z tym, że oni podają, że kolumnę trzeba odsunąć na co najmniej metr od ściany, tzn. jeszcze bardziej nie tam, gdzie trzeba. Są też podobne do tych powyższych profile pomieszczeń z tym, że jest ich sześć. A dlaczego sześć? Bo tak się to ładnie układa - graficznie - w dwu wersach po trzy sztuki. I takie porady są podawane od co najmniej maja 2014 aż do najnowszego numeru czyli ze stycznia 2018.

Wobec tego redakcje są w stanie usłyszeć wszystkie szczegóły w dźwięku, ale nie potrafią usłyszeć wycięcia w basie spowodowanego złym ustawieniem głośników?

A może u nich obowiązuje inna fizyka? Może centymetr jest krótszy? To by w zasadzie tłumaczyło wszystko. Jeśli ktoś ma informacje co do tego, proszę pisać w komentarzach.

wtorek, 23 stycznia 2018

Każda (dez)informacja ma swe źródło

Można się z tym nie zgadzać, ale pisanie na forach internetowych audio ma generalnie dwa cele. Pierwszym jest chęć zaimponowania innym, drugim frustracja wynikająca z dźwięku, który nie jest zadowalający i w związku z tym szukanie porady. A jakiej porady można się spodziewać, jeśli się spytamy o ustawienie kolumn? Prawdopodobnie takiej, żeby odsunąć je od ściany.

Na tym blogu zostało to już powiedziane niejednokrotnie, że postawienie kolumny dalej niż około 80 cm od ściany skończy się przykrymi wycięciami pasm w basie, jeśli już wyjechać z głośnikami w głąb pokoju, to na więcej niż 2 metry.

Niestety użytkownicy kiedy odsuną kolumny od ściany, to tak na jakiś metr, czyli dokładnie na taką odległość, jaka jest niekorzystna. Ale dlaczego z takim uporem ludzie stawiają kolumny tam, gdzie nie powinni?

Pewien bardzo znany i wpływowego magazynu zajmujący się tematyką sprzętu audio itp. zaleca stawiać kolumny bardziej sprawne w basie w odległości większej niż 70 cm czyli dokładnie w takiej odległości, która jest niekorzystna. A jaki to magazyn? Powiedzmy, że się nazywa stereoplej lub bardzo podobnie i jest wydawany za naszą zachodnią granicą.

Czyli jeśli ktoś kupił sobie kolumny mające dwa lub nawet trzy głośniki basowe i postawi je sobie metr od ściany, to zamiast dobrego basu będzie miał kichę. I co zacznie robić? Żeby mieć lepszy bas kupi nowy wzmacniacz, a jak to nic nie da bo nie może dać, kupi nowy odtwarzacz, a jak to nic nie da bo nie może dać kupi nowe kable, a jak to nic nie da bo nie może dać kupi nowe bezpieczniki, a jak to nic nie da bo nie może dać kupi kondycjoner masy, a jak to nic nie da bo nie może dać kupi jakiś regał na sprzęt, a jak to nic nie da, bo nie może dać to kupi jakieś zaczarowane podkładki pod nóżki wzmacniacza, a jak to nic nie da, bo nie może dać kupi magiczne kolce do kolumn, a jak to nic nie da bo nie może dać pociągnie specjalną linię od elektrowni do domu, a jak to nic nie da, bo nie może dać to jeszcze jest opcja kupienia jakichś cudownych muszelek czy kamyków, które się przykleja plastrem do kabli, a jak to nic nie da, bo nie może dać jest jeszcze kilka opcji zakupu różnych magicznych i paranormalnych akcesoriów. W końcu można też kupić nowe kolumny i postawić je w tym samym miejscu i zacząć kupować wszystkie rzeczy od nowa czyli wzmacniacz, odtwarzacz itd. Można też kupić subwoofer i wtedy może być lepiej w niskim basie o ile się go nie postawi za daleko od ściany, ale i tak powyżej 80 Hz czy jak tam kto sobie ustawi częstotliwość podziału, będzie źle.

Przypadkiem takie porady znajdujemy w tych magazynach? A może nie przypadkiem, bo mogą spowodować, i powodują bo po co by je drukowano, lawinowe zakupy wszystkiego, co tylko można kupić.

Pierwszy numer wspomnianego, nie wprost, magazyny autor bloga nabył dokładnie 20 lat temu.

wtorek, 16 stycznia 2018

Problem biegunowości wtyczki

W niedawno dodanym komentarzu pojawił się znany "problem" audiofilski, mianowicie w którą stronę włożyć wtyczkę do gniazdka. Sprawa nie jest tak prosta, bo nie wszystkie wtyczki da się podłączyć w obie strony, trzeba przerabiać instalację elektryczną.

Załóżmy, że faktycznie coś w tym jest i dlatego zadamy następujące pytania:

1. Czy producenci mierzą swoje urządzenia wtedy, jak sprawdzą, która żyła jest zimna, a która gorąca i połączą to "tak jak potrzeba"?
2. Jeżeli mierzą dopiero wtedy, jak wtyczka jest obrócona w dobrą stronę, to dlaczego nigdy i nigdzie nie ma takiej informacji?
3. Czy magazyny audio też mierzą parametry sprzętu, jak znajdą właściwe połączenie do sieci? Jeśli tak robią dlaczego nigdzie nie ma o tym żadnej wzmianki?
4. Jeżeli odwrócenie wtyczki daje jakieś mierzalne zmiany, dlaczego nikt nigdy nie podał różnic?
5. Może chociaż na zużycie energii to ma wpływ? Dlaczego w takim razie nikt nigdzie nie podał różnic? Żaden grinpis nie walczy o wkładanie wtyczek w dobrą stronę, celem oszczędzania prądu. A przecież telewizory, pralki, kuchenki elektryczne mogłyby w ten sposób, być może, stać się bardziej energooszczędne?

Żadnych twardych dowodów nigdzie nie ma. Wszystko trzeba usłyszeć. I tu pojawia się problem, bo audiofile słyszą wszystko. Nawet niektórzy słyszą wpływ kabli cyfrowych na brzmienie, co jest niemożliwe.

No ale w tym światku im bardziej nieprawdopodobne i zaczarowane rzeczy się słyszy, tym się jest bardziej cool. Nie ma takiego dresiku i okularków lustrzanek, które tak podnoszą prestiż w realnym świecie, jak słyszenie zjawisk niemożliwych i paranormalnych w świecie audiofilistów.

W sumie jednak ktoś powinien to sprawdzić i opisać. Może wetknięcie wtyczki w dobrą stronę pozwoli zmniejszyć rachunki za prąd? W sumie jest o co walczyć, bo przecież można w ten sposób podłączyć bardziej "właściwie" miliardy urządzeń elektrycznych. Oszczędności w skali całej planety mogą być olbrzymie, nawet jeśli pojedyncze urządzenie będzie zużywać minimalnie mniej prądu.

Ileż to żuczków można dzięki temu uratować. Ileż lasów tropikalnych mniej wyciąć. Przynajmniej jest taka teoretyczna możliwość. I przynajmniej jedna audiofilska teza, jedna jedyna, okazałaby się w jakimś sensie(sic!) sensowna.


piątek, 12 stycznia 2018

Remanent, nagrywanie radia internetowego i dyskusja o jakości kanałów telewizyjnych

Wszyscy robią przeróżne podsumowania minionego roku, więc możemy zrobić coś podobnego i tu. Najważniejsza jest ilość czytelników bloga, a ta systematycznie wzrasta i to pomimo ważnego faktu, że autor nie pisze na żadnym forum, więc nie zamieszcza linków, w które można by kliknąć i w ten sposób nabić licznik wejść. Wychodzi więc na to, że jeśli ktoś czyta, czyni to z własnej inicjatywy, bo temat go ciekawi.

W związku z powyższym chciałbym podziękować wszystkim czytelnikom za zainteresowanie. Jednocześnie trzeba dodać, że w tym roku szykuje się ważne wydarzenie, które powinno wreszcie zakończyć wszystkie dyskusje dotyczące sprzętu audio, jakości dźwięku itd. W związku z tym, że to zapowiedziane właśnie wydarzenie wymaga pewnego nakładu pracy może się zdarzyć, że posty będą się pojawiały nieco rzadziej niż do tej pory.

W zeszłym roku zostały dodane posty dotyczące nagrywania programów radiowych. Trzeba przyznać, że dobrym sposobem na rejestrowanie programów radia internetowego jest nagrywanie ich telefonem. Pewien problem mogą stanowić aktualizacje. Jeśli telefon "postanowi" coś zaktualizować, a zwłaszcza aplikacje, które służą do rejestrowania, to nagranie może się nie udać. Ale nie mogę się wypowiadać autorytatywnie, bo nie nagrywam zbyt często. Trzeba jednak brać pod uwagę aktualizacje oraz to, że nagranie się niespodziewanie urwie.

Mając do czynienia z radiem internetowym widzimy bitrate i typy kodeka. W związku z bitrate można przypomnieć dyskusje dotyczące przepływności na kanałach telewizyjnych. Paradoksem jest to, że zdarzali się tacy, którzy wierzyli w jakąś wręcz magiczną moc kodeka i lekceważyli bitrate. Co ciekawe w audio bitrate jest oczywiste - im więcej, tym lepiej. W przypadku telewizji czary działają czasem w drugą stronę.

W każdym razie radio mp3 320 jest lepsze niż mp3 128 i żadna magia kodeka nic nie poradzi.

Jeśli ktoś chciałby się podzielić swymi doświadczeniami z nagrywania telefonem może to zrobić w komentarzach.